Antybiotyki to nie landrynki Drukuj Email
Wpisany przez S.Z.   
niedziela, 18 listopada 2018 08:51

Antybiotyki to nie landrynki

18 listopada – Europejski Dzień Wiedzy o Antybiotykach. Rozmowa z doktor Agatą Błońską, kierownikiem ds. medycznych POZ w Centrach Medycznych Medyceusz w Łodzi

Coraz częściej słyszymy, że znów u kogoś wykryto bakterie oporne na działanie większości albo wszystkich znanych antybiotyków. Czyli bakterie, groźne dla życia, których nie można unieszkodliwić, zwalczyć chorób przez nie wywołanych. To skutek nadużywania antybiotyków, niepotrzebnego ich stosowania, co często jeszcze zdarza się w Polsce i Europie?
Tak, wciąż jeszcze zdecydowanie nadużywamy antybiotyków, zażywamy je bez potrzeby, na wszelki wypadek i najczęściej w przypadku chorób, których nie mogą wyleczyć. Chodzi o przeziębienie, grypę, które są powodowane przez wirusy, a których antybiotyki nie zabijają, bo zwalczają tylko zakażenia bakteryjne. Ich przyjmowanie w tych przypadkach nic nie daje, a może zaszkodzić. Ale pojawianie się bakterii opornych na działanie antybiotyków wynika nie tylko z ich nadużywania, ale także z niewłaściwego stosowania. Są osoby, które przepisany przez lekarza w infekcji bakteryjnej antybiotyk odstawiają, kiedy ich stan zdrowia trochę się poprawi. Antybiotyk nie spełnia wtedy swojego zadania, bo nie niszczy całkowicie chorobotwórczych bakterii. Giną te najsłabsze, a część z ocalałych „uczy się”, jak być odpornym na dany antybiotyk. Podobne skutki ma zażycie antybiotyku na własną rękę, bo był w domu, bo komuś z rodziny zostało kilka tabletek po kuracji. Też produkujemy wtedy bakterie antybiotykooporne, bo po pierwsze nie wiadomo, czy potrzebnie stosujemy antybiotyk, pod drugie – nie mamy go tyle, ile potrzeba do pełnej kuracji, a po trzecie – niekoniecznie jest dobrze dobrany do choroby. Sięgamy po antybiotyk bez zastanowienia, zapominając, że stosowanie tego leku powinien zlecić lekarz.
I zapominamy, że stosując niepotrzebnie antybiotyki niszczymy nie tylko bakterie chorobotwórcze, ale także te dobre, potrzebne nam bakterie, żyjące w naszym przewodzie pokarmowym.
To kolejny skutek nadużywania antybiotyków, bo choć poszczególne ich rodzaje są wycelowane w określone rodzaje bakterii chorobotwórczych, to niestety antybiotyki niszczą również bakterie, które osłaniają nasze jelita. Dlatego tak ważne jest, żeby terapię antybiotykową prowadzić ściśle według wskazówek lekarza, producenta leku, bo to minimalizuje jego niekorzystne działania.
Skąd ta nasza wiara w antybiotyki, wiara tak duża, że nie pomaga mówienie o szkodliwości ich nadużywania?
Chyba jeszcze z minionej epoki, kiedy leki, antybiotyki nie były tak dostępne, kiedy nie było ich tak dużo. I kiedy ich właściwe zastosowanie działało cuda, było niezwykle skuteczne – to też budowało pozytywne wyobrażenie o antybiotykach, traktowanie ich jako super leków. A potem bardzo szybko znaleźliśmy się w czasach, w których różnych rodzajów leków, antybiotyków jest pod dostatkiem, ale nie zdążyliśmy z edukacją, informacją, że antybiotyki to lek na bakterie, a nie na wirusy. Że przeziębienia nie leczy się antybiotykami. Że to lekarz wie, kiedy je zastosować, włączyć do leczenia, a nie ciocia, której w domowej apteczce zostało kilka tabletek antybiotyku.
Wielu z nas żąda od lekarza przepisania antybiotyku i lekarze czasem ustępują...
Tak bywa, ale z drugiej strony powoli zmienia się również świadomość pacjentów. Coraz więcej osób wie, że antybiotyków nie można nadużywać, że na grypę najlepszy jest odpoczynek, łóżko, inne leki, nie antybiotyki. Coraz więcej osób wie, że antybiotyk, to nie cudowny lek, który wszystko załatwi, że przekonanie, iż dzięki antybiotykowi można z grypą można chodzić do pracy nie ma sensu, jest nieprawdziwe i niebezpieczne.

Powiedziała pani, że nadużywanie antybiotyków szkodzi. Jakie mogą być skutki niepotrzebnej antybiotykoterapii poza „produkowaniem” bakterii antybiotykoopornych?
To może być na przykład uczulenie, biegunka, niepotrzebne zażywanie leków nie pozostaje też bez wpływu na funkcjonowanie wątroby.
A jeśli ktoś przesadza w drugą stronę? Słucha o nadużywaniu antybiotyków i nawet jeśli mu je przepisze lekarz, bo są konieczne do wyleczenia jakiejś choroby, nie stosuje ich albo mówi sobie: „łyknę tylko kilka tabletek, a jak się poczuję lepiej, odstawię antybiotyk”.
Taka osoba też robi źle. Bo w tym przypadku na przykład infekcja górnych dróg oddechowych, wywołana przez bakterie może zamienić się w zapalenie płuc, a infekcja pęcherza moczowego w zakażenie nerek. Jeszcze raz powtórzę: zaufajmy lekarzowi. Kiedy twierdzi, że antybiotyk jest nam niepotrzebny, nie naciskajmy, nie stosujmy go na własną rękę. Ale jeśli mówi, że antybiotyk jest konieczny, prowadźmy terapię konsekwentnie od początku do końca, trzymajmy się godzin zażywania leku, nie przerywajmy leczenia.
Co z antybiotykiem, który zostaje nam po leczeniu, bo czasem tak się zdarza? Odnieść go do apteki, gdzie są specjalne pojemniki na leki?
Nie od razu. Antybiotyki mają dość długi okres przydatności do stosowania. I może się zdarzyć, że przy jakimś schorzeniu lekarz będzie chciał nam zaordynować antybiotyk. Wtedy możemy powiedzieć, że w domu mamy taki a taki lek. Jeśli lekarz uzna, że może być zastosowany, może to uwzględnić, wypisując nam receptę. Ale jeśli antybiotyk jest przeterminowany, to rzeczywiście, jedynym miejscem, gdzie powinien trafić są pojemniki na zużyte leki, które stoją najczęściej w aptekach. Naturalnie pod żadnym pozorem nie stosujmy sami antybiotyku, który nam został po jakimś leczeniu, nie obdarowujmy nim bliskich i znajomych, którzy się na przykład przeziębili. Nie bawmy się w lekarzy, nie stawiajmy pseudo diagnozy: masz to, co ja miałem, to weź mój antybiotyk. Nie pomagamy w ten sposób, a szkodzimy. Bo nawet jeśli akurat w danym przypadku powinno się zastosować antybiotyk i to akurat ten, który mamy, to nikt nie wyleczy się kilkoma tabletkami, które zostały z naszej kuracji.

/źródło - /