Stefania Mierosławska - wspomnienia cd. Drukuj Email
Wpisany przez Krystyna Szymańska   
niedziela, 29 marca 2009 21:49

Babcia Stefcia c.d.


Przeczytałam z zainteresowaniem wspomnienie Kuzyna Krzysia o naszej Babci Stefci i spieszę donieść, że jedną z wnuczek którymi Babcia „zagęściła” swoje Inowrocławskie mieszkanie, byłam właśnie ja.


Babcia Stefcia, 1965 r.










Babcia Stefcia, 1965r.


U Dziadków, w Inowrocławiu przebywałam wraz z moją starszą siostrą , Basią aż trzy lata, począwszy od trzeciej klasy szkoły podstawowej. Był to pomysł mojej Babci, która głowę miała nie od parady. Były to czasy, w których brakowało mieszkań, wiec osobom mającym tzw. nadmetraż. przymusowo dokwaterowywano lokatorów. Babcia, chcąc upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, „zagęściła” sobie mieszkanie o dwie małe dziewczynki i na okres trzech lat odciążyła naszą mamę  od obowiązków wychowawczych, bo było nas  w domu sześcioro. 

Babcia ostro wzięła się za naszą edukację. Oprócz szkoły miałyśmy lekcje gry na fortepianie i niemiecki, a jeszcze Dziadek usiłował nas nauczyć gry  w szachy.  Podstawy tego wszystkiego łyknęłyśmy, ale potem, gdy oswoiłyśmy się z nową sytuacją, zaczęłyśmy mieć własne pomysły spędzania czasu po lekcyjnego, czego babcia w porę nie wychwyciła. Ja miałam kilka koleżanek i lubiłam przebywać dużo na tzw. „dworzu”. Skakanki, fikołki na trzepaku, gra w piłkę, klasy… ot typowe zabawy dziecięce. No i zaczęłam opuszczać lekcje muzyki. Na niemiecki chodziłam dłużej. Babcia, dietetyczka z wykształcenia, zaangażowała się w tym czasie w budowę pensjonatu w Kołobrzegu i nie miała za dużo siły i czasu żeby kontrolować na bieżąco dwie uczennice.

Babcia była osobą bardzo towarzyską. Tak więc, czy tego chciałyśmy czy nie, prowadziła nas ze sobą na rożne wizyty do starszych pań, gdzie obowiązywała zasada - dzieci i ryby głosu nie mają - siedziałyśmy wtedy przez całą wizytę sztywno wyprostowane. Na domiar złego byłyśmy czasem częstowane potrawami, których bardzo, ale to bardzo nie lubiłyśmy i było to straszne, bo musiałyśmy sobie z nimi poradzić.
Babcia była niewysoka. Metr pięćdziesiąt w kapeluszu. A miała tych kapeluszy co nie miara. Nosiła też długie do ziemi  spódnice i buty na wysokich obcasach.
Kiedy tylko bywała w Gdańsku u swoich córek, to zawsze w planie były  sopockie ciuchy. Do mojej mamy najczęściej mówiła po francusku, żebyśmy broń Boże czegoś nie podsłuchały.  Przejmowała się  bardzo zdrowym odżywianiem i zdrowym trybem życia i wszystkim naokoło zwracała uwagę, jak tylko wypatrzyła coś niezgodnego z jej teoriami. Było to dosyć krępujące i denerwujące dla całej reszty osób będących w pobliżu, nikt jednak otwarcie nie sprzeciwiał się Babci.

Po powrocie do Gdańska z zesłania, jak nazywałyśmy z siostra ten pobyt w Inowrocławiu , Babcia odwiedzała nas wielokrotnie. Ostatnia wizyta w Gdańsku utkwiła mi w pamięci. Byłam już wyższa od Babci o ponad głowę, a Babcia ubrana była w długi , ciepły płaszcz z kołnierzem z lisa oraz kapelusz oczywiście. Wizytowałyśmy po kolei nasze Ciocie.

Z biegiem lat, mając już własne dzieci dostrzegłam ile pracy i czasu poświęciła nam i naszemu wychowaniu nasza Babci .Z okresu zesłania zrobił się czas dzieciństwa pełny w rożne obowiązki ale i tez przyjemności. Były również kolka taneczne i chór. Jeździłyśmy na koncerty i występy szkolne do okolicznych miejscowości. Należałyśmy tez do harcerstwa, tak więc czas miałyśmy wypełniony całkowicie .

Jestem bardzo wdzięczna naszym Dziadkom za to co od nich otrzymałyśmy i dziękuję losowi, że mogłam poznać kawałeczek ich świata. Dom, pełen pięknych mebli i przedmiotów, z mnóstwem książek…..

Ich znajomych ,miłych dystyngowanych, starszych ludzi. Miasto Inowrocław , pełne zieleni ,latarni gazowych i dorożek … Ulicę Solankową, przy której stał dom Dziadków, z ogródkami przed kamienicami, obsadzoną drzewami kwitnącymi wiosna na różowo… Po powrocie do Gdańska nie znalazłam już takich klimatów…

Krystyna Szymańska z domu Potocka


alt
Od lewej: Dziadek Stanisław Mierosławski,
ta kobitka w prochowcu to ja Krystyna dalej moja siostra Basia,
Babcia Stefcia w „pelisie” i oczywiście kapeluszu
oraz moja Mama – Maria zwana w rodzinie „Niunia”


 



Poprawiony: niedziela, 05 stycznia 2014 17:38