"W Paryżu dzieci nie grymaszą" - recenzja Drukuj Email
Wpisany przez Gaina   
piątek, 16 sierpnia 2013 12:50

„W Paryżu dzieci nie grymaszą" - recenzja książki Pameli Duckerman

Najważniejszy jest szacunek
Pmalela Duckerman, nowojorska dziennikarka mieszkająca we Francji pewnego dnia ze zdumieniem zauważyła, że podczas gdy jej półtoraroczna córeczka nie pozwalała rodzinie zjeść normalnie obiadu, awanturując się, złoszcząc i strącając wszystko ze stołu, francuskie dzieci w tej samej restauracji grzecznie pałaszowały warzywa, a nawet rybę.

Kiedy dokładniej przyjrzała się tematowi wychowywania dzieci we Francji i USA, ujrzała fundamentalne różnice. Z opisu obu metod powstała zabawna książka-poradnik „W Paryżu dzieci nie grymaszą"
Co więc robią francuscy rodzice, czego my nie umiemy?
Już w ciąży Francuzki starają się przede wszystkim... wyglądać seksownie. Potem szybko wracają do formy, bo „zapuszczenie się" nie jest tolerowane przez koleżanki czy lekarza rodzinnego. Noworodki są od razu uczone grzecznie spać, czyli „odrabiać swoje noce" i jeść o określonych porach, by mama mogła po trzech miesiącach wrócić do pracy. Państwo zapewnia żłobki i przedszkola na bardzo wysokim poziomie, bowiem zdrowe i mądre chowanie dzieci to poważna sprawa państwowa. A Francuzki nie mają wyrzutów sumienia, że zostawiają dzieci, bo są przekonane, że w sumie to dla nich lepsze.
A co się robi, by dzieci były grzeczne? Stwarza się im ramy postępowania, a więc granice, w ramach których mają swobodę, ale których nie mogą przekraczać. To oczywiste, dla wszystkich: rodziców, dziadków, nauczycielek, niań, przedszkolanek. Cały rozdział książki Pameli jest na przykład poświęcony temu, jak ważne jest nauczenie dzieci, by wszystkim dorosłym mówiły: „dzień dobry" i „do widzenia". To pozwala im zrozumieć, że nie są najważniejsze na świecie. Jak to się odbywa? Na przykład pewna dziewczynka spędzała wakacje na wsi i nie była z tego powodu szczęśliwa. Nie chciała więc mówić dziadkowi codziennie „dzień dobry". Po perswazjach stanęło na tym, że mówiła mu codziennie „Niedobry dzień, dziadku". Stwarzaniu ram służy także nauczenie dziecka cierpliwości, aby umiało chwilę poczekać, na przykład na uwagę rodzica. Dzięki temu dorośli we Francji mogą rozmawiać przy dzieciach, bez ustawicznego przerywania. Podobnie dzieci nie jedzą łakoci bez przerwy, lecz o określonej porze podwieczorku. To uczy je spokojnie czekać i zająć się czymś innym. W czasie podwieczorku też nie jedzą bez umiaru, bo gdy mama mówi „wystarczy", to dziecko wie, że nie ustąpi. Dla Francuzów oczywiste jest to, że jada się o określonych porach. Nawet, gdy ma się 4 miesiące.
Pamela zauważyła też kolejną różnicę. Dzieci francuskie bawią się same na placach zabaw. Amerykańskim bez przerwy towarzyszą zabawiający je i pouczający rodzice. Mały Francuz ma sam odkrywać świat, jak chciał Rousseau, prekursor wychowywania zgodnego z naturą.
Amerykańskie są ustawicznie „rozwijane". Francuskie pociechy mają wyjść do swego pokoju o określonej porze, aby rodzice mieli wieczór dla siebie. A w swoim pokoju mogą robić, co chcą. Zabawianiu amerykańskich dzieci nie ma końca. Takich różnic jest mnóstwo i Pamela przedstawia je wszystkie z dużym humorem.
Jak to wszystko osiągnąć bez krzyku, histerii i nerwów? Łatwiej, niż się może wydawać, bo taki model wychowania obowiązuje od pokoleń i nikt się mu nie dziwi. Najważniejszy, moim zdaniem, jest w nim szacunek dla innych, a zwłaszcza starszych. I rodzicielski autorytet, który osiągnąć można tylko przekonaniem dziecka, kto tu decyduje.
Najtrudniejsze w tym przypadku, to przekonać o tym samego siebie. I nie bać się, że dziecko przez chwilę nie będzie nas lubiło, co jest częstym lękiem niedoświadczonych rodziców.
Kiedy widzę, jak polskie dzieci wpadają do sklepu, nie mówią nikomu dzień dobry, przepychają się do lady a potem żądają słodyczy i dostają je od znerwicowanych rodziców
z obawy przed głośnym protestem, żałuję że nie mieszkam we Francji. Ja przeczytałam książkę Paneli Duckerman jednym tchem i polecam ją wszystkim babciom, by namówiły też na nią jej swoje dzieci. O ile łatwiej żyłoby się nam wszystkim, gdybyśmy od razu wiedzieli jak postępować z najmłodszymi.Dzieci też byłyby szczęśliwsze.

Wydawnictwo Literackie

Gaina

Poprawiony: piątek, 10 stycznia 2014 17:54