Ile prezentów na Gwiazdkę Drukuj Email
Wpisany przez Zrzędliwy Dziadek Funio   
czwartek, 24 listopada 2011 11:21
Ile prezentów na Gwiazdkę
 
Piszę do Ciebie, Zrzędliwy Dziadku, chociaż wątpię, czy przyznasz mi rację, raczej poprzesz mojego męża (też dziadka) w imię męskiej solidarności…Chodzi mi o to, że pokłóciliśmy się z mężem o kupowanie prezentów dla dzieci.
Masz wnuki, więc wiesz, że co roku dzieci piszą listy do Św. Mikołaja, w których wymieniają zabawki, jakie chciałyby dostać na Gwiazdkę. Mój wnuczek otrzymuje cztery prezenty (od rodziców, od cioci, od drugich dziadków i od nas). Każdy chce go obdarować w Święta i nie widzi w tym nic niestosownego, tylko ja mam kłopoty, ponieważ mój mąż uważa, że dziecko otrzymuje na raz za dużo prezentów, w związku z czym nie cieszy się nimi tak mocno, jakby się cieszyło gdyby otrzymało jeden prezent. Nie zgadzam się z nim. Uwielbiam, gdy nasz wnuczek siedzi wśród paczek i sam nie wie, którą najpierw rozpakować. Uważam, że mój mąż jest wyrachowany i skąpy. Sam siebie w święta traktuje odświętnie. Wytłumaczę to tak: na co dzień na obiad zjada tylko jednego kotleta, a w święta – trzy kotlety. Mówi, że od wielkiego dzwonu może sobie pozwolić na obżarstwo.  Dlaczego więc od tego samego „ wielkiego dzwonu” nie wolno zasypać dziecka prezentami? Ciekawe, co Ty o tym myślisz.
 
Iwona Pruszkowska
 
Droga Iwono!
Jasne, że solidaryzuję się z Pani mężem. Obserwowałem swoje wnuczki podczas poprzedniej choinki. Mój wnuczek dostał więcej niż cztery prezenty, a układ rodzinny mamy podobny. Rodzice, stryjek i dziadkowie razy 2. Dostał jakiś lotniskowiec, który wydawał rozmaite dźwięki, tradycyjnie samochód – tym razem zdalnie sterowany, kolejne klocki Lego i coś jeszcze, ale nie pamiętam co, czyli zapewne coś niepotrzebnego. Samochodem bawił się 5 minut, bo go strasznie irytuje, gdy się mu coś nie udaje, a przecież nie od razu umie się mały człowieczek posługiwać elektroniczną zabawką. Lotniskowiec od razu wylądował w stercie nieużywanych zabawek, a jedyne co go naprawdę ucieszyło to Lego. Ma już tego ogromne pudło i ciągle coś kombinuje, składa itp. Lego, jak wiemy, jest dość drogie i w związku z tym uważam, że cała rodzinka powinna się zrzucić i kupić mu jeden prezent w postaci „wypasionego” Lego i jestem pewien, że więcej mu to da radości niż jakieś samochodziki czy lotniskowiec. Zbyt duża liczba prezentów „rozcieńcza” radość z ich otrzymania. Okazji do dawania prezentów jest wiele bo imieniny, urodziny, mikołajki i gwiazdka. Ta liczba okazji pomnożona przez czterech „dawców” prezentów daje liczbę 16, co stanowi więcej niż jeden prezent miesięcznie. Zapewniam, że są jeszcze prezenty „korupcyjne” za dobre zachowanie u lekarza, za zjedzenie kaszy gryczanej czy szpinaku. Często są jeszcze prezenty dawane „dla świętego spokoju”. Krzysiu babcia ci kupi xxx tylko się uspokój. Małgosiu dostaniesz tę laleczkę tylko otwórz drzwi do łazienki i wypuść babcię itd., itp.
Może to złe porównanie, ale pamiętam z dzieciństwa, gdy dostawałem jakieś zabawki (nie było o nie łatwo) jak bardzo mnie to cieszyło. Samochodem sterowanym zdalnie (ale nie radiem tylko mechanicznie) bawiłam się kilka lat, pamiętam do dziś, że był to Opel-Kapitan.  Po latach w stanie idealnym dostał go ode mnie mój… chrześniak. Sprawa zabawek moich wnuczków wygląda tak.
W domku na wsi, do kąd przyjeżdżają na wakacje olbrzymi wór nieużywanych zabawek w komórce – co jakiś czas robię remanent i oddaje kilka dzieciakom z sąsiedztwa. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się, abym był zapytany: „Dziadku nie widziałeś mojej lalki, tej z zeszłego roku?” Babcia Polka trzyma te zabawki, bo się jej wydaje, że dzieciaki po roku będą je traktowały, jakby otrzymały je po raz drugi. Niestety tak nie jest. Dzieciaki są o rok starsze i z zabawek „wyrastają”.
W tym samym domu na wsi w pokoju dziecinnym – kosz z zabawkami. Nie używają ich. Za każdym razem, gdy nas odwiedzają zabawek tam przybywa i gdybym nie robił co jakiś czas „czystki czy weryfikacji (to modne ostatnio słowa)” to pokój byłby wielkim magazynem starych zabawek.
W domu gdzie wnuczki mieszkają pokoje zawalone zabawkami. Rodzice doskonale mogą poobserwować, którymi zabawkami dzieci bawią się najchętniej i te nieużywane jakoś „utylizować”. Takie ograniczanie, moim zdaniem wyrabia w dzieciakach szacunek do przedmiotów, a nie olewanie ich: „Co tam, że się zepsuło, starzy kupią następne” Nie kupią! I tak właśnie powinno się postępować.
Reasumując. Uważam, że dzieciak powinien dostać JEDEN prezent rzeczowy (np. zabawka) oraz ewentualnie drugi w postaci smakołyków i już. Odsyłam Was do tekstu (link poniżej) gdzie słów kilka o moich zabawkach z dzieciństwa. Tego nie proponuję. Było wtedy inaczej, a misia mam ciągle, do dzisiaj…
 
Zrzędliwy Dziadek
 
 
Poprawiony: czwartek, 09 stycznia 2014 14:10