Moja walka z życiem wewnętrznym - wspomnienia "rakmana" Drukuj Email
Wpisany przez Krzysztof Jaworski   
sobota, 28 czerwca 2014 12:22

Moja walka z życiem wewnętrznym

Rozdział.?
Moja walka z życiem wewnętrznym
Moja walka z rakiem, jak na razie, rozegrała się w trzech aktach, i oczywiście kilkunastu odsłonach w każdym akcie. Akt pierwszy rozegrał się w 1999 roku, drugi - rozgrywa się współcześnie, w 2001 roku.


Akt l-1999.

 
Odsłona I Ugryziony przez psa, idę się zaszczepić, co uruchamia lawinę zdarzeń
W ramach psiej bitwy miedzy Norką i Tosią, przy rozdzielaniu ich, zostałem ugryziony przez ta ostatnią. Poszedłem się zaszczepić przeciw tężcowi, i przy okazji (1999.03.04), poprzez akurat wolnego Pierwszego Kontakta (dr Wesołowski), udałem się do urologa, pana Sosińskiego, dla zapisania czegoś na lepsze siusianie. Urolog podszedł porządnie do sprawy, i skierował (1999.04.09) na USG, i następnie, po ponownym zbadaniu - wysłał na zrobienie PSA.
Poszedłem do przychodni „Medicus" na Londyńskiej, i dałem sobie pobrać krew na tego PSA. Pierwszy raz słyszałem ten termin, i nie kojarzył mi się z niczym groźnym. Za całe 60 złotych dałem się pokłuć, i już po południu dostałem wynik: PSA wniosło 48 przy normie 1 do 4, a wiec było dwanaście razy wyższe, niż norma! Z wynikiem tym zgłosiłem się ponownie do Urologa (1999.05.07), a ten natychmiast dał mi zlecenie biopsji, dla której wykonania właściwa rejonizacją okazał się „rodzinny szpital" w Międzylesiu.


Odsłona II - Pokłuty dogłębnie - po wynikach odzyskuję humor
W lipcu (99.07.16), okazało się, że biopsja nie wykazała nic groźnego! Teraz już byłem mądrzejszy, wiedziałem, że wskaźnik PSA oznacza obecność przeciwciał rakowych, no ale skoro wycinki nic nie wykazały... Odetchnąłem z ulgą, zażywałem przez miesiąc jakieś pigułki i zapomniałem o sprawie. Nikt mi nie wyjaśnił, jakie są dalsze konsekwencje takiego stanu rzeczy. W błogiej nieświadomości funkcjonowałem dalsze dwa lata.


Resume aktu pierwszego
Okazuje się, że postąpiłem nierozważnie, olewając sprawę wraz z poprawą siusiania, która nastąpiła- Ale też nikt mi nie wytłumaczył że sprawa może być groźna i że należy teraz być pod baczną kontrolą, W tle. okazuje się, że współżycie ze zwierzętami kieruje uwagę na własne fizyczne dolegliwości


Akt II- 2O01


Prolog:
Na początku listopada 2000 roku Tosia zerwała więzadło w lewej tylnej nóżce. Operowano ją w klinice 6 listopada, przez trzy tygodnie chodziła w gipsie, potem przez całą zimę chodziła na smyczy, i nawet się jej wszystko pięknie zarosło. Na początku kwietnia zajechaliśmy do Bosewa, i w tydzień potem - Tosia rzuciła się za psem na polu i ... zerwała sobie więzadło - w prawej tylnej nóżce. Co było robić, umówiłem operację u tego samego doktora Galantego, choć tym razem w przychodni na Zakopiańskiej. Zawiozłem nieszczęsne zwierze, oddałem w łapy doktorów, i pomyślałem sobie, że mając trzy godziny wolne - warto pomyśleć o własnym zdrowiu.


Odsłona I - Jaworski idzie po rozum do głowy do Medicusa (01.04.30)
Poszedłem do „Medicusa" i zaordynowałem sobie PSA (60 złotych). Następnego dnia miałem już wynik... i włosy stanęły m dębem na głowie! PSA wniosło 66,72! Pobiegłem do ."Pierwszego kontakta", czyli dr Wesłowskiego na Saską. Ten - gdy tylko zobaczył wynik - natychmiast wypisał skierowanie do urologa, ale już na Abrahama, bo tam się przeniósł nasz zreformowany rejon. Zapisałem się na najbliższy, ale dość odległy termin - a mianowicie na połowę czerwca.


Intermezzo - Jaworski zdobywa minimum wiedzy
W międzyczasie dowiedziałem się od sąsiada- dr Zajączkowsłdego, że nie można wierzyć ślepo w wyniki z jednego laboratorium: aparatura bywa rozkalibrowana, laboranci - niesumienni Dobrze jest iść do innego wójta. Pomaszerowałem na Waryńskiego i tym razem za 75 złotych dostałem wynik: PSA-55,03. Niby jakby lepiej, ale ogólnie bardzo źle...


Odsłona II - Jaworski rusza urzędową drogą leczenia (01.05.16)
Wizyta u „rejonowego urologa" nie trwała długo: Dostałem zlecenie na USG per rectum, czyli laparoskopowo, no i oczywiście biopsję. Doktor poinformował mnie, że muszę uprzednio na zleceniu uzyskać zgodę na wykonanie tych zabiegów w szpitalu na Woli, bo nasze „rejonowe" Międzylesie ma popsutą aparaturę. Zgodę miał wyrazić Główny Księgowy ZOZ na Krypskiej.


Odsłona III - Usiłuje; zdobyć podpis księgowego na zmianę rejonizacji, czyli sztuka dezinformacji urzędowej. (01.05.17)
Udałem się tam następnego dnia rankiem, odczekałem swoje aż zjawiła się właściwa Panienka..
- Ja tu po podpis na biopsję i USG - powiedziałem skromnie.
- Co ci doktorzy wyrabiają, przecież Międzylesie już działa - oburzyła się Panienka. Niemniej na mą usilną prośbę, połączyła się z Międzylesiem, aby potwierdzić swą wiedzę w temacie. Przy okazji umówiłem się na termin zabiegów. Tego, że mogłaby poinformować o tym „swoich" urologów nie skomentowałem


Odsłona IV. Powtarzam USG i biopsję (01.06.01 - 01.06.22)
Oba te zabiegi wykonywała w Międzylesiu bardzo miła dr Modzelewska, zresztą ta sama, co w 1999 roku. Szczególnie USG (Stereo i w kolorze) wlało mi szczyptę optymizmu: Pani doktor, z drugim doktorem, przez pół godziny dyskutowali, czy widzą coś, czy nie widzą, i doszli do wniosku, że jednak nic nie widzą (złego). Niemniej, na biopsję miałem się zjawić za tydzień z taką oto wstępną diagnozą;
- Będę Panu szukać tak nieco w ciemno, na chybił - trafił bo z USG nie mam żadnych wskazań. Będę też musiała wejść Panu w głębsze warstwy - stwierdziła pogodnie Pani Doktor.
„Wchodzenie w głębsze warstwy" przyjemne nie było, ale zniosłem to dzielnie. Teraz pozostało czekać i po trzech tygodniach (01.06.22) doczekałem się. Na siedem kujnięć, w jednym znalazła się dojrzała komórka rakowa!


Odsłona V - Mam życie wewnętrzne, co robić dalej? Usiłuję działać na własną rękę (01.06.26)
No więc mam życie wewnętrzne! Powiało lekką grozą - pojechałem, z wynikiem na Abrahama, ale terminy zapisów do dr Żebrowskiego byty odległe, zapisałem się na wizytę na koniec lipca, ale postanowiłem działać-dowiedziałem się o istnieniu Ośrodka Zwalczania Schorzeń Urologicznych na Zoraniu. Wprost z Bosewa, trasą Toruńska zajechałem tamże. Za marne 80 złotych, zostałem prawie natychmiast przyjęty. Młody lekarz popatrzył na PSA. i wynik biopsji, i twarz mu spoważniała. Przystąpił też natychmiast do psychoterapii, mówiąc pocieszająco:
- To jeszcze nie koniec świata, wszystko da się wyleczyć, lub zaleczyć na tyle, że zdąży Pan umrzeć ze starości i na zupełnie coś innego. Ale żeby prawidłowo zdiagnozować dalszy tok leczenia, potrzeba jeszcze wielu badań - i zapisał mi zlecenie na pięć różnych, czynności - scyntygrafie, ponowne USG i ponowną biopsję
(oczywiście, zaleconą w ich Ośrodku, gdzie jest bardzo zdolna pani doktor od tych spraw- z terminem na 13-go lipca).
Psychoterapia zadziałała, teraz wreszcie zacząłem się bać. Począł się u mnie proces skracania horyzontu planów życiowych - mogę nie skończyć mego „Życia na trójkącie", „Historii AZS" na pewno nie skończę, ubikacji i wodociągu w Bosewie nie zrobię, a i do Unii Pracy nie ma po co chodzić...


Odsłona VI - Usiłuję wrócić na drogę urzędową (01.06.27)
Pojechałem na Abrahama i w zdeterminowany sposób zażądałem zapisania się do urologa, natychmiast, albo jeszcze prędzej. Mego doktora Żebrowskiego nie było (urlop), W drodze wyjątku przyjął mnie ..komercyjnie" jego kolega, doktor Poświata. Popatrzył na PSA, biopsję i USG i zawyrokował:
-Pan się nadaje do szpitala, i to szybko. Daję Panu skierowanie, a chwilowo, niech Pan zażywa trzy pigułki dziennie - tu wypisał receptę na Flutamid. - Jest to lek popierany, a więc dostanie go Pan za darmo. Zainkasował 100 złotych i pożegnał grzecznie. Ponieważ lek, jak się okazało w aptece, kosztował 100 złotych, a w ramach popierania zapłaciłem tylko... 3 grosze!, w sumie wyszedłem na zero. Szpital - no to teraz , to już naprawdę zacząłem się bać.


Odsłona VII- Konsultuję pobocznie (01.07.03.)
W międzyczasie, poprzez mego sąsiada z działki, dr Zajączkowskiego, skierowałem się do szpitala na Czerniakowskiej gdzie mój przypadek miał skonsultować aktualny ordynator urologii, doktor SadowskL Skonsultował mnie „na odległość" bo nie mogłem przebić się przez tłum jego pacjentów na korytarzu. Potwierdza, że nadaje się do szpitala, ale nie u niego - bo profesor Borówka, uchodzący za sławę - już nie funkcjonuje na Czerniakowskiej, tylko w Międzylesiu. Tak więc wszystkie drogi prowadzą do Międzylesia, które uchodzi za najlepiej wyposażone i ma Borówkę, którego wszyscy cenią....W sumie wygląda na to, że powinienem się jak najszybciej operować, ale tego mi jasno nie powiedziano. Zostałem pochwalony za zdobycie skierowania i zażywanie Flutamidu, który wstrzymuje procesy rakowacenia.

Odsłona VIII- Usiłuje zapisać się do szpitala w Międzylesiu (01.07.11)
Nie tracąc czasu, dowiedziałem się telefonicznie, że zapisanie się wymaga uprzedniej zgody „Pierwszej Rozprowadzającej" w przychodni przyszpitalnej - pani doktor Żurawskiej. Odczekałem swą kolejkę i wszedłem śmiało do gabinetu.
- Dzień dobry, Pani Doktor. Ja do szpitala - tu podałem jej właściwe papierki
Pani doktor przeczytała i spojrzała na mnie ze szczyptą politowania - Panie Jaworski, przykro mi to powiedzieć, ale musze stwierdzić, że doktor podpisany w skierowaniu postąpił niekompetentnie, czemu się dziwię bo przecież u nas pracował.
- A na czym polega niekompetencja? - zapytałem zdziwiony.
- Doktor powinien wiedzieć, że my nie możemy zlecić wszystkich badań, które decydują o rodzaju podjętej terapii, bo Mazowiecka Kasa Chorych nam za to nie płaci, a ostatnio nawet zabroniła - wyjaśniła Pani Doktor.
-A jakie to badania - zacząłem drążyć temat - przecież USG i biopsję macie robioną tu, na urologu i ja takowe mam, całkiem świeże. Czy może scyntygrafię i tomografię komputerową trzeba robić poza szpitalem? - błysnąłem wiedzą, nabytą komercyjnie w Ośrodku na Żeraniu,
- Nie, obie te rzeczy robimy też tu , na miejscu. Ale jeżeli chce Pan je mieć szybko, to trzeba przez „Kolmed", tu, dwa pokoje obok.
- Dziękuję Pani Doktor - powiedziałem. Wszystko jest jasne - i opuściłem gabinet krokiem szybkim, aczkolwiek nie pozbawionym godności osobistej, kierując się dwa pokoje obok.


Odsłona IX - Zdobywam niezbędne badania (komercyjnie) (01.07.11)
- Czy mogę prosić o wykonanie scyntygrafii - zapytałem, podając zlecenie „żerańskie".
Panienka chwyciła za słuchawkę. - Możecie wziąć pacjenta na scyntygrafię - i do mnie - Proszę iść naprzeciw do sutereny, czekają na Pana. Trzysta złotych...
Dostałem swój atomowy napitek i pomaszerowałem na trzygodzinny spacerek, aby się atomy dobrze rozprowadziły Przy tej okazji zwiedziłem po raz pierwszy w życiu „Wiśniową Górę", gdzie stwierdziłem istnienie plugawego lasku, robiącego za słynną „Otulinę Mazowieckiego Parku Krajobrazowego". Po powrocie do szpitala ułożyłem się we właściwej aparaturze. Aparat warczał i huczał, i wkrótce po tym dostałem śliczne obrazki mego szkieleciku, z optymistycznym opisem: „Żadnych przerzutów".
Zrobiło się południe. Byłem na głodniaka, pobrałem z bankomatu trzy stówy, byłem zamożny. Wróciłem do „Kolmedu".
-Czy mogę prosić o tomografię komputerową - zapytałem, podając kolejne zlecenie „żerańskie"
Panienka chwyciła za słuchawkę. - Możecie wziąć pacjenta na tomografię - i do mnie - Proszę iść naprzeciw do sutereny koło Izby Przyjęć, czekają na Pana. Dwieście złotych, ale w zależności od tego , jaki kontrast Panu wleją, to będzie coś ekstra. Udałem się we właściwe miejsce. Miła panienka wsadziła mi wenflon i wlała coś wstępnie, potem ułożyłem wygodnie na aparacie. Aparat mruczał, Panienka coś dolewała,, na koniec poproszono mnie grzecznie o zaczekanie, w bardzo dobrym miejscu, bo koło bufetu. Za resztki magnackiej fortuny zjadłem conieco, i dostałem w pięknej kopercie osiemnaście swoich przekrojów, z równie optymistycznym komentarzem. Pobiegłem do kasy, okazało się że kontrastu wlali mi za 80 złotych, razem 280. Zapłaciłem.


Odsłona X - Wracani na ścieżkę urzędową (dalszy ciąg bogatego dnia 11 lipca)
Chciałem pochwalić się Pierwszej Rozprowadzającej swymi osiągnięciami diagnostycznymi, ale sobie już poszła do domu, bądź co bądź, była już siedemnasta. Ale zagrzany zupką i sukcesami postanowiłem zapisać się jednak do „swego urzędowego urologa", Dr Zebrowskiego w przychodni na Abrahama, co jest i tak po drodze do domu. Udało się na 24.07. No to wpadłem na Saską do Pierwszego Kontakta. Ku memu zdziwieniu siedział akurat sam, a na korytarzu było pusto. Trafiłem na przerwę w kolejce zapisanych na ten dzień!! Doprawdy, był to szczęśliwy dzień!
Uderzyłem w pokorę: - Panie Doktorze, od trzech tygodni poruszam się w oparach absurdu, PSA mam fatalne, biopsja wykazała komórki rakowe. Jedni mnie kierują do drugich, nikt nic nie chce powiedzieć o co chodzi, nie mogę iść do szpitala, pomimo skierowania, bo trzeba zrobić badana, a Mazowiecka Kasa Chorych.....
Po usłyszeniu słów „Mazowiecka Kasa Chorych" - Daj Pan spokój - powiedział doktor. - Żeby się pan nie pętał, wypiszę Panu skierowania na wszystkie potrzebne przed szpitalem badania. I bez ceregieli wypisał: Klatka piersiowa - rtg, badanie krwi, serce, USG (jeśli jeszcze trzeba będzie). Ach, i jeszcze żółtaczkę.
Złapałem ten plik zleceń i rozpocząłem szaleńczy wyścig badań wielokierunkowych. 12 lipca - krew i mocz , 17 lipca - serce, l8 lipca - rtg klatki piersiowej.

Odsłona XI Kolejna konsultacja na Wysokim Szczeblu -wchodzę w obieg onkologiczny, a tymczasem...
Małgosia ma znajomego Profesora - chirurga, który w ramach wzajemnych usług obiecał zaprotegować mą skromną osobę w klinice na Lindleya, u profesora Czaplickiego- Tak też się stało. W dniu 18 lipca o 9.00 zgłosiłem się. Profesor obejrzał zgromadzoną, już pokaźną dokumentację i zawyrokował:
- Najlepiej Pana załatwią na Ursynowie - piszę Panu natychmiast skierowanie, i tak się stało. Wsiadłem w „Trabanta" i pomknąłem na Ursynów. Uradowałem się niezwykle, bądź co bądź skierowanie od Profesora, no i do Pierwszej Placówki w Polsce...
Najpierw zajechałem przed wejście główne, żeby było ważnie, ale to nie było tam. Skierowano mnie do wejścia D Zobaczyłem napis „Rejestracja", wiec poprosiłem o zarejestrowanie.
-Najpierw musi się pan udać do pokoju 102 - powiedziała Panienka.
Przed pokojem 102 siedział tłumek pacjentów w różnym stopniu zrakowacenia. Usiadłem skromnie gdzieś na końcu i cierpliwie czekałem. Okazało się, że wywołują pacjentów po nazwisku. Począłem kombinować, jak Stirlitz. Cóż za genialny system - pomyślałem - Nikomu się jeszcze nie przedstawiłem, a Oni już wiedzą, że to ja, i mnie wywołają, no, co radiologia, to radiologia, przecież tu się prześwietla zawodowo.... Niemniej, po godzinie i przepuszczeniu kilku pacjentów, nabrałem wątpliwości i zapytałem siedzącą obok mnie Panią.
- Na dole kazali mi iść do gabinetu 102, ale tu wywołują po nazwisku, A skąd oni w gabinecie wiedzą, że ja to ja?
Kto się pyta, nie błądzi. Pani uchyliła mi rąbka Procedury - Musi Pan wyczekać, jak będzie wychodzić pielęgniarka, i ona wtedy Pana zapisze na jakiś termin w swoim zeszyciku!
Tak też się stało. Przyłapałem Pielęgniarkę, która wyciągnęła zeszycik i powiedziała:
- Przyjdź pan 26-go lipca z samego rana - i znikła. Same rano, to było, według zgromadzonych pacjentów ósma.
Dopiero w domu zorientowałem się, że termin jest dla mnie głupi, mogę być jeszcze pijany po imieninach i to jeszcze w Bosewie. Odnalazłem telefon Instytutu Onkologii, poprosiłem o połączenie z pokojem 102.
- Tu Jaworski - powiedziałem zimno - Czy może mnie Pani przepisać z 26 na 27- go?
- Ależ oczywiście - powiedziała Panienka, i sprawa była załatwiona.


Odsłona XII Zostaję odrzucony po raz pierwszy (01.07.21)
27-go lipca pojawiłem się rano i zająłem kolejkę. Ale zauważyłem, że wszyscy czekający mieli ze sobą karty w kopertach - ja takiej nie miałem. Znów od pacjentów dowiedziałem się, że trzeba się zapisać na dole w Pierwszej Rejestracji, ale nie przy okienkach, tylko w pokoju obok. Tam też była kolejka, ale w końcu zarejestrowałem się, moja karta powędrowała na górę do 102, i kiedy nadeszła moja zaklepana kolejka, wszedłem do środka. Młody Pan Doktor przejrzał zrobione uprzednio przeze mnie xeroksowe kopie dotychczasowych osiągnięć badawczych, popisał coś na karcie, rutynowo wsadził palec w cztery litery, i powiedział:
- Pan się nie nadaje do radioterapii, bo ma pan za wysokie PSA,
- No to do czego się nadaję? - zaprotestowałem - Przecież szkielecik mam czysty, tomografia jest jak złoto, serce, mocz, klatka z piersiami są jak dzwon.
Doktor popatrzył na mnie z wyższością - Ale szkielecik, to tylko brak przerzutów w kościach, a mogą być do węzłów chłonnych - No ale postawię pana na Radzie i może tam się coś zdecyduje. Zejdź Pan na dół, i zrób pan sobie PSA w pokoju 23, i dowiedz się Pan w poniedziałek koło 14.00. (był piątek).
Zeszedłem na dół. Pod numerem 23 okazał się być sracz damsko - męski, nawet dość czysty, ale niewątpliwie tam nie robiło się PSA, tylko coś innego. Zrobiłem, i wyszedłem na korytarz, tym razem pytając nie o pokój 23, lecz o miejsce pobierania krwi. Okazało się, ze jest w bocznym korytarzu i ...też pod numerem pokoju 23! Pobrali krew i powiedzieli, że wynik dojdzie sam do 102.


Odsłona XIII -Jestem odrzucony po raz drugi (01.07.30)
W poniedziałek pojawiłem się nieco wcześniej, niż o 14.00 i okazało się, że:
- Mojego doktora już nie ma (urlop, albo coś)
- Nie zostałem postawiony na Radzie, w każdym razie obecna młoda Pani doktor nic o tym nie wie.
Wobec tego zapytałem - A czy mógłbym zobaczyć wynik PSA?
- Niestety nie - powiedziała Pani Doktor - Bo go tu nie ma. A kiedy Panu pobierali?
- W piątek - odpowiedziałem zgodnie z prawda historyczną.
- A dzisiaj jest poniedziałek - ucieszyła się Młoda Lekarka - A czy pan pracuje w sobory i niedziele? Nie, no widzi Pan, że może jeszcze wyniku nie być. Przecież my mamy całą Polskę na głowie - wyjaśniła.
Spojrzałem na głowę, ale widziałem tylko blond włosy - Dziękuję Pani Doktor, jestem oświecony. Dowiem się za kilka dni..

Odsłona XIV - Jestem odrzucony po raz trzeci (01.8730)
Widząc, że nic tu nie wskóram, wsiadłem w szybkobieżnego Trabanta i przerzuciłem się na azjatycki brzeg Wisły do Międzylesia. Pierwsza Rozprowadzająca była w gabinecie., i kolejka była jakby mała. Odczekałem swoje i wszedłem do środka:
- Dzień dobry, Pani Doktor. - Ja tu do szpitala, i chyba mam wszystkie możliwe badania - powiedziałem skromnie.
- No to co Pan ma? - zapytała. Wyciągnąłem po kolei: scyntygrafię, USG, biopsję, krew, mocz, serce i klatkę z piersiami Pani Doktor popatrzyła na mnie i spróbowała innego sztychu:
- A tomografię Pan ma?
- Proszę bardzo - oto ona. Wyciągnąłem moje 18 ujęć które Pani doktor rozwiesiła na podświetlonej tablicy i popatrzyła na mnie jakby z uwagą. I wtedy wystrzeliła ostatni pocisk:
- A szczepienie żółtaczki?
Skapitulowałem. - Mam na nie zlecenie od Kontakta.
Pani Doktor poweselała - To się Pan zaszczepi, ja jutro idę na urlop, wracam 20 - go sierpnia, i wtedy się Pan zgłosi.
Spróbowałem ostatniej deski ratunku: - Ale jak się zaszczepię, to już nic nie będzie stało na przeszkodzie w przyjęciu mnie do szpitala? Tak, tak - odpowiedziała Pierwsza Rozprowadzająca, ale jakoś tak bez przekonania. Cóż było robić - pożegnałem się i wybyłem w kierunku miasta.


Odsłona XV Usiłuje się zaszczepić (01.07.27)
Zajechałem na Saską, i podszedłem do Rejestracji - Żółtaczkę poproszę raz - zaordynowałem - i podałem zlecenie.
- To nie u nas, tylko na Ostrołęckiej, ale, ale, to zlecenie jest już nieważne, dziś jest 27, a wystawiono je 11- go, Trzeba było iść od razu.
- To co ja mam robić? - zapytałem.
- Niech Pierwszy Kontakt to przepisze - powiedziały Panie. Ale go nie ma — i znikły,
Krew mnie zalała, ale puściłem się na piętro - może będzie jaki litościwy lekarz- kombinowałem, i stał się cud. Była samotna Pani Doktor, akurat bez żadnej kolejki pod drzwiami. Wkroczyłem.
- Pani Doktor, proszę o łaskę, chcę się zaźółcić, ale mi wyekspirowało - wytłumaczyłem możliwie jak najzwięźlej. Pani Doktor ujęta czarem mego uśmiechu, uśmiechnęła się również. - Daj pan papier - i przybiła na nim pieczątkę z nowa datą/
-I pędź pan na Ostrołęcką, oni pracują do osiemnastej, to jeszcze pół godziny!
Zdążyłem, choć przychodnia ta jest dobrze ukryta. Panienki paliły ostatnie papieroski na przyzbie, ale jednak wbiły mi właściwa igłę i zamknęły budę. Byłem zaszczepiony (pierwszy raz! - bo jeszcze trzeba dwa razy!).


Odsłona XVI - Wracam do Kanossy - Będę naprawiony. (01.07.31)
Teraz pozostało mi czekać do 20 sierpnia. Ale kończyły mi się pigułki zapisane przez Komercyjnego. Postanowiłem wpaść na wariata około 14.00 do "mojego urologa", choć nie byłem zapisany w codziennej czterdziestce pacjentów. No, ale chodziło tylko o ponowienie pigułek...
Wpadłem: poprzez pielęgniarkę Doktor wyraził zgodę na przyjęcie mnie o 18.00, pod sam koniec przyjęć. Pech chciał, że musiałem pojechać do Piaseczna w sprawie monitora do swego komputera, skąd wyruszyłem o 17.00, ale popełniłem błąd komunikacyjny. Usiłowałem dostać się najprostszą drogą przez Czerniakowską i most Łazienkowski - i stanąłem w beznadziejnym korku przy skręcie na most. Po pół godzinie -szurnąłem do Poniatoszczaka i stamtąd przez Saską dojechałem na Orlik. Było trzy po osiemnastej. Doktor już zdjął fartuch i szykował się wyjścia. Popatrzył na mnie, i orzekł:
-Przyjdź Pan jutro o 14.00, to pana naprawię.
I rzeczywiście, następnego dmą dostałem zastrzyk Diphereline lewą półkulę. Pan Doktor uśmiechnął się i powiedział:
- Teraz masz pan spokój do 30-go sierpnia
Zabrałem ze sobą ulotkę od zastrzyku. Okazało się, że to działa podobnie, jak zapisane przez Komercyjnego pigułki, tylko mniej kłopotów.


Odsłona XVII - Jednak mnie nie odrzucili (01.08.02)
Dla porządku, postanowiłem jednak pojechać na Ursynów, aby choć dowiedzieć się o ostatnie PSA. Teraz już fachowo zgłosiłem swą wizytę, odczekałem kolejkę i wkroczyłem.
Ku mojemu miłemu zdziwieniu, Młoda Lekarka, ta od nie pracowania w sobotę i niedzielę i z Polską na głowie, wzięła mą kartę i powiedziała:
- Był pan konsultowany na Komisji, i postanowiono zastosować na razie hormonoterapię. Dostanie pan zastrzyk Diphereline i przyjdzie Pan za 30 dni. Tylko przedtem pan zrobi sobie PSA - i wystawiła właściwe zlecenie. A to ostatnie - to ma pan 11,5. (Jak wynikło z karteczki, PSA było zrobione 07.31)
W mym sercu zaśpiewały anielskie chóry; więc nie wszystko stracone, PSA spadło dramatycznie, jednak biorą mnie pod opiekę i zapisują to samo, co już od wczoraj krąży z mej lewej półkuli!
- Dziękuję Pani Doktor, ja sobie zrobię ten zastrzyk w moim ambulatorium - skłamałem naprędce. - A to dobrze, do zobaczenia - pożegnała mnie niezwykle uprzejmie.


Akt III


Odsłona I - Grzeczny pacjent urologiczny
30.08.2001 został mi wszczepiony, przez mego urologa Dr. Żebrowskiego implant z "Zoladexem", który ma starczyć na trzy miesiące. Na ulotce napisane jest optymistycznie, że może on nawet doprowadzić do regresji komórek rakowych! Jednocześnie mam łykać Flutamid, ale tylko 2 x dziennie!


Odsłona II - PSA spada do normy!
Poszedłem zrobić PSA na Ursynowie - i 5-go września mam wynik! PSA spadło do 4,37!!! Jestem zdrów!!! Na wszelki wypadek, zapisałem się na 13-go września na Ursynów, aby mnie obadano. Jeżeli zapiszą to samo, co dr. Żebrowski., to siedzę cichutko i śpiewam psalmy.


Odsłona III - Ursynów potwierdza
Pojawiłem się 13-go na Ursynowie, co prawda przez pomyłkę, bo miałem się zjawić 12-go, ale nic się nie stało. Potwierdzili to co mi zaszczepił Żebrowski na początku sierpnia, czyli Diphereline, (która starcza na miesiąc), za to hojniejsi są we Flutamid: 3x dzienne! Jednak mój urolog jest lepszy. Dał mi na trzy miesiące, i nie musze łykać tego paskudztwa tyle razy! Zaczynam wierzyć w niego, jak w Mahometa, . Coś musi być na rzeczy - pracował kilkanaście lat w Libii i pewnikiem coś z tych guseł islamskich na niego przeszło, w każdym razie na razie zaczarował. Ale mam się mieć na baczności:
Scyntygrafia — co 12 miesięcy
USG - co 4 miesiące,
PSA - co 6 miesięcy
Klatka z piersiami - co 12 miesięcy
Czyli, że dalszy ciąg nastąpi. Póki co, zaszczepiłem się drugi raz na żółtaczkę, ostatnie szczepienie za cztery miesiące.


Posłowie.
Trzeba mieć żelazne zdrowie, żeby się leczyć w Państwowej Służbie Zdrowia. Ponadto trzeba mieć samochód do szybkiego przemieszczania się, odpowiednie kwoty do wydania w przypadkach na cito (jest ich większość, chwilowo wydałem, wliczając benzynę, około 1000 PŁN). Trzeba mieć też dużo wolnego czasu w różnych porach dnia i tygodnia. A ponadto, warto mieć znajomości, zarówno przez płot, jak i ogółem. Reszta załatwia się sama.
Wiem jedno, że właściwie nikt mi nie powiedział jeszcze żadnej kompletnej diagnozy, wszyscy natomiast konsultanci, urzędowi i nie, odsyłali mnie do szeregu badań pomocniczych, czyniąc miny Wielkich Wtajemniczonych.
Organizacja i informacja jest pod zdechłym Azorem, Straciłem dziesiątki godzin, wyciskając, jak psu z gardła informacje co, gdzie i dlaczego. Mam w każdym razie otwarte trzy opcje dalszej nieszczęśliwej przyszłości:
- mogę trzymać się mego „urzędowego urologa",
- mogę oddać się pod opiekę Międzylesia, z perspektywą jakiegoś mniejszego, czy większego rżnięcia,
- mogę zatrzymać się pod opieką giganta onkologicznego na Ursynowie.
Która opcja przeważy - to się okaże. A więc dalszy ciąg niewątpliwie nastąpi.
W moim przypadku, w dalszym ciągu okazuje się, że posiadanie psów wpływa na zainteresowanie własnym zdrowiem. Nb. teraz dla odmiany choruje nam Nora, a więc będę mógł się przy okazji leczyć sam. Aby zachować mobilność, wyleczyłem też samochód. (Nowa kopułka i palce rozdzielacza, nowy amortyzator prawy przedni, nowe tarcze hamulcowe, klamka z zamkiem, regulacja zapłonu i świateł, nowy układ wydechowy). W ten sposób mogę stanąć do nowych zadań po jutrzejszych wyborach do Parlamentu!


Warszawa, 22 września 2001 roku


PS: 2014.06.28. Jeszcze żyję i mam się świetnie. Co trzy miesiące mam wszczepiany Zoladex L.A.PSA - ciągle poniżej 1,0!

 

Ku przstrodze wszystkich panów 50+. Badajcie PSA podczas rutynowego badania krwi, przynajmniej raz na dwa lata - Babcia Polka

 

Poprawiony: sobota, 28 czerwca 2014 19:38