Myślałem, że to już moje ostatnie narty… Drukuj Email
Wpisany przez Stefan Zubczewski   
niedziela, 29 marca 2009 20:39

Myślałem, że to już moje ostatnie narty…

Byliśmy tydzień temu w Austrii na nartach. Ja, dałem sobie komsomolskie słowo, że to moje ostatnie narty w życiu. Nie lubię już tego tak jak kiedyś, już nie doskonalę stylu i po prostu nie jest to tanie, co dla mnie, emeryta jest dość istotne.

Byliśmy na tych nartach my - dziadkowie - nasza córka z mężem oraz dwoje wnucząt, a także drugi dziadek z narzeczoną (zachciało się wdowcowi na stare lata). Basia ma dwa latka, więc na nartach nie jeździła, ale czteroletni Jan – jak najbardziej. Tata Jasia, „szarpnął się” i wykupił mu lekcje u profesjonalnego instruktora.
altPonieważ drugi dziadek, drugiego dnia nart, skręcił nogę w kolanie, to jego jazda skończyła się w knajpce na stoku, przy piwku (takie narty lubię najbardziej). Zajmował się dyskretną obserwacja naszego Jasia. Pozazdrościłem mu tego i… pomimo, że nie miałem skręconej nogi, z przyjemnością – zamiast szusować na nartach – oddałem się degustacji piwka i obserwacji Jana, komentując z drugim dziadkiem każdy jego ruch. Ciężko mu szło, instruktor mówił do niego w niezrozumiałym języku - „przy dziecku po niemiecku” - no ale jakoś pomalutku łapał w czym rzecz. Jak już pojął jak skręcać „z pługa” i zatrzymywać się, najlepiej upadając, podjąłem męską, dziadkową decyzję i zabrałem go - w asyście Taty - na prawdziwy stok. Przeżycie dla Jasia ogromne, ale nikt mnie nie pytał co ja przeżywam. Jaś dzielnie pokonał 300 metrową górkę wywracając się tylko raz. Gdy upadł zapytał – „czy ja mam złamaną nogę?”. altBardzo mnie tym pytaniem rozbawił. Po prostu „zapatrzył się” na drugiego dziadka, jak ten nic nie musi robić, wszyscy koło niego skaczą, przynosząc co zamówi i nie musząc męczyć się na nartach... Ale nie, nie złamał nogi oczywiście. Wjechaliśmy ponownie krzesełkiem i Jaś pokonał stok drugi raz, świadomie dojeżdżając w wyznaczone miejsce. Potem… zrobiła się godzina 16.oo i trzeba było opuszczać stok. W hotelu bezmyślnie go spytałem – „ Jasiu czy pojedziesz w przyszłym roku z dziadkiem na narty?” TAK, powiedział Jaś i… ugotował mnie tym zupełnie. Muszę w przyszłym roku z nim jechać, a już przecież nie miałem jeździć na nartach. I co warte jest komsomolskie słowo? Nic (to wiemy od dawna). Ważne jest jednak to, że we mnie, który udawał takiego „macho”, co to go wnuki nie koniecznie interesują, nagle coś zmiękło. Poczułem wielką dumę i radochę, że to w końcu MOJE GENY pokonały stok góry i mało tego, chcą to ze mną robić nadal. Co to się porobiło? Muszę już od dziś zbierać kasę na ten przyszłoroczny wyjazd… Czego to się nie robi dla wnuków – WSZYSTKO!!

 

Dziadek Jasia - Stefan

Poprawiony: wtorek, 07 stycznia 2014 18:31