Upadek z przewijaka Drukuj Email
Wpisany przez Agnieszka   
wtorek, 31 marca 2009 19:54

Upadek z przewijaka

 

Nikomu takiej „przygody” nie życzę. Pewnego poranka, jakimś cudem moja córeczka Zosia spadła z przewijaka.
 Stałam obok, byłam przytomna, trzeźwa i trzymałam ją za nogę. Ale małe dzieci (10 miesięcy) są z natury śliskie. I tak oto Zosia znalazła się na podłodze. Okropne było, że nawet niespecjalnie płakała, tylko tak jakoś kwiliła, zrobiła się chłodna i spocona jednocześnie, a na czubku głowy pojawił się guz. No i zwymiotowała. Pobiegłam z nią natychmiast do przychodni. Służba zdrowia mnie nie zawiodła, odstałam w kolejce ponad godzinę. Pielęgniarki się niespecjalnie przejęły, zwłaszcza, ze moja córcia doszła już do siebie i prezentowała wszystkim swoje bezzębne dziąsełka (w uśmiechu zaznaczmy, nie w płaczu). Pani doktor po obejrzeniu dziecka powiedziała, że gdyby się coś działo to mamy jechać do szpitala na ostry dyżur. „Gdyby się coś działo” oznacza wymioty, słanianie się, senność, nieskoordynowane ruchy kończyn, drgawki i każde inne zachowanie odbiegające od normy. Wróciłam do domu, cała w nerwach nie spuszczałam oka z dziecka. Niby Upadek wszystko było ok, aż tu nagle Zośka zwróciła obiad. Zaniepokoiło mnie to, ale postanowiłam jeszcze ją poobserwować. W końcu nie wytrzymałam tego napięcia i pojechałam do szpitala. Tam musiałam się tłumaczyć, że dziecko wcale nie jest bite i odwodzić lekarza od telefonu do prokuratury. Zostałyśmy skierowane na przezciemiączkowe USG główki. Badanie nie wykazało żadnych zmian, opuchlin czy krwiaków. Wymioty prawdopodobnie były spowodowane stresem. Jedyne zalecenia dotyczyły diety – półpłynna, oraz ostrożności – koniec przewijania na przewijaku. Od tego momentu przewijam Zosię na podłodze. Wiem, że nic jej wtedy nie grozi.
 

Agnieszka

 

Od redakcji: Dziękujemy za list i prosimy opisujcie ku przestrodze innym, wypadki domowe, które Wam się przydarzyły.

 

Poprawiony: wtorek, 07 stycznia 2014 18:31