Wielopokoleniowy dom dla dziecka Drukuj Email
Wpisany przez Stefan Zubczewski   
sobota, 25 maja 2013 13:06

Wielopokoleniawy dom dla dziecka


Szanowny Dziadku!
Oboje z żoną zbliżamy się do pięćdziesiątki, a nasza córka zdała w tym roku maturę. Raczej dobrze nam się powodzi finansowo, więc postanowiliśmy wybudować nowy dom. I tu zaczęły się przysłowiowe schody. Marzeniem mojej żony jest wielki dom, coś w rodzaju bliźniaka ale połączonego wewnętrznymi przejściami, w którym zamieszkalibyśmy wspólnie z córką i jej przyszłą rodziną.

Bylibyśmy osobno, a jednocześnie razem, moglibyśmy sobie nawzajem pomagać.  Ja uważam ten pomysł za nierozsądny. Lepiej moim zdaniem wybudować dla siebie wygodny dom, a córce wpłacić na konto pieniądze niech się sama urządza. Niech sama wybierze dzielnicę, a nawet miejscowość. Dlaczego mamy ją przykuwać do domu marzeń mojej zony? Co Pan o tym myśli? Kto ma rację: ja czy żona.
Tadeusz

Panie Tadeuszu
No jest to problem! Uważam, że przede wszystkim powinniście Państwo pomyśleć o sobie. 18 latka ma jeszcze co najmniej 5 lat nim zacznie "swoje" życie. Zdążycie jej pomóc. Sam kiedyś marzyłem o takim wielopokoleniowym domu. Teoretycznie jest to rozwiązanie idealne, ale czy na pewno? Moja Mama mieszkała w tej samej kamienicy co i moja siostra. Mama dostała wylewu i to, że siostra mieszkała dwa piętra wyżej było w znacznej mierze zbawieniem. Bliskość, ułatwienie przy opiekowaniu się Mamą itd. Z drugiej zaś strony nie był bym bardzo szczęśliwy gdyby np. moja (nawet wspaniała) Teściowa czy Mama miały do mnie wstęp na co dzień tak po prostu. Myślę, że to w pewnym momencie życia było by uciążliwe i stresujące. Wiem, że gdybym mieszkał ze swoimi dziećmi, a później także z wnukami było by znacznym ułatwieniem w wielu sytuacjach wzajemnej pomocy, opieki itd. Wiem też, że wsadzał bym nos w sprawy "wewnętrzne" moich dzieci całkiem odruchowo, nawet bezwiednie, a to prowadziło by w prostej linii do konfliktów. Jest to bardzo złożony problem. A może by tak pogadać z córką? Wypytać co Ona o tym sądzi i jej zdanie poważnie wziąć pod uwagę przed powzięciem decyzji. Liczyć się też trzeba z tym, że któregoś dnia przyprowadzi chłopaka i powie - to ten. Jest taka opcja, że się Panu ten chłopak nie spodoba, a będzie Pan musiał oglądać go codziennie, a jak nie przejdzie Pan z nim na ty, to za jakiś czas zacznie on mówić do Pana Tato - nic przyjemnego, niech mi Pan wierzy. Tak może być, ale nie musi. Jednym słowem jest to absolutnie loteria. Może z budową poczekać na "zięcia" i zrobić to po wspólnych uzgodnieniach? Przytoczę pewien przykład z mojego najbliższego otoczenia. Może to pomoże Wam przy powzięciu decyzji.

Moja żona mieszkała pod Warszawą, w Falenicy. Był (i jest) tam dom wielopokoleniowy właśnie. Teściowie, brat mojej żony z małżonką i jego dwaj synowie. Po jakimś czasie jeden z synów ożenił się i z lekka rozmnożył. Drugi wykończył sobie pięterko z myślą o przyszłości. Ten pierwszy z żoną i dwojgiem dzieci pozostał "na dole". Na dole mieszkali więc: moi teściowe (2 osoby) z synem i jego żoną (2 osoby), oraz synem syna i jego małżonką oraz ich dwójką dzieci (4 osoby). Były to trzy pokolenia. Teść zmarł pierwszy, mając jakby sprawę z głowy. Teściowa zmarła po kilku latach (i tutaj przydało się wspólne zamieszkiwanie. Właśnie łatwość opieki nad "Babcią"). Narastał jednak konflikt pomiędzy żoną pierwszego z juniorów, a babcią i teściową. Konfliktem była kuchnia. Po pewnym czasie stanęły w niej dwie lodówki, wzrosło zużycie gazu bo dwa obiady, dwa śniadania itd. Konfliktowym miejscem stał się też wspólny salon z TV. Efektem cichych konfliktów stała się rozbudowa domu o kolejny salonik, kolejną przybudówkę, aż w końcu podjęto decyzję budowy drugiego domu. Dzisiaj sytuacja wygląda tak. Teściowie nie żyją, brat mojej żony owdowiał. Jeden z synów - ten z dziećmi - wybudował dom na tej samej zresztą działce, drugi z braci (ten co wykończył sobie pięterko) ożenił się i wyprowadził do żony, a w tym wielopokoleniowym domu z kilkoma salonikami, olbrzymią kuchnią kilkoma sypialniami i łazienkami pozostał sam brat mojej żony. Całą to olbrzymią kubaturę trzeba ogrzać, a na to nie stać za bardzo stypendysty ZUS w osobie brata mojej żony. W związku z tym jest tam zawsze zimno niestety. Nie bardzo można wynająć pokoje studentom na przykład bo daleko do miasta no i zimno. Jednym słowem stoi pusta landara z samotnym i nieszczęśliwym bratem mojej żony. Zatem czy warto budować dom WIELOPOKOLENIOWY????  Niech Pan, Panie Tadeuszu rozważy kupno kilku mieszkań w jednym, zamkniętym, nowoczesnym osiedlu. Mieszkania można wynająć, będą "na siebie pracować", a w miarę "rozpączkowywania"  się rodziny będzie ona je zasiedlała. Każdy będzie miał swoje, a bliskość zostanie zachowana i co najważniejsze nie będzie Pan na codzień oglądać "ukochanych" dzieci i wnuków, nie będzie Pan musiał musiał kosić trawy, odgarniać śniegu i remontować dachu, pinować ogrzewania itd. Po sześćdziesiątce staje się to uciążliwe, niech mi Pan wierzy...


Zrzędliwy Dziadek Funio

Poprawiony: czwartek, 09 stycznia 2014 14:12