„W nowym roku chcę schudnąć”. Jak wytrwać w tym postanowieniu? Drukuj Email
Wpisany przez S.Z.   
niedziela, 20 stycznia 2019 15:49

„W nowym roku chcę schudnąć”. Jak wytrwać w tym postanowieniu?

Wśród postanowień noworocznych „schudnięcie” i „wzięcie się za siebie” niezmiennie wiedzie prym. O ile marzenia o smuklejszej sylwetce czy lepszej kondycji łatwo sformułować, to ich realizacja może się jednak okazać ogromnym wyzwaniem. Dlatego najważniejsze, by deklaracjom towarzyszył konkretny plan – niekoniecznie rozpisany rękoma dietetyka czy trenera, choć to oczywiście duże ułatwienie (jeśli więc budżet nam na to pozwala, warto skorzystać z pomocy profesjonalistów). Na pewno przyda się też odpowiedni strój i kilka akcesoriów – te dla amatorów wcale nie muszą być drogie.

Przyczyny niepowodzeń w realizacji postanowień noworocznych dotyczących zrzucenia zbędnych kilogramów czy poprawy kondycji mogą być różne. Przede wszystkim jednak chodzi o to, że pilnowanie diety i regularna aktywność fizyczna wymagają wyrzeczeń oraz stałej motywacji. Do tych pierwszych łatwo stracić zapał: przecież odmawianie sobie odpoczynku na kanapie czy ciasta w ulubionej cukierni nie należy do przyjemnych. Motywacja z kolei łatwo ulatuje po ciężkim dniu w pracy albo w momencie, kiedy czujemy, że spadło na nas zbyt dużo obowiązków.

To, co najważniejsze

Tymczasem ćwiczenia i odpowiednie odżywianie się to inwestycja w to, co mamy najcenniejszego – zdrowie. Wymarzona sylwetka to tylko, bardzo atrakcyjny, ale jednak efekt uboczny. Niezależnie więc od tego, czy motywacji szukamy oglądając zdjęcia ulubionej gwiazdy lub fitblogerki, chcemy schudnąć przed ślubem czy po prostu przeglądając zdjęcia z wakacji nad morzem patrzeć na siebie z dumą, to nasze własne zdrowie powinno pozostawać dla nas priorytetem w tej przemianie – podpowiada ekspertka KiK.

Kiedy to sobie uświadomimy z całą mocą, o wiele łatwiej będzie nam zrezygnować z pełnego „chemii” i cukru batonika na rzecz warzywno-owocowego koktajlu czy poświęcić chociaż 20 minut na gimnastykę w trakcie oglądania ulubionego serialu.

Po pierwsze: dobry plan

O ile zacząć żyć zdrowiej wcale nie jest trudno, to wytrwać w dobrych nawykach już niekoniecznie. I tu z pomocą przychodzi opracowany wcześniej plan. To, jak bardzo będzie szczegółowy, zależy od nas samych i naszych potrzeb, jednak powinien konkretnie odpowiadać na pytanie: co i w jaki sposób chcemy osiągnąć.

Jednym wystarczy proste „ćwiczę 4 razy w tygodniu po 40 minut i całkowicie rzucam słodycze, by za pół roku nosić ubrania o dwa rozmiary mniejsze”. Inni będą potrzebować rozpisania sobie wszystkich posiłków (i zakupów!) na cały miesiąc oraz dokładnego zaplanowania każdej aktywności fizycznej.

– Jeśli do tej pory założenia, że „do wakacji schudnę” spełzały na niczym, to oznacza, że najpewniej – jak zdecydowana większość ludzi – znajdujemy się w tej drugiej grupie. W takiej sytuacji warto trzymać się zasady wyznaczania małych celów i planowania z niewielkim wyprzedzeniem – np. że przez tydzień nie jemy żadnych słodyczy, a do tego jeden posiłek dziennie zastępujemy wspomnianym wcześniej owocowo-warzywnym koktajlem. 7 dni bez słodkości o wiele łatwiej przetrwać niż mało precyzyjne „do lata”. Jeśli nam się uda, spróbujmy wytrzymać kolejny tydzień (jeśli nie - tym bardziej, by od nowa podjąć wyzwanie). Po kilku tygodniach nowy zwyczaj stanie się naszym nawykiem, a wtedy będzie już „z górki”. Pamiętajmy przy tym, by wyznaczać sobie realne cele – jeśli nigdy nie biegałyśmy, lepiej założyć, że będziemy uprawiać jogging 10 minut dziennie, a nie że przebiegniemy w weekend 15 km – radzi specjalistka z firmy KiK.

Plan B na „słabsze momenty”

Drugą bardzo istotną kwestią jest to, by dzięki planowaniu zabezpieczyć się na wypadek „słabszych momentów” i spadku motywacji. Chodzi o wcześniejsze ustalenie – na bazie znajomości naszych możliwości i doświadczeń – jak będziemy postępować w razie, kiedy trafi nam się taki gorszy dzień. Na czwartkowy wieczór zaplanowałyśmy aerobik, ale już w południe wiemy, że „dziś nam się nie chce”? Umówmy się z przyjaciółką, że po nas przyjedzie i razem wybierzemy się na gimnastykę albo ustalmy, że zamiast tego idziemy na solidny spacer z psem lub chociaż na piechotę do sklepu nieco oddalonego od naszego domu. Lepiej zrobić mniej niż nic!

Krótka lista zakupów

O ile zmiana diety na zdrowszą nie musi się wiązać z żadnymi dodatkowymi zakupami (choć blender czy sokowirówka mogą nam się przydać), poza samymi produktami spożywczymi, to w przypadku ćwiczeń przyda nam się kilka rzeczy.

– Jeśli stawiamy na szeroko pojętą gimnastykę i planujemy ruszać się głównie w domu, na pewno przyda nam się mata i bidon. Ta pierwsza z oczywistych względów – by nie musieć kłaść się na dywanie czy śliskim parkiecie. Właściwie każda dyscyplina sportowa, również „zwykłe” bieganie, wymaga krótkiej sesji rozciągania przed i po wysiłku, by uniknąć naciągnięcia i bólu mięśni. Lekka mata przyda nam się więc właściwie zawsze. Bidon z kolei jest potrzebny po to, by w trakcie wysiłku cały czas mieć wodę pod ręką (regularne nawadnianie to mus!) – mówi ekspertka sieci sklepów KiK.

A co ze strojem do ćwiczeń? Jeśli chcemy, możemy oczywiście trenować w starym tiszercie męża, ale bez sportowego stanika się nie obejdzie. Niezależnie od tego, czy mamy mały czy duży biust. Spróbujcie tylko wykonać dziesięć pajacyków (to swoją drogą świetna rozgrzewka) czy poskakać na skakance bez niego – szybko zrozumiecie, o czym mowa.

Nie trzeba przy tym wydawać fortuny na specjalistyczną odzież ze sklepu sportowego – wiele sieciówek odzieżowych ma je w swoim asortymencie. To samo dotyczy legginsów i koszulek sportowych: już za kilkadziesiąt złotych można kupić takie, które będą nie tylko wygodne, ale też atrakcyjne wizualnie.

O wiele przyjemniej ćwiczyć w odzieży, która ma energetyzujący kolor czy ładny wzór – lepszy wygląd to lepsze samopoczucie, a kiedy czujemy się dobrze, od razu chce się „więcej”. I o to właśnie w tym wszystkim chodzi, by dzięki zdrowej diecie i ruchowi było nam po prostu lepiej.

/źródło - /