Po prostu Eva - o płycie CD Evy Cassidy Drukuj Email
Wpisany przez Gaina   
czwartek, 14 kwietnia 2011 16:54

Po prostu Ev

Kiedyś przypadkiem usłyszałam w radiu piosenkę Evy Cassidy i wzruszyłam się do łez. Dlatego niedawno kupiłam płytę z jej nagraniami i doszłam do wniosku, że ta dziewczyna rzeczywiście śpiewa jak anioł. Nie ja jedna.

 

altMasz boski głos. Mam łzy w oczach, gdy cię słyszę. Dziękuję, że pomogłaś mi przetrwać najtrudniejsze chwile w życiu – to typowe wpisy w Internecie na jej temat. A są ich tysiące. Ja z miejsca dołączyłam do wielbicieli drobnej blondynki z gitarą, która umarła 15 lat temu, nieznana za życia szerszej publiczności. Dopiero kilka lat po śmieci Evy jej piosenki zaczęły pojawiać się w radiu, a potem pocztą szeptaną osiągnęła pewną sławę, gdy ludzie zaczęli mówić: słyszałeś tę piosenkę? Wkrótce na jej nagrania trafił pewien brytyjski prezenter, puścił piosenkę „Over the Rainbow” w wykonaniu Evy Cassidy i okazało się, że nagle wszyscy chcą jej słuchać. Wydano jej płyty, rozeszły się w milionowych nakładach, napisano też biografię piosenkarki. Ale wielbicielom to wciąż mało, dlatego ukazują się nowe płyty, z amatorskimi poniekąd nagraniami z któregoś z nielicznych koncertów sprzed lat, tych samych piosenek, które już znamy, ale wciąż na nowo chcemy ich słuchać.  Na płycie „Simply Eva”, którą właśnie kupiłam jest tylko jedna nowa piosenka, ale co mi tam. I tak chcę ją mieć.

Eva Cassidy urodziła się w 1963 r w USA niedaleko Waszyngtonu. Śpiewała i grała na gitarze od dziecka, ale tylko dla rodziny lub na przedstawieniach szkolnych, bo była bardzo nieśmiała i niechętnie występowała publicznie. Wykonywała swoje wersje znanych przebojów z różnych gatunków muzyki. Nadawała im zawsze własne brzmienie i „kradła” piosenki, bo gdy usłyszymy je w wykonaniu Evy, nie chcemy już słuchać w wersji pierwotnej. Podobno sam Sting rozpłakał się, kiedy usłyszał, jak śpiewała jego „Fields of Gold” (Czy to prawda? Czy to ważne?).

Śledząc wpisy internetowe doszłam do wniosku, że przejmujący głos Evy działa na ludzi z jakiegoś powodu nieszczęśliwych. Może wmawiają sobie, znając historię jej życia, że jest naprawdę aniołem i może powiedzieć coś ich zmarłemu synowi, albo rozumie czyjeś cierpienie po rozwodzie, albo wie, jak ciężko jest komuś samotnemu na świecie. Nieśmiała blondynka, która niechętnie śpiewała publicznie. Studiowała sztukę, ale, rozczarowana, wolała pracować w gospodarstwie ogrodniczym. Troszkę występowała i zwróciła nawet na siebie uwagę producentów muzycznych, ale oni chcieli decydować jak i co ma śpiewać, a tego nie chciała. Nagrała jedną płytę, „Songbird”, ale nie bardzo jej się podobała. A wkrótce okazało się, że znamię, które usunęła parę miesięcy wcześniej, to była najzłośliwsza postać czerniaka i Evie zostało niewiele czasu. Zaśpiewała jeszcze na kilku koncertach pożegnalnych i umarła.

Może dlatego jej głos brzmi tak poruszająco? A może wmawiamy sobie to, wiedząc, że już jej nie ma i nic więcej nie zaśpiewa? Nieważne. Ta dziewczyna naprawdę śpiewa jak anioł.

 

Gaina
 
Poprawiony: piątek, 10 stycznia 2014 20:27