Kochaś wykorzystuje moją przyjaciółkę Drukuj Email
Wpisany przez Dziadek   
piątek, 12 czerwca 2009 06:03
Kochaś wykorzystuje moją przyjaciółkę…

Szanowny Panie „Dziadku!”
Moją przyjaciółkę  wysoką, smukłą i zamożną  lat 56 poderwał na urlopie średniego wzrostu grubasek, wdowiec lat 51. Krystyna trochę się przed nim opędzała ale teraz, po dwóch latach wspólnego życia i mieszkania (oczywiście w jej domu) nie może się bez niego obejść.

Kochaś kontroluje całe jej życie -  zajmuje się jej samochodem, ogrodem, naprawami w domu, planuje i organizuje wyjazdy zagraniczne ale za wszystko płaci Krystyna, bo on ma tylko nędzną emeryturę. Krysia zarabia pieniądze, a on je wydaje. Wykorzystuje moją przyjaciółkę, ale ona tego nie widzi. Czy mam jej otworzyć oczy?


Agnieszka B.


Pani Agnieszko!

Sprawa jest trudna. Możliwości dwie. Powiedzieć lub, nie powiedzieć.
Cóż, wysokość emerytury nie jest miernikiem, czy ktoś jest draniem, czy też wspaniałym człowiekiem. Znamy (z TV) takie przypadki, że różni dranie mają wysokie emerytury. Chyba Pani pisze o czymś co dawniej zwano „mezaliansem”, czyli o tym, że Pani przyjaciółka nie trafiła na kogoś ze „swojego grona”. Trochę mi to „trąca” lekturą szkolna „Trędowata”. Przecież dorośli ludzie nie muszą mieć jednakowego statusu majątkowego, aby się naprawdę pokochać. Proszę na to popatrzeć tak (skoro mowa o kasie): ile musiała by zapłacić Pani przyjaciółka ogrodnikowi, mechanikowi, hydraulikowi i „kulturalno oświatowemu”. Ile stresów miała by, poznając nowych partnerów. Teraz ma Pana , który zaspokaja wszystkie Jej  potrzeby w zamian za dostęp do (mówiąc brutalnie) kasy. Tak się Pani wydaje, że tylko o to chodzi. A może on ją naprawdę kocha? Pieniądze są po to, aby je wydawać. Skoro Ona na to nie ma czasu, to robi to On, wydając je dla nich obojga. Czy naprawdę wykorzystuje Pani przyjaciółkę, a może w ten sposób nadrabia jakby swoje „braki” finansowe. „Odpracowuje je”. Czy jak ją „podrywał” to z premedytacją, wiedząc o jej stanie konta? Mało prawdopodobne. Czy nie przemawia przez Panią pewna zazdrość, że Pani przyjaciółce jest po prostu dobrze z tym Panem? To co opisałem przemawia za tym, aby koleżance jednak nic nie mówić. Jeśli Pani powie, to może Pani stracić przyjaciółkę, a przyjaciółka Pana. Wszyscy będą nieszczęśliwi, a trudno „na starość” o nowe przyjaźnie.
Jest jeszcze ta druga możliwość – powiedzieć. Ale jeśli powiedzieć to trzeba mieć mocne argumenty i konkrety. Nie można swego „ostrzeżenia” opierać na przypuszczeniach. Jeśli Pani zauważyła, że Pan „wyprowadza” z domu przyjaciółki jej pieniądze, że spotyka się na boku z innymi paniami, że obgaduje ją negatywnie, czy wręcz wyśmiewa, czy coś w tym stylu, a to co innego. Wtedy ostrzegł bym przyjaciółkę. Radzę jednak przemyśleć całą sprawę nim podejmie Pani decyzję: powiedzieć, czy też nie powiedzieć.

Zrzędliwy dziadek Funiek
Poprawiony: czwartek, 09 stycznia 2014 10:07