Józefina to Dom Opieki Drukuj Email
Wpisany przez Zofia Zubczewska   
niedziela, 11 października 2015 09:35

Józefina to Dom Opieki

Wolno, lecz buduje się domy opieki dla seniorów. Są to placówki nie przypominające w niczym dawnych „domów starców". Ciągle są nowym zjawiskiem w naszej kulturze, tak odmiennym od PRL-owskich przybytków, że trudno w to uwierzyć.

 

„Babcia Polka" pojechała na wycieczkę do podwarszawskiego Józefowa, żeby obejrzeć „Józefinę", czyli oddany właśnie do użytku Dom Opieki. Na razie wygląda niczym hotel – bezosobowo, gdyż na stałe mieszka w nim tylko sześć osób. Nie zdołały one jeszcze wprowadzić do nowiutkich wnętrz domowej atmosfery. Jest szansa, że w przyszłości to się stanie, gdyż (jak wynika z założeń właścicieli „Józefiny") seniorzy będą tu mogli żyć po swojemu, czyli w pokojach umeblowanych własnymi sprzętami (o ile tego zechcą), ze swoimi książkami, pieskami, kotkami i zainteresowaniami. Będą mogli (o ile zechcą) sami sobie gotować i przyjmować gości, pozostając jednocześnie pod stałą acz dyskretną opieką medyczną i terapeutyczną.
Pan Tomasz Barski, Dyrektor Zarządzający Care Experts, firmą, która jest właścicielem „Józefiny", powiedział, że zasady funkcjonowania tego domu oparte zostały na wzorcach szwedzkich, gdzie profesjonalne i wyspecjalizowane placówki opieki od dawna wpisane są w krajobraz społeczny. Działalność ich opiera się na zapewnianiu osobom starszym wsparcia w każdym obszarze życia, po to by im umożliwić niezależność tak długo, jak to jest możliwe.

 
Zanim zapoznałam się z ofertą
„Józefiny", zastanawiałam się, co bym chciała mieć w takim domu? Na pewno właśnie niezależność, jak długo się da oraz życie we własnym rytmie, nie według rozkładu godzin, niczym w sanatorium. Z oferty wynikało, że dostałabym to. Dalej - własny pokój z łazienką – są takie pokoje. Następnie, możliwość pracy w ogrodzie – jest taka możliwość, byłabym nawet zachęcana do włączenia się w pielęgnację kwiatków wokół „Józefiny". Nie chciałabym rozstać się z moim Tobołkiem, czyli kotką – zatem mogłabym ją zabrać. Lubię robić sobie własnoręcznie kawę i wypijać ją w ładnym otoczeniu – „Józefina" ma kuchenkę i kawiarnię. Tam też mogłabym przyjmować rodzinę i gości, a najpierw pójść do fryzjera – znajduje się na terenie placówki. Jestem towarzyska – nie zabraknie mi rozmów z rówieśnikami, a także wspólnych zajęć do wyboru - na pewno bym z nich korzystała. Potrzebne mi jest też poczucie bezpieczeństwa. Gdy myślę o swojej starości, to bezpieczeństwo wydaje mi się najistotniejsze. Oczywiście, również teraz, gdy jestem całkiem sprawna, mogę się przewrócić w domu, połamać się lub zemdleć i długo czekać na pomoc, jednak po osiemdziesiątce takie wydarzenie jest bardziej prawdopodobne. W „Józefinie" miałabym całodobową opiekę, a ponadto opaskę „przyzywową", dzięki której mogłabym wezwać pomoc, nie mówiąc o tym, że wszystkie powierzchnie wspólne Domu są monitorowane. No i na koniec dowiedziałam się, że w „Józefinie" nie musiałabym sprzątać w swoim pokoju, co mnie bardzo ucieszyło.
Wspomnę, że „Józefina" specjalizuje się również w opiece nad osobami zmagającymi się z chorobami Alzheimera, Parkinsona oraz skutkami przebytego udaru. Dla tych osób są specjalne programy terapeutyczne, dzięki którym dłużej zachowują one sprawność psychofizyczną. To właśnie jest moim zdaniem najbardziej potrzebna forma opieki nad seniorami, gdyż pomoc w zajmowaniu się osobami niedołężnymi umożliwia ich dzieciom oraz wnukom normalne, w pełni aktywne życie. Stanowi więc w istocie pomoc dla całej rodziny.

Minusem „Józefiny" są koszty pobytu.
Zaczynają się one od kwoty 3 800 za miesiąc. Mało który senior ma tak wysoką emeryturę, zatem nie zapłaci samodzielnie za „Józefinę". Rodzina będzie się musiała dołożyć, ale to może okazać się najlepszym dla niej rozwiązaniem. Opieka nad niedołężnym seniorem w domu też kosztuje, ponadto wyczerpuje fizycznie i psychicznie, nie mówiąc o tym, że często wpływa na spadek zarobków dzieci, gdy muszą wybierać pracę nie tę, która zapewnia im najwyższe zarobki, lecz tę która zabiera jak najmniej czasu – muszą przecież jak najszybciej wrócić do nie sprawnej babci czy dziadka.


Przeszkodą w przenosinach do Domu Opiekinie tylko pieniądze ale i zadawnione lęki przed takimi placówkami. Rzeczywiście, kiedyś to były „przytułki" czy też umieralnie, ale te czasy mijają. Również państwowe domy opieki dla seniorów wyglądają i funkcjonują obecnie lepiej niż te z czasów PRL.
No i nie zapomnijmy, że zmieniają się też rodziny. Ja, jako babcia jestem zupełnie inna niż moja babcia. Lubię mieszkać tylko z mężem, na własnych „śmieciach", bez konieczności liczenia się z obecnością oraz gustami osób młodszych od nas. Nie ma już prawie rodzin trzypokoleniowych, które żyją w jednym domu (chyba, że muszą tak żyć). Każdy pragnie mieć swoje mieszkanie, również seniorzy. Bardzo kocham własne dzieci oraz wnuki lecz po paru godzinach przebywania z nimi od czasu do czasu z prawdziwą przyjemnością zostaję we własnym domu tylko z mężem. Zupełnie nie tęsknię za rolą seniorki rodu, babki, która „panuje" nad całą rodziną. Taka starość byłaby dla mnie prawdziwym koszmarem.
Z drugiej strony nie chciałabym spaść na głowę dzieciom wtedy, gdy stanę się niedołężna. Całkiem świadomie przygotowuje się więc do tego (i mówię o tym dzieciom), że ostatnie lata życie upłyną mi w Domu Opieki. Wiele wskazuje na to, że taka właśnie będzie przyszłość moich rówieśników, a zwłaszcza osób które obecnie skończyły 50 lat. Według prognozy GUS w 2035 roku prawie co czwarty Polak będzie miał więcej niż 65 lat. Do tego czasu wzrośnie więc liczba starych ludzi, wymagających codziennej pomocy. Mam więc nadzieję, że za 20 lat domów opieki będzie więcej niż obecnie. Liczę, że „wpiszą się one w polski krajobraz społeczny" dzięki czemu dzieci nie będą miały wyrzutów sumienia, gdy oddadzą niedołężną babcię do takiej placówki. Sprawni seniorzy przyzwyczają się zaś do myśli, że na „najstarszą starość" taką, kiedy nie ma się już poczucia bezpieczeństwa, zamieszkają w domu opieki. Tak też wyobrażam sobie własną przyszłość. Dobrze by było gdybym mogła sobie pozwolić na taki standard Domu jaki oferuje „Józefina" , lecz trochę niższy również zaakceptuję o ile pomoże mi on zachować niezależność tak długo, jak długo będzie to możliwe.

Tekst: Zofia Zubczewska
Zdjęcia: Stefan Zubczewski

 

Poprawiony: niedziela, 11 października 2015 09:57