Babcia też człowiek PDF Drukuj Email
Wpisany przez Teresa Marzec   
wtorek, 16 lutego 2010 16:18

Babcia też człowiek

Pamiętacie slogan „Dziecko też człowiek”? Mnie się on przypomniał po przeczytaniu artykułu „Nadeszły dobre czasy dla starości” i chce mi się zakrzyknąć: „Starzy to też ludzie”.

Tak, ja również uważam, że właśnie teraz, w tej chwili odkrywamy potrzeby starych ludzi, lub raczej przyznajemy się otwarcie, że one istnieją i że opłaca się je zaspokajać.

Słowo o starych dziejach

Slogan o dziecku stał się głośny za czasów Gierka. Był on hasłem całej, wielkiej akcji pilotowanej i wymyślonej przez redakcję „Kobieta i Życie”. Dzięki niej zaczęły zachodzić zmiany w wychowaniu dzieci, rozumieniu ich psychiki (np. karmienie piersią na życzenie), a także ruszyła produkcja ubrań i innych przedmiotów potrzebnych dzieciom (np. rajstop i zabawek edukacyjnych). Pod „koniec Gierka” zaczęłam pracować w redakcji „Kobiety…”  i pamiętam jak w swoich artykułach opisywałyśmy i tłumaczyły dorosłym specyficzny świat dziecięcej psychiki. Była to pionierska robota. Teraz, gdy jestem na emeryturze Zofia Zubczewska uświadomiła mi, że znowu mogę być pionierem w opisywaniu, a także odkrywaniu świata ludzi starych. Mogę to robić dla innych oraz dla siebie i chcę to robić. Przyłączam się zatem, dorzucając swoje trzy grosze do artykułu o dobrych czasach dla starości.

 

 

Przymykanie oczu na starość

Obserwując zajęcia na uniwersytetach trzeciego wieku (piszę o nich czasem), stykam się z różnymi podejściami do starości. Jedno mówi: nas starość nie dotyczy, drugie: jesteśmy starzy i mamy swoje prawa. I my, seniorzy również zachowujemy się według tych dwóch schematów.

Uważam, że ci, którzy nie chcą przyznać się do starości, mają  „przechlapane”.  Ich wysiłki skazane są na niepowodzenie.  Upływu lat nie da się zatrzymać, a po pięćdziesiątce nie wygląda się już na trzydziestkę nawet po operacji plastycznej. Wykrzykiwanie na zajęciach: „ masz tyle lat, na ile się czujesz”, czy też: „tańcz, śmiej się – a ubędzie ci dziesięć lat” jest zwykłym mydleniem oczu. W ogóle odmładzanie się jest mydleniem oczu. Czasu nie da się cofnąć. Odmładzanie nie istnieje. Istnieje rozsądne dbanie o siebie (w czym taniec i pogoda ducha rzeczywiście pomagają), które sprawia, że zdrowo się czujemy, że nasz organizm wolniej traci sprawność.

Ester Vilar - pisarka w swoim „Manifeście przeciwko kultowi młodości”  zwróciła się do młodych ludzi mniej więcej tak: Prawicie nam komplementy, że wyglądamy młodo. Dlaczego taki komplement miałby nam sprawiać przyjemność? Dlaczego mamy wyglądać młodo, skoro jesteśmy starzy? Co za pomysł z tym komplementem! Że niby młody jest dobry, a stary zły?!

Bardzo mnie to przekonuje. Nie odczuwam potrzeby udawania, że nie mam 60 lat. Bo i po co? Powiedzmy, że przyznam się do 50 i co z tego. Za dziesięć lat i tak będę miała 70. A ci co teraz mają 30, za 10 lat skończą 40. Ester Vilar napisała do nich: Boicie się starości, wstydzicie się jej każdego dnia coraz bardziej, a tymczasem trwacie, rozmawiacie, więdniecie – dokładnie jak wszyscy. Dokładnie jak my.

Trudno jest zaakceptować starość, jeszcze trudniej jest zrozumieć po co ona jest. Jakiś czas temu „Gazeta Wyborcza” opublikowała wywiad z profesorem filozofii Bohdanem Dziemidokiem (rocznik 1933). Pan profesor powiedział, że być może starość jest po to, aby tak nam obrzydzić życie, byśmy przestali bać się śmierci. A na pocieszenie dodał filozoficzną uwagę : starość nie trwa wiecznie.

No nie wiem, czy mnie to pociesza.

 

 

Starzy mają swoje prawa

Podpisuję się pod tym stwierdzeniem. Fajnie brzmi, niczym hasła na sztandarach grup mniejszościowych. Nie piszę tego z ironią. Uważam, że w trakcie przemian ustrojowych w naszym kraju emeryci zepchnięci zostali na margines życia społecznego. Znaleźliśmy się nagle w grupie niepotrzebnej nikomu, będącej obciążeniem dla budżetu. Najgorsze jednak było to ( i jest nadal), że starsi ludzie wstydzą się swojej starości, czują się gorsi z racji podeszłego wieku, próbują ukryć  swe lata. Podoba mi się więc, gdy na wykładach psychologów w uniwersytetach trzeciego wieku słyszę, że my starzy mamy być sobą. Nie musimy szybko chodzić, mamy prawo wolniutko przejść po pasach przed wszystkimi „wypasionymi brykami”. Możemy bez skrępowania poprosić, aby ludzie mówili do nas głośniej, gdyż mamy prawo nie dosłyszeć. Możemy bez wyrzutów sumienia odmówić opiekowania się wnuczkami, gdyż to nie są nasze dzieci. Nie mamy się co wstydzić drzemki przy stole w trakcie przyjęcia, ale tylko wnuczkom wolno do nas mówić „babciu” lub „dziadku”. Innym nie pozwalajmy na to.

Przyznam otwarcie, że choć się tak wymądrzam, to nie do końca pogodziłam się z tym, że jestem stara. Mam 63 lata, a w powszechnym mniemaniu starość kobiety zaczyna się od 59 roku życia, a mężczyzny od 64. Jestem więc już prawie tak stara, jak mężczyzna, a jednak od czasu do czasu wydaje mi się, że jakoś uniknę starości. Rozsądek mówi mi, że przecież już jej nie uniknęłam, tkwię w niej, zagłębiam się w nią coraz bardziej i będzie to się działo aż do...śmierci. Coraz jednak częściej i wyraźniej odczuwam zadowolenie, gdy daje sobie prawo do starości, czyli gdy nie udaję młodej osoby, gdy nie staram się być dzielna. Mogę usiąść, gdy inni stoją; mogę włożyć kapcie, gdy inni męczą się na obcasach; mogę udać, że nie słyszę, gdy nie chcę rozmawiać itp. Słowem mogę postępować zgodnie ze swoją wygodą, dokładnie tak jak robią to dzieci. Tyle, że mnie, starszej pani, nikt nie ośmieli się zwrócić uwagi. Mam więc lepiej od nich. Jest to fajne, ale wystarczy, aby ktoś zaprosił mnie na imprezę, a już rozmyślam w co się ubrać i jak umalować, aby wyglądać młodziej. Dziwna jest ludzka natura…

Teresa Marzec        

 

 


 

 

Poprawiony: wtorek, 07 stycznia 2014 20:59