Dzięki eksiążce czytelnictwo nie zaginie - wywiad z Katarzyną Bondą Drukuj Email
Wpisany przez S.Z   
poniedziałek, 18 maja 2015 15:47

Dzięki eksiążce czytelnictwo nie zaginie


Katarzyna Bonda, jedna z najpopularniejszych polskich autorek młodego pokolenia, nominowana do Nagrody Wielkiego Kalibru, przed premierą najnowszej książki "Okularnik", która wkrótce ukaże się przedpremierowo w formie e-booka, a następnie w wersji drukowanej - opowiada Virtualo jak postrzega e-booki i skąd czerpie inspiracje do pisania.

E-booki, jak potwierdzają wyniki sprzedażowe Virtualo, stanowią już stały element polskiego rynku książki. E-czytelnicy pokochali elektroniczne książki przede wszystkim za szybki i łatwy dostęp. Mając połączenie z Internetem w ciągu kilku minut możemy kupić wybrany tytuł - bez kolejek czy oczekiwania na przesyłkę. Najwygodniejszymi urządzeniami pozwalającymi na odczytywanie e-booków są czytniki wyposażone w ekrany z technologią eInk, które nie odbijają światła. Potwierdzają to również badania Virtualo przeprowadzone w maju 2014 r., z których wynika, że aż 91% e-czytelników odczytuje książki elektroniczne na czytnikach, 6% na tablecie i zaledwie 3% na smartfonie. Do coraz większej popularności e-booków przyczynia się również stale powiększający się katalog książek w wersji cyfrowej. Obecnie w ofercie Virtualo znajduje się ponad 40 000 książek elektronicznych - zarówno beletrystyki, jak i publikacji specjalistycznych.
Według Katarzyny Bondy w przewadze e-booków nad książką drukowaną: "To, co jest najważniejsze, to dostępność. Nikt mi nie powie, że ściągnięcie sobie będąc na drugim końcu świata książki po polsku, kiedy już przeczytało się cały zapas „papieru" a do końca wakacji zostało jeszcze kilka dni, nie jest eksplozją radości. Kilka razy miałam takie sytuacje i to uważam za największy walor. Druga rzecz to szybki dostęp do ulubionych fragmentów bez wertowania całości oraz możliwość zaznaczania elementów, wpisywania komentarzy. Jeśli chodzi o popularyzację książki myślę, że ebook jest porównywalnym wynalazkiem do druku - biorąc pod uwagę czasy w jakich żyjemy rzecz jasna. Dzięki eksiążce czytelnictwo nie zaginie."
Nie taki diabeł straszny jak go malują, czyli słów kilka o czytelnictwie Polaków
Zgodnie z najnowszymi badaniami Biblioteki Narodowej opublikowanymi w styczniu 2015 r. zaledwie 11,3% Polaków przeczytało w ubiegłym roku 7 lub więcej książek. "Nie wierzę w te czarne wyniki, ponieważ uważam, że one nie są miarodajne. Z mojego doświadczenia jako autorki, która żyje z tantiem wynika, że Polacy zarówno kupują jak i piratują książki na potęgę, ale to też oznacza, że bardzo dużo czytają - mówi Katarzyna Bonda. Eksiążka wcale nie zagraża książce papierowej a wręcz ją propaguje. Moi zagorzali czytelnicy mają oba, a nawet trzy (audio) formaty moich książek. Jeśli ktoś ma swojego ulubionego autora, to nawet jeśli przeczytał książkę na czytniku, chce mieć ją na półce, zdobyć autograf. Z ebookiem też nie ma problemu. Coraz częściej ludzie przychodzą ze specjalnym pisakiem, bym złożyła autograf na czytniku" - komentuje Katarzyna Bonda.
Z badania Virtualo przeprowadzonego w maju 2014 r. wynika natomiast, że e-czytelnicy czytają średnio 30 e-booków rocznie, a sam rynek e-booków stanowi ok. 2-3% rynku książki drukowanej. Zdecydowanie więc możemy stwierdzić, że e-czytelnicy stanowią mniejszość wśród ogółu czytelników, która jednak stanowi swoistą elitę osób czytających ponadprzeciętnie dużo jak na polskie standardy. Przy odpowiednich warunkach rozwoju rynku e-książki, wspartych działaniami organizacji, których celem ma być promocja czytelnictwa, możliwe byłoby skuteczne zwalczanie barier strukturalnych takich jak: wysoka stawka VAT na e-booki (23% w porównaniu do 5% na książki drukowane), piractwo czy przepisy prawne, które nie zawsze nadążają za zmianami na rynku książki. Dzięki tym zmianom e-booki mogłyby stać się deską ratunkową dla niskiego poziomu e-czytelnictwa w Polsce. Tym bardziej zadziwia fakt, że przez podmioty, których celem powinno być zachęcanie Polaków do czytania, e-booki nadal często są traktowane jako gorsza forma książki. Świadczy o tym chociażby stworzony pod koniec 2013 r. Narodowy Program Rozwoju Czytelnictwa na lata 2014-2020, w którym poświęcono niewiele miejsca na jakiekolwiek działania związane z e-bookami.

Kryminał, czyli popularna literatura na czasie

Wśród czytelników e-booków królują książki z kategorii kryminał i sensacja, które stanowią 18% książek elektronicznych sprzedanych w Virtualo w pierwszym kwartale 2015 r. Oznacza to, że prawie co piąty klient kupuje książki z tej kategorii. Co bardzo cieszy, po fali ogromnego zainteresowania kryminałami skandynawskimi, coraz większą popularność zdobywają książki polskich autorów, doceniane nie tylko u nas, ale i na całym świecie, o czym świadczy chociażby zeszłoroczny artykuł w New York Times opublikowany pod wymownym tytułem: "Zapomnijcie o Skandynawii. Nadchodzą polscy tajni detektywi".
Jedną z autorek, o której zdecydowani trzeba w tym kontekście pamiętać, jest właśnie Katarzyna Bonda, która zdradza Virtualo: "Piszę po prostu takie książki, jakie sama chciałabym czytać. Kiedyś nie zaklasyfikowano by ich do „kryminałów", ponieważ połamałam wszystkie możliwe zasady ustanowione kiedyś przez Christie i Chandlera. Jeśli udało mi się w jednej książce zmieścić intrygę kryminalną, opowieść o superbohaterce, jaką jest Sasza Załuska i uniwersalny temat – kawałek historii Polski, a na dodatek ludzie to czytają i polecają sobie dalej, co może być piękniejszego? " Rzeczywiście dobre kryminały, jak potwierdzają lista e-książkowych bestsellerów Virtualo biją rekordy popularności i są chętnie kupowane. "Podobno dziś książka żyje w Polsce miesiąc, dwa. Ludzie szybko zapominają, bo w tym czasie na rynek wchodzą nowe, niekoniecznie lepsze tytuły. Moje książki wciąż są bestsellerami. Nie ma większego komplementu dla pisarza literatury popularnej. Tego typu opowieści stworzone są dla dużej rzeszy odbiorców. Mają być zrozumiałe, porywające, zmuszać do refleksji, bawić "– dodaje Katarzyna Bonda.
Autorka, pytana o to, skąd czerpie inspiracje, mówi: "Z życia. Obserwuję, zbieram dane. Na moim twardym dysku nic nie ginie. Wszyscy wielcy pisarze byli „wampirami". Jeśli ktoś powie inaczej, kłamie. Pisarz nie jest nikim więcej niż zwykłym czytelnikiem. Różnimy się tylko tym, że ja chodzę obserwuję i mam więcej czasu na analizę i kontemplację, a potem mam ochotę opowiedzieć tę historię światu. Tak się składa, że bozia nie dała talentu do rysowania, umiem tylko opowiadać słowami. Więc staram się to robić."
Dzięki e-bookom wciąż czytamy i będziemy czytać książki, tylko wygodniej i szybciej. O tym, iż rynek książki i czytelnictwo w Polsce zmienia się świadczy fakt, iż coraz więcej pisarzy jak pokazuje przykład Katarzyny Bondy i jej najnowszej powieści "Okularnik" decyduje się na e-bookową przedpremierę zanim w księgarniach pojawi się książka w wersji papierowej. Ciesząc się z premiery „Okularnika", Virtualo przygotowało specjalny konkurs z nagrodą w postaci czytnika e-booków dla wszystkich, którzy zdecydują się na zakup tej e-książki w dn. 14-20 maja.

Katarzyna Bonda - autorka bestsellerowych powieści kryminalnych. Do polskiego kryminału wprowadziła postać profilera: trylogia o psychologu policyjnym Hubercie Meyerze (Sprawa Niny Frank, Tylko martwi nie kłamią, Florystka), w 2014 roku zapoczątkowała "tetralogię żywiołów" o profilerce Saszy Załuskiej (Pochłaniacz – POWIETRZE, Okularnik – ZIEMIA, w przygotowaniu: Lampiony – OGIEŃ, Czerwony Pająk - WODA). Autorka książek dokumentalnych Zbrodnia niedoskonała i Polskie morderczynie. Założycielka szkoły pisania www.maszynadopisania.pl.Ukończyła dziennikarstwo na UW i scenariopisarstwo na PWSFTViT. Nominowana do Nagrody Wielkiego Kalibru 2015 za książkę "Pochłaniacz" (biogram ze strony http://katarzynabonda.pl).

Wywiad przeprowadzony przez Virtualo, czołowego dystrybutora publikacji cyfrowych w Polsce. Virtualo dostarcza e-booki, audiobooki i eprasę do największych księgarni internetowych oraz do prężnie działającej księgarni własnej Virtualo.pl (http://virtualo.pl). Firma działa w sektorze B2B oraz B2C, specjalizuje się również w konwersji materiałów wydawniczych do formatów cyfrowych - EPUB i MOBI.

Katarzyna Bonda o e-bookach

Virtualo: Czy czyta Pani e-booki?
Katarzyna Bonda: Nie wyobrażam sobie w dzisiejszych czasach nie posiadania czytnika i nie używania poza książkami papierowymi wersji elektronicznych. Osobiście nigdy nie ukrywałam, że wolę papier i nadal to podtrzymuję, ale ja jestem dinozaurem starej daty i dewiantką, która by zżyć się z ulubioną książką musi ją oswoić „niszcząc", jak mawia moja mama, która dla odmiany podchodzi do książek z pietyzmem i jej woluminy są jak nowe. Ja zalewam kawą, strzepuję popiół z papierosa, oznaczam flamastrami, kreślę, notuję, bazgrzę na bokach i wyrywam kartki, jeśli trzeba. Taka stygmatyzowana książka jest tylko moja i - jeśli jest jedną z moich ulubionych - nigdy się jej nie pozbywam. Co innego z książkami, które czytam służbowo (także całą masę kryminałów). Wtedy bardzo przydaje się czytnik. Mam jeden z lepszych, który czyta wszystkie formaty i nie podam nazwy tylko dlatego, że jak dotąd firma nie zapłaciła mi za jej reklamowanie, ale sprzęt do czytania (ponieważ to moje narzędzie pracy) mam bardzo dobry. Na czytniku mam zbiory naukowe, które były mi potrzebne do kolejnych fabuł i których zawsze gromadzę masę, a potem trudno mi się ich pozbyć, stare woluminy, książki-maszynopisy kolegów po piórze, bo często się zdarza, że powieść polskiego autora czytam jako pierwsza, zanim nawet książka trafi do wydawnictwa. Nie jest tajemnicą, że pomagamy sobie nawzajem, więc mam takie „kwiatki", wczesne wersje dzieł dziś uznanych autorów. A wszystko to właśnie czytam na czytniku. Często też zabieram go, kiedy jadę w podróż, wakacje, dokumentację, zwłaszcza, kiedy mam ciężki bagaż i nie mogę sobie pozwolić na dodatkowe kilogramy rzeczy. Zawsze jednak czytanie eksiążek kojarzy mi się z pracą. Pisanie i czytanie to mój zawód, więc dla przyjemności czytam na papierze. Kontakt z książką to podstawa. A poza tym bateria nigdy się nie kończy:)
Virtualo: Czy i jakie widzi Pani przewagi e-booka nad książką drukowaną?
Katarzyna Bonda: To, co jest najważniejsze to dostępność. Nikt mi nie powie, że ściągnięcie sobie będąc na drugim końcu świata książki po polsku, kiedy już przeczytało się cały zapas „papieru" a do końca wakacji zostało jeszcze kilka dni, nie jest eksplozją radości. Kilka razy miałam takie sytuacje i to uważam za największy walor. Druga rzecz to szybki dostęp do ulubionych fragmentów bez wertowania całości oraz możliwość zaznaczania elementów, wpisywania komentarzy. Jeśli chodzi o popularyzację książki myślę, że ebook jest porównywalnym wynalazkiem do druku - biorąc pod uwagę czasy w jakich żyjemy rzecz jasna. Dzięki eksiążce czytelnictwo nie zaginie. Tak uważam i tak będzie. Zobaczą państwo. Tylko idiota nie godzi się na nowe technologie, nie rozumie, że płyną z tego wyłącznie korzyści.
Virtualo: Co uważa Pani na temat 23% VATu na e-booki (w porównaniu do 5% na książki drukowane)?
Katarzyna Bonda: Bez komentarza. Jest to absurdalne i liczę, że w końcu ktoś pójdzie po rozum do głowy i to zmieni. Podejmowane są takie decyzje, a potem atakują nas - czytelników - rankingami, wynikami badań, że niby nie czytamy. Czytamy na potęgę. To też sprawia, że tak wiele osób po prostu piratuje książki. Gdyby ebook, który jest najtańszą formą wydania był naprawdę tani tego problemu by nie było.
Virtualo: Ostatnio dużo mówi się i kiepskim stanie czytelnictwa w Polsce. Zgodnie z najnowszymi badaniami Biblioteki Narodowej zaledwie 11,3% Polaków przeczytało w 2014 r. 7 lub więcej książek. Z badania Virtualo przeprowadzonego w maju 2014 r. wynika natomiast, że e-czytelnicy czytają średnio 30 książek rocznie. Czy biorąc pod uwagę powyższe dane booki mogłyby stanowić "deskę ratunkową" dla polskiego czytelnictwa?
Katarzyna Bonda: No właśnie! Nie wierzę w te czarne wyniki, ponieważ uważam, że one nie są miarodajne. Z mojego doświadczenia jako autorki, która żyje z tantiem wynika, że Polacy zarówno kupują jak i piratują książki na potęgę, ale to też oznacza, że bardzo dużo czytają. Jedna osoba kupuje ebooka, a czyta go całe osiedle - taki jest mniej więcej rząd wielkości. Znów wracamy do punktu wyjścia - mianowicie, ebook powinien być dużo tańszy. Eksiążka wcale nie zagraża książce papierowej a wręcz ją propaguje. Moi zagorzali czytelnicy mają oba, a nawet trzy (audio) formaty moich książek. Jeśli ktoś ma swojego ulubionego autora, to nawet jeśli przeczytał książkę na czytniku, chce mieć ją na półce, zdobyć autograf. Z ebookiem też nie ma problemu. Coraz częściej ludzie przychodzą ze specjalnym pisakiem, bym złożyła autograf na czytniku. Ebookowcy to nowe pokolenie - zwykle więc razem z autografem jest "słitfota". Ponieważ to kultura obrazkowa, w genach niemal mają „elektro", więc trudno się dziwić, że na półce w papierze chcą mieć wyłącznie wyselekcjonowane i niezbędne im tytuły. I chwała im za to. Jestem za tym, ponieważ wychodzi tak wiele chłamu, rynek zalewany jest „złą" literaturą w merytorycznym, a nie moralnym tego słowa znaczeniu, że lepiej by to wychodziło na ebookach lub w sieci, przynajmniej zaoszczędzimy trochę lasów.


Katarzyna Bonda o własnej twórczości


Virtualo: Dlaczego zdecydowała się Pani na pisanie kryminałów?
Katarzyna Bonda: Dziennikarstwo przestało mi wystarczać. To zupełnie inny zawód, choć geneza – ciekawość ludzi, dochodzenie do prawdy oraz tekst jako baza – są podobne. W pracy reportera liczą się jednak tylko fakty, dokumenty, to, co udało się wydrzeć z rzeczywistości i potwierdzić. Zaczęłam w tematach reporterskich dostrzegać więcej niż mogłam opisać. Widziałam fałsz, historie sprzed lat, opowieści niedopowiedziane, genezę problemów, skutki różnych zdarzeń, nitki łączące bohaterów – choć nie miałam dowodów, jedynie intuicję, zostawało czasem tylko dopowiedzenie fabularne. Czasem potrafiłam to udowodnić, czasem nawet wracałam do moich bohaterów i pisałam kolejne teksty, które pokazywały, że „nos" mnie nie zawodził, a czasem nie było feedbacku, ludzie się obrażali – nikt nie lubi być demaskowany. Ale byłam bardzo dobrą dziennikarką, robiłam masowo „okładki", „covery", a nigdy nie miałam procesu sądowego, wszystko co opublikowałam było zgodne z dziennikarską etyką i sztuką reportażu, bo głównie taki gatunek uprawiałam pod koniec kariery. Coraz częściej jednak łapałam się na tym, że to, co mogę napisać zgodnie z regułami prawa, niekoniecznie mi wystarcza, a nawet interesuje (bo ludzie lubią przedstawiać się w mediach jako cukrowe laleczki bez skazy). Niebagatelne też było, że media bardzo się zmieniły w trakcie mojej dziennikarskiej kariery (pracowałam ostro przez 13 lat). Dziś tabloidy oficjalnie są dwa: Super Express i Fakt, a tak naprawdę teraz wszystkie media, włącznie z Newsweekiem i Gazetą Wyborczą, o telewizji nie wspomnę, bo ona zawsze mnie mierziła, choć tam też pracowałam, operują dziś niskimi emocjami. Czytam wyłącznie Politykę, może ona jedna się ostała na posterunku opiniotwórczego tygodnika. Telewizora, kiedy jeszcze go miałam, używałam do odbierania TVP Kultura. Filmy oglądam w kinie. To mój świadomy wybór. Ta zmiana specyfiki mediów, która stawia na sensacyjny news nie była mi po drodze. Dusiłam się. I zbierałam punkty karne w pracy, bo to, co interesowało mnie, nie interesowało wydawców, redaktorów, a oni wyznaczali trendy dla czytelników gazety w której pracowałam. Moje teksty były zbyt „uniwersalne", problemy zbyt literackie, historie, które pokazywałam zbyt małe (np. nieważne dla Polski czy świata) i nie wymagały aż takiego pogłębienia do gazety. Większość zebranego materiału musiałam usuwać. Byłam sfrustrowana. Nie do takiego zawodu wchodziłam. Mój problem polegał też na tym, że ja - zamiast sięgać po tematy wielkie, publicystyczne – patrzyłam zawsze na rzeczywistość przez mikroskop – życie jednego zwykłego człowieka. Ono bowiem może pokazać ludziom wielki problem, który dotyka nas wszystkich. Na tym polega prawdziwy reportaż, którego dziś już nie ma. Taka uniwersalna historia, jak w opowieści biblijnej mnie zawsze interesowała, a nie globalizacja, polityka czy celebryci. Żeby nie wściec się, nie mówić non stop brzydkich wyrazów, kiedy zmuszałam się do pisania „pod linijkę", po prostu zaczęłam pisać książkę. To była dla mnie odskocznia. Sprawiało mi to frajdę, uciekałam, było mi dobrze. Niestety dosyć szybko okazało się, że nie mogę być już dziennikarką. Na tyle „odkleiłam" się, że musiałam powiedzieć dziennikarstwu stop. Moment, kiedy mogłam już zwolnić się z pracy i pisać następną książkę jak zawodowiec (non stop tylko książka) był cudowny. Wtedy pierwszy raz poczułam, że jestem sobą. Ale ten czas i te wszystkie lata, kiedy stukałam tysiące tekstów do gazet był mi potrzebny. Nie byłoby pisarki bez dziennikarki, tak to widzę. I życiowo i warsztatowo. Dziś jestem gorącą orędowniczką literatury popularnej, która zapewnia rozrywkę na dobrym poziomie. Teraz akurat uprawiam powieść kryminalną, ale potrafię napisać wszystko i zamierzam zmierzyć się jeszcze z niejednym gatunkiem. Piszę po prostu takie książki, jakie sama chciałabym czytać. Kiedyś nie zaklasyfikowano by ich do „kryminałów", ponieważ połamałam wszystkie możliwe zasady ustanowione kiedyś przez Christie i Chandlera. Jeśli udało mi się w jednej książce zmieścić intrygę kryminalną, opowieść o superbohaterce, jaką jest Sasza Załuska i uniwersalny temat – kawałek historii Polski, a na dodatek ludzie to czytają i polecają sobie dalej, co może być piękniejszego? Podobno dziś książka żyje w Polsce miesiąc, dwa. Ludzie szybko zapominają, bo w tym czasie na rynek wchodzą nowe, niekoniecznie lepsze tytuły. Moje książki wciąż są bestsellerami. Nie ma większego komplementu dla pisarza literatury popularnej. Tego typu opowieści stworzone są dla dużej rzeszy odbiorców. Mają być zrozumiałe, porywające, zmuszać do refleksji, bawić.
Virtualo: Skąd czerpie Pani inspiracje?
Katarzyna Bonda: Z życia. Obserwuję, zbieram dane. Na moim twardym dysku nic nie ginie. Wszyscy wielcy pisarze byli „wampirami". Jeśli ktoś panu powie inaczej, kłamie. Pisarz nie jest nikim więcej niż zwykłym czytelnikiem. Różnimy się tylko tym, że ja chodzę obserwuję i mam więcej czasu na analizę i kontemplację, a potem mam ochotę opowiedzieć tę historię światu. Tak się składa, że bozia nie dała talentu do rysowania, umiem tylko opowiadać słowami. Więc staram się to robić.
Virtualo: Jakie książki czyta/poleca Katarzyna Bonda?
Katarzyna Bonda: Zawsze i wszędzie polecam by czytać dobrą literaturę. Dobra nie znaczy „wysoka". Jestem zdania, że dobrze skonstruowana powieść kryminalna spełni oczekiwania najbardziej wybrednego czytelnika i znacznie lepiej relaksuje, daje kopa do działania, uruchamia proces refleksji niż zawikłana historia „snuja" o jego myślach samobójczych czy toksycznej matce, kiedy poza piękną frazą autor nie zafundował czytelnikowi zwartej i ciekawej fabuły. Wierzę w opowieść, wywodzącą się z pierwotnych opowieści mówionych. I nie ma znaczenia dla mnie czy to kryminał, melodramat czy nawet horror. Czytam bardzo dużo literatury pięknej, dokumentów, kryminały głównie „służbowo", ale romanse mnie nudzą. Rzadko zdarza się coś zbudowane na wątku miłosnym, co nie sprawia, że szybciej przysypiam. Nie znaczy to, że mam coś przeciwko melodramatom, ale to musi być jeden z wątków a nie główne napięcie dramaturgiczne. Te kameralne dylematy: kocha mnie, czy nie kocha, są strasznie trywialne i nie wystarczają, by zaspokoić mój apetyt literacki.
Virtualo: Jak wygląda u Pani proces tworzenia książki - czy jest to kwestia "weny", "natchnienia", "impulsu" - np. biega Pani po parku, raptem przychodzi Pani jakiś pomysł do głowy, który koniecznie musi Pani zapisać, czy raczej jest to kwestia codziennej pracy w ustalonych godzinach, podczas której siada Pani przy biurku i pisze to, co wcześniej sobie zaplanowała?
Katarzyna Bonda: To przede wszystkim rzemieślnicza praca. Inspiracja, talent, dar są niezbędne. Ale by napisać dobry kryminał ważne jest coś innego: „Wiarygodność fabularna. Magia opowieści. Struktura". Przez wiele lat szlifowałam swój warsztat. Najpierw w dziennikarstwie – opublikowałam tysiące tekstów do różnych mediów, na rozliczne tematy, tworzyłam w bardzo różnych warunkach. Potem w scenariopisarstwie, gdzie także miałam sukcesy. Dziś potrzebuję tylko wtyczki w ścianie, do której mogę podłączyć swój komputer. Nie przeszkadza mi hałas, głośna muzyka, czy ludzie prowadzący tuż obok mnie ożywioną konwersację. Determinacja jest podstawą mojego bytu i bytu każdego pisarza. To wchodzenie po schodach, wspinanie się na Mont Everest, maraton, a czasem sprint poprzedzony wielomiesięcznymi treningami, czyli reaserch, konsultacje merytoryczne, osobiste badania, także terenowe. W Polsce pokutuje wciąż przekonanie, że człowiek piszący musi dostać pocałunek Muzy, a im bardziej niezrozumiała zawiła fabuła, tym większa wartość artystyczna. To rzadko się udaje. Wszystkie książki nagrodzone Bookerem czy Pulitzerem to po prostu doskonałe opowieści fabularne, a nie tylko onanizm językowy, co w Polsce od wieków jest promowane. Ja jestem z serca anglosaska – stawiam na dobrą historię. I świadomie szydzę z mitów. Oczywiście, natchnienie istnieje, inspiracje istnieją, natomiast prawda jest taka, że niezależnie od tego czy to jest film, sztuka teatralna czy powieść, należy wykonać jakąś pracę. Pisarz, jak każdy inny człowiek pracujący, musi widzieć jak to zrobić, może ją wykonać lepiej lub gorzej.

Virtualo: Skąd wziął się pomysł na tetralogię z przygodami Szaszy Załuskiej i powiązanie jej z czterema żywiołami?
Katarzyna Bonda: Sasza to mój hołd dla policjantek, które wciąż muszą udowadniać, że są coś warte, wciąż walczyć o prawo do kochania swojej pracy bardziej niż robienia obiadów. W policji facet ma autorytet – to rzecz oczywista. Kobieta, szczególnie kobieca, ma w środowisku policyjnym, detektywistycznym przechlapane. Traktują ją jak mniej kompetentną. Kiedy zaczynałam pisać książki kilkanaście lat temu nie mogłabym sobie pozwolić na taką postać. I tak Hubert Meyer (profiler) był przez kolegów wyśmiewany. Wielu z nich nawet stawiało ten typ eksperta na równi z jasnowidzem. Dziś to brzmi absurdalnie, ale tak było. Do tego zrzucano to na karb, że „Sprawę Niny Frank, a potem Tylko martwi nie kłamią napisała kobieta, więc to nie może być wiarygodne. Dziś te książki ludzie czytają z inną bazą danych. Nie podważają na starcie wiarygodności postaci. Kupili już profilera i skupiają się na opowieści jaką im funduję. Postanowiłam pójść za ciosem i dać im kobietę w tej branży, choć znów ryzykowałam, bo jak się domyślasz, policjanci nadal uważają kobietę w tym zawodzie za „psycholaskę". To, co było dla mnie najważniejsze to właśnie płeć bohaterki. Chciałam by był to symbol współczesnej kobiety. Silna, niezależna, posiadająca stosowny wiek, czyli już ugruntowana zawodowo i społecznie, a jednocześnie z problemami aktualnymi, które są wbrew pozorom masowe. To nie jest mój wymysł i zapewniam, że dobrze to zgłębiłam. Kobiety w dzisiejszych czasach nie mają najłatwiej. Same walczyły kiedyś o niezależność, ale teraz się okazuje, że to raczej miecz obosieczny. Kobieta kiedyś to była szyja która kręci głową. Mężczyzna był silny i nie wchodząc już w feministyczne rozważania, miał także o wiele prostszą sytuację, by się wykazać, by ugruntować swoją pozycję samca alfa. Kobieta zwykle siedziała cicho, gotowała, zajmowała się domem, a jeśli miała fajnego męża to mogła pracować. Ale zwykle w wolnym czasie, jeśli nie zaniedbywała swoich obowiązków podstawowych, czyli opieki ogniska domowego. Oczywiście nie generalizujmy, były buntowniczki, rewolucjonistki, które burzyły ten stereotyp. Dziś kobiety mogą wszystko, rywalizują z mężczyznami i często wygrywają, ale też mężczyźni mogą czuć się wykastrowani. Ja osobiście uważam, że taka siła kobiety to jednocześnie pułapka. Sama sobie zakłada pętlę, zaś jeśli osiąga sukcesy w pracy, może mieć kłopoty z życiem prywatnym. Trzeba naprawdę mocnego faceta, by umiał jej zaimponować, by szanował jej moc, ale pozwolił jej być słabą, bo z tym kobiety dziś mają problem. Sasza ma wiele problemów, jej siła nie jest prawdziwa. To wrażliwa kobieta, która silną udaje, nosi pancerz, walczy jak Amazonka, ale tylko po to, by przetrwać. Wie jednak o tym i to liczę, że daje fabularnie nadzieję, że się odrodzi i stanie sobą – prawdziwą: ze słabościami i wadami. Każdy z nas je ma i tylko trzeba umieć przekuć je na zalety. To niezwykle trudne.

 

 /źródło - /


Poprawiony: poniedziałek, 18 maja 2015 15:58