Czy zmierzamy ku epidemii? Drukuj Email
Wpisany przez Zofia Zubczewskia   
niedziela, 29 kwietnia 2018 11:22

Czy zmierzamy ku epidemii? 

Choroby zakaźne najbardziej zagrażają niespełna dwuletnim dzieciom oraz seniorom, którzy przekroczyli 60. rok życia. Szczepienia przeciwko tym chorobom można nazwać ofiarami własnego sukcesu. Okazały się bowiem tak skuteczne, że nie wiemy już dzisiaj jak się „drzewiej ” chorowało na, przykładowo, koklusz, odrę czy, nie daj Boże, polio. Rośnie zatem przekonanie, że choroby te nam już nie grożą. Tymczasem one trwają w ukryciu, czekając aż jeszcze bardziej spadnie liczba niezaszczepionych osób. Wtedy pokażą nam co potrafią. Może to się stać już za sześć lat.

 

Sama nie wiem od czego zacząć ten artykuł. Może od deklaracji, że jestem zwolenniczką szczepień ochronnych. Jako babcia szczepię się co roku przeciwko grypie ( szczepionkę tę seniorzy warszawscy mają za darmo od Pani Prezydent), w zimie kupiłam sobie szczepionkę przeciwko odkleszczowemu zapaleniu mózgu (ponieważ przez pół roku mieszkam na Mazurach), a po konferencji prasowej poświęconej szczepionkom zamierzam zaszczepić się przeciwko pneumokokom ( niestety, muszę zapłacić). Dodam na koniec, że jestem całkowicie odporna na akceptację teorii spiskowych, mówiących o szkodliwości szczepień dzieci (innych teorii zresztą również, w tym tych związanych z katastrofami lotniczymi). Tak zatem, Drodzy Czytelnicy, skoro już wiecie z kim macie do czynienia w temacie szczepień, przeczytajcie czego się dowiedziałam na seminarium zorganizowanym w kwietniu 2018 roku przez Fundację Watch Health Care.

Skutki uboczne

Każdy lek, więc także szczepionki, mają działania uboczne. Nawet zioła, nawet aspiryna... Pan profesor dr hab. n.med. Andrzej Radzikowski z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego powiedział na seminarium, że właśnie od omawiania skutków ubocznych szczepień rozpoczyna każdą rozmowę z rodzicami małego dziecka. – Oczywiście mogą być takie skutki – wyjaśnia. – Należą do nich opuchlizna w miejscu podania szczepionki, podwyższona gorączka, spadek apetytu, marudzenie. Trzeba być na nie przygotowanym.
A jakie są „skutki uboczne” nie zaszczepienia dziecka, na przykład, na krztusiec (koklusz)? – pyta następnie. I odpowiada: przebycie choroby w jej pełnym wymiarze. Pojawią się wówczas wyczerpujące ataki duszącego kaszlu, utrzymujące się przez wiele dni. Zdarza się, bardzo rzadko, że nie zaszczepione niemowlę umiera na krztusiec z powodu zatrzymania oddechu. A czym grozi odra – jedna z najgroźniejszych chorób wieku dziecięcego? W normalnym przebiegu trzydniową gorączką, przekraczającą 39 stopni. Gorączka ta już sama w sobie jest niebezpieczna, a do niej dochodzą zagrożenia powikłaniami takimi jak zapalenie płuc, opon mózgowych, mięśnia sercowego itp. Na drugiej szali tego rodzaju skutków „naturalnego” chorowania na odrę, czy też inną chorobę zakaźną leżą spuchnięta rączka oraz marudzenie – opowiada cierpliwie Pan Profesor, i pyta co rodzice wybierają. Z reguły wybierają szczepienie, a po nim są zaskoczeni, że nie było żadnego marudzenia, czyli skutków ubocznych spowodowanych przez szczepionkę. Pana Profesora to nie dziwi. Wiadomo przecież nie od dziś, że współczesne szczepionki mają wyśrubowaną jakość. Są sprawdzane jak żadne inne leki. Na przykład bezpieczeństwo szczepionki przeciwko pneumokokom zostało przetestowane na ponad 40 000 przypadków. Nawet jeśli dziecko zachoruje na chorobę przeciwko której przyjęło szczepionkę, to choroba będzie miała łagodny przebieg, nie wystąpią powikłania. Dlaczego? Dlatego, że w szczepionkach znajdują się znacznie osłabione wirusy lub tylko elementy ich struktury, wystarczające jednak do tego, by wywołać odporność.
Przeciwnicy szczepień twierdzą, że szczepionki osłabiają, względnie obciążają układ odpornościowy człowieka, zwłaszcza dziecka. W rzeczywistości jest odwrotnie – szczepienie wzmacnia ochronę immunologiczną – przypomniał inny prelegent, dr n. med. Paweł Grzesiowski, sekretarz Pediatrycznego Zespołu Ekspertów do spraw Programu Szczepień Ochronnych przy Ministerstwie Zdrowia. Dzięki szczepieniu we krwi człowieka krążą gotowe przeciwciała, przygotowane do unicestwienia mikrobów chorobotwórczych. Zaszczepiony człowiek może nawet nie widzieć, że zetknął się z chorobą zakaźną, gdyż tak szybko rozprawił się z nią jego układ odpornościowy. Szczepienie na całe życie zabezpiecza przed zachorowaniem (na ogół, gdyż są szczepionki, które trzeba przyjmować po kilku latach w dawkach tzw. przypominających), a co ważniejsze zabezpiecza przed powikłaniami chorób zakaźnych. To właśnie te powikłania mogą być tak groźne, że kończą się śmiercią. Nawet zwykła ospa wietrzna, którą powszechnie uważa się za „niewinną” chorobę jest co roku przyczyną zgonu kilkorga dzieci w Europie Zachodniej oraz pojedynczych przypadków w Polsce. Ospa bowiem, choć ma łagodny przebieg, może obniżyć odporność organizmu nawet na wiele tygodni. Daje to łatwość rozwinięcia się innych infekcji – zapalenia płuc, dróg moczowych, zapalenia ucha.
Dziecko nie zaszczepione musi w pełni, że tak się wyrażę, zachorować na konkretną chorobę zakaźną, aby uzyskać odporność chroniącą je przed powtórnym zachorowaniem i jest zagrożone powikłaniami choroby. Szczepionka działa profilaktycznie. Daje odporność bez chorowania oraz usuwa zagrożenie powikłaniami.

Nie widoczny wróg

Napisałam we wstępie, że sukces szczepionek obraca się czasem przeciwko idei szczepień, ponieważ dzięki niemu czujemy się bezpiecznie, myślimy że chorób zakaźnych już nie ma. Podobnie złudne wrażenie daje nam fakt, że nie wiemy jak się dawniej chorowało na choroby zakaźne. Ja to jeszcze pamiętam. Chorowałam na koklusz. Zanosiłam się „piejącym kaszlem”, jak mówiła moja babcia, nakazując domownikom by w czasie tego kaszlu obserwowali czy nie sinieje. Jakbym zsiniała, trzeba było porządnie klepnąć mnie w plecy dla złapania oddechu. Dyfteryt (błonicę) przechorowałam w szpitalu, gdzie nikt nie mógł mnie odwiedzać. Na mamę mogłam patrzeć tylko przez okno. Nasze mieszkanie zdezynfekowały służby sanitarne. Choroby tej wszyscy się bali, gdyż mogła zakończyć się śmiercią (umierało 5 do 10% niezaszczepionych dzieci). Jeszcze większy strach budziła hajne – medina, jak mówiliśmy na ostre nagminne porażenie dziecięce, czyli polio. Babcia mojej klasowej koleżanki przyszła któregoś dnia pod okno naszego domu i zaczęła krzyczeć z daleka, że jej wnuczka zachorowała na hajne-medinę, że jest sparaliżowana, że nie wolno nam zbliżać się do ich domu. Widzę tę scenę bardzo wyraźnie, choć miałam wtedy jakieś 8 - 9 lat. Musiała być niesamowicie dramatyczna. Cała rodzina chorej została objęta kwarantanną, gdyż polio jest bardzo zaraźliwe. Nie wiem co się stało z tamtą dziewczynką. Pamiętam tylko, że nie wróciła do szkoły. Chorobę tę pierwsi opisali Jakob Heine i Karl Oskar Medin. Wywołuje ją wirus o nazwie polio, który atakuje rdzeń kręgowy. W latach 1951 – 59 w Polsce setki dzieci chorowało na polio (w USA tysiące). Choroba przeważnie kończyła się trwałym kalectwem, a nie rzadko śmiercią. W latach tych co roku na polio umierało 142 dzieci. Chorobę zatrzymała dopiero szczepionka. W 1994 roku WHO ogłosiła, że dzięki masowym szczepieniom USA jest wolne od polio. W Europie stało się to później, dopiero w 2015 roku. Czy to znaczy, że wirus polio zniknął z planety Ziemia? Nie. Istnieją jego rezerwuary w Etiopii, Afganistanie, Indiach, także Chinach przeważnie w krajach biednych, zwłaszcza ogarniętych wojną oraz w obozach dla uchodźców z takich krajów. Ostatnio przypadek polio zanotowano na Ukrainie. W związku z polio przypomniało mi się, że dobrym źródłem informacji o tym, jak wyglądał świat bez szczepień ochronnych są powieści. W 1959 roku Irena Krzywińska (tak, tak ta „Gorszycielka”) wydała wzruszającą książkę o chłopcu, który zachorował na chorobę Hajnego-Medina w powojennej Polsce. Przeczytajcie, przekonacie się jak to wyglądało. Powieść ta była dla mnie niczym reportaż o moich rówieśnikach, co zresztą jest bliskie prawdy, gdyż fabuła oparta została na faktach.
Jeśli chcecie natomiast wiedzieć, jak może wyglądać epidemia dżumy, przeczytajcie „Dżumę” Alberta Camusa. W Średniowieczu dżuma wybiła prawie połowę ludności zamieszkującej Europę (ok.50 milionów). I co myślicie, że choroba ta należy do zamierzchłej przeszłości? Nikt wam jeszcze nie odradzał podroży na Seszele? Od zeszłego roku dżuma szerzy się na Madagaskarze, skąd przeniosła się na Seszele właśnie, trafiając prosto do raju turystycznego. W dodatku występuje tam w groźniejszej formie niż średniowieczna „czarna śmierć”, w formie dżumy płucnej, która szerzy się droga kropelkową (tamtą roznoszą szczury), może zabić w ciągu 24 godzin, nie ma na nią szczepionki ( na tę drugą, dymieniczą, jest szczepionka). A współczesność znalazła dla zarazków dżumy całkiem nowe zastosowanie. Włączyła je mianowicie do arsenału broni biologicznej, gdyż łatwo się szerzy, ludzie są powszechnie na nią wrażliwi no i odznacza się wysoką śmiertelnością. Idealny napastnik.

Nowa sytuacja

Dla lekarzy obecnych na Seminarium było oczywiste, że działalność ruchów anty szczepionkowych jest szkodliwa. Dla mnie zresztą również jest to jasne. Gdy czytam w Internecie tytuł artykułu „Szczepienia – zbiorowe ludobójstwo” zaczynam wątpić w zdrowy rozsądek autora. Przecież choroby zakaźne zabijały masowo ludzi, gdy nie było szczepień. Argumenty na to bardzo łatwo jest znaleźć. Może więc jest tak, że choroby zakaźne szerzą się w biednych krajach, ogarniętych wojną, gdzie ludzie muszą żyć w niehigienicznych warunkach?
Na pewno łatwiej jest zachorować, gdy się jest niedożywionym i brudnym, ale trudniej, gdy mimo głodu oraz brudu jest się zaszczepionym, mówił na seminarium dr hab.n.med. Rafał Gierczyński NIZP-PZH. Zależność między warunkami życia, a zachorowalnością na choroby zakaźne jest taka, że w dobrych warunkach ludzie są lepiej chronieni, gdyż mają wyższą odporność na choroby i lepiej działa służba zdrowia, istnieje program szczepień ochronnych. A w złych – wszystko jest gorsze, albo całkiem do niczego. Jednak dobre warunki bez szczepień nie zabezpieczają nas przed chorobami zakaźnymi. Dobrym przykładem na to jest szerzenie się odry w ostatnich latach. Umarło na nią tyle mniej więcej dzieci ile mieści się pasażerów w dużym samolocie pasażerskim – mówił Pan Profesor Gierczyński. Gdyby samolot pełen dzieci spadł i rozbił się, cały świat oniemiałby z przerażenia. Ale gdy choroba zabiera pojedyncze dzieci, umierające w oddaleniu od siebie i nie jednocześnie, nie robi już wrażenia, to też ciągle się podważa zasadność szczepień ochronnych. Czy zatem jest tak, zapytał na koniec, że musi wybuchnąć epidemia abyśmy zrozumieli, że choroby zakaźne nie są wymysłem producentów szczepionek?
W 2010 roku pojawiły się opinie, że odry w krajach rozwiniętych nie ma. Zaczęto więc rezygnować ze szczepień, co promował bardzo mocno szerzący się ruch anty szczepionkowy. Aż nadszedł rok 2016. Świat usłyszał, że w Rumunii zachorowało 3400 osób, 17 spośród nich zmarło, w większości chorowały osoby nieszczepione. W następnym roku odra pojawiła się we Włoszech, potem także we Francji, Niemczech, Szwajcarii a więc w krajach, których nie można uznać za biedne. Obecnie lekarze przestrzegają , że my Polacy również jesteśmy zagrożeni odrą ponieważ stoi ona już na naszej granicy z Białorusią. Rośnie liczba przypadków na Ukrainie, tam zresztą całkiem załamał się system szczepień ochronnych, a przecież mamy ożywione kontakty z tymi krajami. I to jest właśnie nowe zjawisko w szerzeniu się chorób zakaźnych. Podróżujemy, odwiedzamy dalekie kraje, szybko przenosimy się z miejsca na miejsca i Polskę wizytują inni. Nie wiadomo jakich nieproszonych gości przewozimy w naszych organizmach. Jakie mikroorganizmy przybywają do nas. Sens szczepień nabrał nowego wymiaru. Na potwierdzenie tego spostrzeżenia wrócę znów do odry: pod koniec 2017 roku WHO ogłosiła Wielką Brytanię krajem wolnym od odry. Tymczasem pod koniec tego samego roku odnotowano 120 zachorowań na tę, pozornie nieobecną chorobę. Skąd się wzięła? Przyjechała na wyspę w organizmach nie zaszczepionych turystów. W ten oto sposób stworzyliśmy nową drogę szerzenia się chorób zakaźnych. Jest nią turystyka osób nieszczepionych.
Odra jest szczególnie niebezpieczna dla niemowląt, może spowodować ich śmierć. Dzieci przeciwko odrze można zaszczepić dopiero, gdy ukończą 13 miesiąc życia. Do tego czasu nie powinny stykać się z osobami nie zaszczepionymi, gdyż mogą się od nich zarazić.

Sytuacja w Polsce

Ciągle mamy dobre wyniki „wyszczepialności” – mówił na Seminarium dr n.med. Paweł Grzesiowski. Przekracza ona 90% co daje poziom tzw. odporności zbiorowej, chroniącej przed epidemią. Niestety rośnie liczba rodziców uchylających się od obowiązkowych szczepień ochronnych dzieci. W 2009 roku uchylających się od szczepień obowiązkowych było 3 tys. osób. W 2017 roku było ich już ok.30 tys. Gdy liczba nieszczepionych dzieci spadnie poniżej 90% wzrośnie realnie zagrożenie epidemią. Może to nastąpić już za sześć lat.

Ważne wiadomości dla seniorów.

Na Seminarium usłyszałam, że po 60. roku życia zapadalność na wiele chorób zakaźnych jest taka, jak u dwuletnich dzieci. Powinniśmy więc się szczepić, Drodzy Czytelnicy, podobnie jak nasze wnuczki oraz prawnuczki. Nawet padło między wierszami stwierdzenie, że powstaje program szczepień dla nas, seniorów. Czas jednak pędzi, a nie stoi, więc, żeby zdążyć wyrobić się ze wszystkim, zapytałam na seminarium na co należy zaszczepić się już teraz. Panowie specjaliści wymienili cztery choroby, które powinniśmy rozważyć jako naszych wrogów i ewentualnie zaszczepić się przeciwko nim. Oto one:
1.Grypa – nie będę o tej szczepionce pisać, gdyż wiele na jej temat wiadomo.
2.Pneumokoki. Pan Profesor Radzikowski powiedział, że mikroby te są najczęstszą przyczyna zgonu ludzi przewlekle chorych, walczących z nowotworami, o osłabionej odporności. Pneumokoki powodują zapalenia płuc, opon mózgowych, sepie i wiele innych ciężkich stanów zapalnych.
3. Di-Per-Te czyli szczepionka przeciwko tężcowi, krztuścowi i błonicy. Babciom i dziadkom zagraża przede wszystkim krztusiec. Nasza odporność nabyta w dzieciństwie już bowiem wygasła. Teraz możemy się zarazić od swych niezaszczepionych wnuków. Chorujemy wtedy, nawet ciężko na ostre zapalenie oskrzeli wywołane właśnie przez zarazki krztuśca. W dodatku zarazki te możemy nieświadomie przenieść na niemowlęta, jeszcze nie zaszczepione co jest dla nich bardzo niebezpieczne.
4.Półpasiec – o nim będzie ciekawie i trochę dłużej.
Ospę wietrzną i półpasiec wywołują te same wirusy. Przenoszą się one łatwo między ludźmi, tzw. drogą kropelkową. Przebycie ospy wietrznej uodparnia na całe życie ale wirusy tej choroby nie giną całkowicie. Trwają uśpione w komórkach nerwowych organizmu człowieka i w chwili osłabienia odporności mogą się reaktywować, wywołując półpasiec. Na półpasiec można zachorować nawet kilkakrotnie. Inna jest sytuacja osoby, która zaszczepiła się na ospę. Szczepionka chroni ją również przed półpaścem, ponieważ zawiera wirusy atenuowane, czyli odzjadliwione. Mają one znacznie obniżoną zdolność do wywoływania choroby. Wirusy te bardzo rzadko „budzą się” czy też reaktywują .


Nie brońmy się więc przed szczepieniami, gdyz to one nas bronią a teorie spiskowe włóżmy między bajki.


Tekst: Zofia Zubczewska
Zdjęcia: Stefan Zubczewski

Poprawiony: niedziela, 29 kwietnia 2018 12:15