"Danuta W." - recenzja teatralna Drukuj Email
Wpisany przez Gaina   
piątek, 20 września 2013 09:32

"Danuta W." - recenzja teatralna

Widownia spektaklu „Danuta W." w Teatrze Polonia wyraźnie podzieliła się. Jedna jej część świetnie się bawiła, co jakiś czas wybuchając śmiechem. Druga część śmiała się wyraźnie mniej, a wychodząc spuszczała nosy na kwintę.

 

Książka Danuty Wałęsy „Marzenia i tajemnice" stała się rok temu nieoczekiwanym i niekwestionowanym hitem. Przypuszczam, że nawet sama autorka wspomnień nie spodziewała się takiego jej powodzenia. Na spotkania autorskie przychodziły tłumy kobiet i to wcale nie po to, żeby zobaczyć żonę słynnego człowieka, tylko dzielną, mądrą kobietę, którą utożsamiały się, albo widziały w niej własne mamy i babcie.
Tak samo jest na spektaklu w Teatrze Polonia. Krystyna Janda opowiada o swoim – czyli pani Danuty – życiu spokojnie, powoli, bez egzaltacji, a wiele pań z widowni (a już na pewno ja) czuje, jakby to było przedstawiane jej życie w PRL-u, kiedy wszystkiego brakowało, noworodki pokazywało się mężowi przez szpitalne okno, wyprawka, jak wszystko zresztą, była na kartki, zawsze brakowało pieniędzy, ale żyliśmy. Pani Danuta ośmieliła się nawet powiedzieć, że to był najszczęśliwszy okres jej życia. I całkiem ją rozumiem. Miała męża dla siebie, miała dzieci i ciasne mieszkanko w wielkiej płycie. A w sobotę starała się upiec jabłecznik, choć nie zawsze mogła sobie na to pozwolić ( zapach tego ciasta już zawsze będzie mi się kojarzył z... Solidarnością). I jak przypuszczam – potrafiła się śmiać. Przedstawienie jest pełne dowcipów – zamierzonych przez autorkę lub nie.
A czemu panowie na widowni nie śmiali się wraz z paniami z niewinnych żartów żony Wielkiego Człowieka? Niektórzy panowie nawet, jak słyszałam, nazywali powieść pani Wałęsy – o zgrozo – feministyczną! Pani Danuta bowiem żali się – może nie na męża – lecz na los każdej polskiej żony, która prała, gotowała, rodziła, wspierała i kochała, a na starość czuje się samotna i za towarzysza długich wieczorów ma psa. A panowie zdają się mówić: „Czego, kobieto jeszcze chcesz. Przecież dał Ci dzieci i dom. To ciesz się tym, co masz. Może tańców by Ci się zachciało". A jej potrzeba odrobiny czułości i odrobiny wdzięczności oraz zauważenia, że jest współautorką sukcesu męża.
Bardzo mi się to wszystko podobało. Oczywiście najbardziej książka „żony przy mężu", ale też dobór jej fragmentów do monodramu, wzruszająca, wyważona kreacja pani Jandy no i szarlotka, upieczona tak mimochodem, podczas wielkich wydarzeń polskiej historii. Nie udaje pani Danuty, gra każdą polską kobietę, która jakimś cudem stawiała codziennie obiad na stole, mimo że w sklepach nic nie było, a pieniędzy nie starczało do pierwszego. A jej największym marzeniem jest to, by w Polsce dobrze się działo. No pewnie.

Gaina

„Danuta W."
Teatr Polonia
Tekst: Danuta Wałęsa
Adaptacja i wykonanie: Krystyna Janda
Reżyseria: Janusz Zaorski

Poprawiony: piątek, 10 stycznia 2014 16:59