Białoruś - śladami historii Drukuj Email
Wpisany przez Marek Biziuk   
sobota, 24 sierpnia 2013 07:08

Białoruś - śladami historii


Wycieczkę na Białoruś, a szczególnie do Grodna, planowałem już od dawna. Urodziłem się przecież 36 km od tego miasta, jednego z najstarszych w tym rejonie Europy, porównywalnie do Krakowa i Kalisza. To 300 000 obecnie miasto datuje swoją historię od czasów prehistorycznych. Już w IX/X w., podbite przez Normanów, odgrywało dużą rolę w zaopatrywaniu państw skandynawskich w zboże.

Grodno często zmieniało gospodarzy: Jadźwingowie, Rusini, Litwini, królowie Halicza, Krzyżacy, Tatarzy, Polacy, Szwedzi, wreszcie Rosjanie i Białorusini. Pod koniec XIV w., w trakcie walk Witolda z Jagiełłą, było zajęte przez sojusznika Witolda, znanego skądinąd mistrza krzyżackiego Konrada Wallenroda. Po bitwie pod Grunwaldem często bywał tutaj Jagiełło, polując w okolicznych lasach. Miasto związane jest także z Kazimierzem Jagiellończykiem, którego właśnie w Grodnie koronowano na króla Polski po śmierci Władysława Warneńczyka i który umarł tu w 1492 r. Tu zmarł także jego syn, św. Kazimierz, a także dużo później Stefan Batory (1586). W mieście przebywali także często Aleksander Jagiellończyk, Zygmunt Stary, Bona, Zygmunt August, czy wreszcie Stanisław August Poniatowski, który tutaj podpisał abdykację w 1795, a wyjechał do St. Petersburga dopiero po śmierci Katarzyny. Tu odbywały się sejmy, w tym rozbiorowy w 1792, tu swą siedzibę miała Konfederacja Targowicka, a wszystkim tym smutnym okolicznościom towarzyszyły wystawne bale, wydawane przez arystokrację, króla i ambasadora rosyjskiego Sieversa. Z Grodnem związane są jeszcze dwie inne ważne osoby: Tyzenhauz, któremu miasto zawdzięcza rozwój gospodarczy oraz wiele budowli, a także Eliza Orzeszkowa, która przez wiele lat mieszkała tutaj i tutaj zmarła w 1910 r. Ucieszyłem się więc bardzo gdy powstał projekt rodzinnej wycieczki (6 osób) na zaproszenie wspaniałej i przeuroczej Marii, pełniącej funkcję dyrektorki Teatru Lalek w Grodnie (fot. z lewej).
Grodno zaskoczyło mnie pozytywnie pięknie odnowionymi licznymi zabytkami, nowymi kościołami i cerkwiami, czystością ulic i porządkiem. Na podkreślenie zasługują starannie wykoszone pobocza dróg. Malownicze położenie na wyżynie na prawym i lewym brzegiem Niemna (fot. z prawej), z głębokim jarem utworzonym przez potok Horodniczanka, przecinającym prawobrzeżne miasto, sprawia, że jest to jedno z najładniejszych miast jakie widziałem. Do nieprawdziwych stereotypów rozpowszechnianych przez media można zaliczyć brud, przestępczość, nieuprzejmość mieszkańców, gnębienie katolików i słabe zaopatrzenie sklepów. Świetnie zaopatrzone są także bazary, gdzie można kupić praktycznie wszystko. Mnie zaintrygowała malownicza postać ulicznego sprzedawcy suszonych ryb. Niektóre ceny, szczególnie towarów luksusowych, są jednak zbyt wysokie dla Białorusinów, których średnie zarobki wynoszą ok. 200-250 EUR, ale dla nas są raczej przystępne, jeśli nie wręcz niskie. Większość produktów spożywczych jest bardzo smaczna, chleb przywiozłem sobie nawet do Polski, pyszny i tani kwas chlebowy świetnie gasił pragnienie, bo akurat trafiliśmy na upały (powyżej 30 oC), smaczny nabiał (sery, twarożki), smaczne wódki (piercowka z miodem, żurawinówka oraz ziołowe balsamy), słodycze i tradycyjne pielemienia. No cóż, to prawie moje strony, więc i kuchnia była jak z dzieciństwa.
Burzliwe losy Grodna sprawiły, że do dzisiaj jest to miasto wielokulturowe, chlubiące się zabytkami z wielu epok. Najstarszym zabytkiem (XI w) jest cerkiew na Kołoży (nazwa pochodzi od dzielnicy Kołoża w Pskowie, skąd Witold osiedlił tu jeńców). Niestety, połowa cerkwi (fot. z lewej) runęła podmyta przez Niemen i do starej części, zbudowanej z płaskiej cegły z wmurowanymi olbrzymimi głazami polnymi, dobudowano część drewnianą. Oryginalne są garnki/głośniki wmurowane w ściany, poprawiające akustykę wnętrza. W cerkwi trafiliśmy na prawosławny ślub z carskimi koronami i pięknymi śpiewami. Ponieważ był to piątek, następne pary już czekały w kolejce w fantazyjnie zdobionych samochodach. Nie jest to jedyna prawosławna cerkiew. Widzieliśmy kilka nowo zbudowanych i budujących się cerkwi, a ze starych - leżącą w pobliżu zamku cerkiew Narodzenia Najświętszej Marii Panny wraz żeńskim klasztorem z pięknie zdobioną kopułą (niestety, nie trafiliśmy na nabożeństwo, a tylko wtedy jest otwarta). Zwiedziliśmy za to leżącą tuż przy Muzeum Orzeszkowej (fot.z prawej) cerkiew Pokrojską bogato wyposażoną w ikonostaty i fantastycznie ozdobioną freskami (fot. z lewej).
Najwspanialsze są jednak kościoły, których, mimo wielu zburzonych, pozostało w Grodnie sporo. Największy to barokowa pojezuicka fara, której 2 wieże wznoszą się majestatycznie nad Rynkiem (dawny Plac Batorego, obecnie Plac Sowiecki), którego budowę rozpoczął Batory. Kościół przypomina słynny jezuicki kościół Il Gesu w Rzymie, ma bardzo bogaty wystrój, a najcenniejszym elementem wyposażenia jest kaplica z cudownym obrazem Matki Boskiej Studenckiej. Obok kościoła stoi dawna apteka jezuicka, działająca od 1687 r., a także Batorówka, wybudowana dla króla Batorego w XVI w, w której odbywały się sejmy stale zrywane przez liberum veto, a także trybunał litewski. Obecnie mieszczą się tu sklepy, zresztą cały Rynek zajęty jest przez kiermasze handlowe, zasłaniające stojący po przeciwnej stronie ratusz oraz pałac Druckich-Lubeckich (później Sapiechów), gdzie w 1794 odbywały się huczne bale stronników konfederacji targowickiej. Po drugiej stronie Rynku wznosi się kościół i klasztor Bernardynów (Znalezienia św. Krzyża), którego budowa trwała ponad 100 lat, od czasów Aleksandra Jagiellończyka (1494) po Zygmunta III, gdy wojska polskie wracające z wyprawy na Moskwę (1595) złożyły na ukończenie kościoła po 4 talary od konia, a ks. Lew Sapieha dał 3000 talarów. Tu brała ślub Eliza Orzeszkowa. W klasztorze odbywały się sejmiki szlachty z Powiatu Grodzieńskiego (bardzo burzliwe o czym świadczy dokument obciążający sejmik 300 zł odszkodowania za połamane ławki), po 1831 był tu obóz jeńców polskich, potem składy wojskowe, w okresie międzywojennym szkoła żeńska, a obecnie seminarium duchowne. Z dziedzińca przed kościołem widok na nowy teatr zbudowany na ruinach klasztoru Bernardynek (późniejszej prawosławnej cerkwi Borysa i Hleba). Budynek teatru wciąż osiada ze względu na zapadanie się krypt w podziemiach dawnego klasztoru. Dla nas najbardziej sentymentalna była wizyta w kościele Franciszkanów, w którym moja mama trzymała do chrztu mojego ciotecznego brata Jurka (brata Zbyszka, którego rodzice, a moje wujostwo, mieszkali w Grodnie przed wojną), a nasza gospodyni, Maria, chrzciła tu swoich synów. Obowiązkowo zrobiliśmy sobie zdjęcie: Maria, Zbyszek i ja. Kościół znajduje się po drugiej stronie Niemna na Przedmieściu Zaniemeński, nad którym góruje fabryka papierosów Niemen, obok której mieszkała z rodziną nasza ciocia Julia. Z kościoła, położonego na wysokiej skarpie, piękny widok na Grodno ze Starym i Nowym Zamkiem, farą, teatrem, kościołem Bernardynów, starym browarem leżącym już nad samym Niemnem i mostem (przed wojną most Piłsudskiego). Był to widok na trasę naszego pierwszego nocnego spaceru po przyjeździe.
Architektoniczną kroniką historii Grodna jest Stary Zamek wznoszący się na krawędzi wzgórz nad Niemnem oraz nad głębokim parowem, połączony wysokim mostem (fot. z prawej) z Nowym Zamkiem (fot. z lewej) leżącym po drugiej stronie parowu . Znowu zapierający dech w piersi widok na Niemen i Przedmieście Zaniemeńskie. Zamek stał tu już w X i XI w, ale ciągłe najazdy Krzyżaków, Tatarów i Rusinów sprawiły, że zamek był wciąż niszczony i odbudowywany. Obecny zamek, początkowo wzniesiony przez Witolda jako gotycki, został przebudowany przez Batorego w stylu renesansowym (Batory umarł tu w 1582 r), a następnie barokowym. Odbywały się w nim posiedzenia sejmu, a później, za okupacji rosyjskiej były tu koszary z kasynem. Nowy Zamek był świadkiem najsmutniejszych momentów w historii Polski, sejmu niemego, II i III rozbioru oraz abdykacji Stanisława Augusta Poniatowskiego (przebywał tu od 1793 do0 1797). W zamku mieścił się później rosyjski szpital wojskowy, a za władzy radzieckiej przyozdobiono go wątpliwej urody iglicą z gwiazdą. Teraz mieści się tu muzeum z wieloma polonikami. Rozbawił nas dokument dotyczący prac hydraulicznych w szpitalu przy Królikarni z wyszczególnieniem co i za ile ma być zrobione.
Niedaleko zamków znajduje się Dom Straży Pożarnej z wysoką wieżą oraz synagoga z 1620 r, będąca w trakcie renowacji. Maria załatwiła nam jednak wejście do środka. Imponujące wnętrze ze znajdującą się wewnątrz wystawą rzeźby ze szkła oraz niewielkim muzeum związanym, m.in. ze znajdującym się w pobliżu w czasie II wojny gettem. Przed wojną w Grodnie było 42 % Żydów, 44 % katolików i 12 % prawosławnych oraz 1 % ewangelików. Neogotycki kościół ewangelicki znajduje się w innej części miasta, niedaleko Ogrodu Botanicznego, obok secesyjnego gmachu dawnego Męskiego Gimnazjum Państwowego im Adama Mickiewicza, obecnie Uniwersytetu Grodzieńskiego. Teren ten, wraz z Placem Tyzenhauza i jego pomnikiem (obowiązkowe zdjęcie z tym jednym z najbardziej zasłużonych dla Grodna człowiekiem), z bardzo ładnie utrzymanym Ogrodem Miejskim (dawnym parkiem przy pałacu Tyzenhauza), leży po drugiej stronie parowu Horodniczanki, niedaleko ostatnio zbudowanej nowoczesnej stacji kolejowej. Pałac Tyzenhauza był siedzibą carskich ambasadorów (Sieversa), gubernatorów, w tym Murawiewa oraz Repnina, nadzorcy Stanisława Augusta. Rosjanie spalili go w 1915 r opuszczając miasto. Bardzo dużo innych budynków w tej części miasta związana jest z działalnością Tyzenhauza: dawne fabryki, później budynki Towarzystwa Dobroczynności, domy dla pracowników fabryk, a także Tatr Tyzenhauza (Miejski), zbudowany ok. 1770 r z inicjatywy Tyzenhauza, w którym obecnie znajduje się Teatr Lalek (fot. z prawej), królestwo naszej Marii. W teatrze tym dawał przedstawienia Bogusławski, potem teatry rosyjskie, a także klub artystyczny „Muza" powstały przy współpracy Elizy Orzeszkowej. Piękne wnętrza, z wspaniałymi kryształowymi żyrandolami z fabryk Tyzenhauza, zostały niedawno odnowione. W pobliżu znajduje się budynek Akademii mieszczący kiedyś Instytut Lekarski i szkołę kadetów, dawny teatr żołnierski, dawna siedziba klubu Cresovia oraz dawny pałac Walickich, byłych właścicieli pobliskich Jezior, podobno wybudowany za pieniądze wygrane w karty w Paryżu. Oprócz tego odwiedziliśmy pobliskie kameralne muzeum w dawnym domu Orzeszkowej oprowadzani przez uroczą przewodniczkę (a także później jej grób na całkiem nieźle utrzymanym cmentarzu katolickim) oraz jej skromny pomnik.
Nasz pobyt w Grodnie to nie tylko zwiedzanie. Zakupy na ul. Sowieckiej (daw. Dominikańskiej), piwo i pielemienie tamże, wizyta w urzędzie w celu obowiązkowego zameldowania itp. Byliśmy na koncercie jazzowym zorganizowanym przez konsulat litewski w dawnym folwarku Tyzenhauza, gdzie spotkaliśmy przedstawicieli konsulatu polskiego. Folwark jest położony nad sztucznym zalewem, Jeziorem Jubileuszowym, w którym mieliśmy okazję wcześniej zanurzyć swoje zmęczone zwiedzaniem i spocone ciała. Niezła plaża z łagodnym zejściem i piaszczystym dnem. Jak wspaniale smakowało Lidovskie piwo. Jeszcze większe wrażenie zrobiła jednak późniejsza kąpiel przy świetle księżyca w Świtezi pod Nowogródkiem, gdy wracaliśmy z wyprawy do Nieświeżu i Miru. Na koncercie (piwo + orzeszki) poznaliśmy ekipę polskich rzeźbiarzy, którzy przebywali na plenerze w pobliskiej Koropczycy. Zaprosili nas do siebie i odwiedziliśmy ich w tym ośrodku, gdzie, poza pięknymi rzeźbami w drewnie z tego i poprzednich plenerów, można było podziwiać zwierzęta, zarówno domowe, jak i dzikie (nawet kangura) w naturalnych warunkach. Międzynarodowa ekipa rzeźbiarzy miała za zadanie wyrzeźbić ławeczki; każdy z nich ławeczkę związaną z inną sławną postacią związaną z Grodnem. Teren wykorzystywany jest rekreacyjnie przez mieszkańców Grodna (odpłatnie), a w weekendy odbywają się tu wesela. Z krótkich wypadów z Grodna należy jeszcze wspomnieć wzruszającą wizytę w Chlebowiczach, dawnym zaścianku szlacheckim, gdzie mieszka matka Marii hodując kury i świnie, uprawiając pomidory, ogórki, ziemniaki i paprykę. To stąd pochodziły jajka, ogórki, pomidory i wspaniała solona słonina, którymi obżeraliśmy się w trakcie pobytu w Grodnie. Starsza pani miała łzy w oczach rozmawiając z nami płynnie po polsku i wspominając swoją młodość.
Najdalszą wyprawą była wycieczka do Nieświeżu i Miru, pałaców Radziwiłłów oraz Nowogródka, gdzie urodził się i był ochrzczony Mickiewicz. Dom Mickiewicza położony jest w malowniczym parku, a w kościele, gdzie był ochrzczony sfotografowaliśmy chrzcielnicę i pamiątkową tablicę. Obok kościoła wznoszą się ruiny zamku z czasów Mindoga (XIII w), który był tu koronowany na Wielkiego Księcia Litwy osobiście przez papieża Inocentego IV. Nowogródek był wtedy stolicą Wielkiego Księstwa Litewskiego. Olbrzymie wrażenie robią oba pałace Radziwiłłów, odbudowane z pietyzmem i bogato wyposażone, szczególnie pałac w Nieświeżu z XVI w, zbudowany w stylu renesansowo-barokowym w 1582 przez marszałka wielkiego litewskiego Mikołaja Krzysztofa Radziwiłła (Sierotkę). Ciekawą postacią zamieszkującą dobra nieświeskie był Karol Stanisław Radziwiłł (Panie Kochanku), przeciwnik Stanisława Augusta Poniatowskiego, znany z przepychu i rozpustnego życia. Zamek był często rabowany przez Rosjan, w czasie wojny północnej także przez szwedzkiego Karola XII. Pomiędzy 1881 a 1886 r. posiadłość powróciła w ręce Radziwiłłów i nastąpiła gruntowna renowacja dokonywana przez księcia Antoniego Radziwiłła i jego francuską żonę Marię de Castellane. Oni także zaprojektowali park o charakterze krajobrazowym w stylu angielskim. Posiada on powierzchnię ponad 1 km². W dwudziestoleciu międzywojennym nieświeski zamek zasłynął ze spotkania marszałka Józefa Piłsudskiego z polskimi arystokratami. W sali kominkowej pałacu w Nieświeżu w październik 1926 roku został wydany przez Radziwiłłów bankiet na cześć Józefa Piłsudskiego. Do tego spotkania doprowadził m.in. Stanisław Mackiewicz, który tak opisywał wnętrza zamku w Nieświeżu: "Olbrzymie zamczysko składało się z sal ozdobionych setkami radziwiłłowskich portretów, setkami zbroi i rozwieszonymi pasami słuckimi. Światła świec, niespokojne i nastrojowe, kładły się na kolorach odwiecznych portretów, odbijały się blaskami w zbrojach". W tym czasie na zamku znajdowało się około 2.000 kompletów zbroi, setki bezcennych obrazów, kolekcji przeróżnych eksponatów, pamiątki rodzinne Radziwiłłów. Bardzo ważną budowlą Nieświeża jest połączony z zamkiem kościół jezuitów pw. Bożego Ciała, zbudowany w latach 1587 - 1603. Stanowi on mauzoleum 102 członków rodziny Radziwiłłów. Każda wykonana z brzozy trumna jest oznaczona rodowym herbem Trąby. Oprócz kunsztownych nagrobków we wnętrzu można zobaczyć późnobarokowe freski wykonane około 1760 r. oraz wyrzeźbiony w 1583 r. przez weneckich rzeźbiarzy ołtarz przedstawiający Jezusa ukrzyżowanego. Zamek w Mirze, zbudowany w stylu gotyckim, pochodzi z przełomu XV i XVI wieku. Radziwiłłowie przebudowali go w stylu renesansowym. To tu Karol Stanisław Radziwiłł (Panie Kochanku) urządzał swoje wyuzdane przyjęcia, a ślady tego można odnaleźć w zdobieniach, szczególnie scenach przedstawianych na arrasach. W 1895 Radziwiłłowie sprzedali go Mikołajowi Światopełk-Mirskiemu, herbu Białynia i to sarkofagi tej rodziny znajdują się w pobliskiej niewielkiej cerkwi, mauzoleum tej rodziny.
Na zakończenie słów kilka o przejeździe pociągiem z Sokółki do Grodna. Koszt niewielki (ok. 19 PLN), a atrakcji sporo. W drodze do Grodna można było popatrzeć na starsze kobiety zadzierające kiece, żeby schować pieniądze w majtki, a w drodze powrotnej gwałtowne ruchy facetów z kartonami papierosów szukających chyba miejsc na ich ukrycie. W Kuźnicy, po opróżnieniu pociągu z pasażerów, przez 80 minut celnicy szukali przemytu podnosząc ławki i rozkręcając wszystko co było do rozkręcenia. Nie wiem czy coś znaleźli, ale jak wsiadłem ponownie bardzo mi się badawczo przyglądali, jakbym miał zamiar coś odzyskać. Nigdzie jednak mnie nie kontrolowano.
Podsumowując, Białoruś ma niezmiernie dużo pamiątek z polskiej historii, które warto zobaczyć, ma niezłe drogi, jest czysta i dobrze zaopatrzona, chociaż nie na wszystko jej mieszkańców jest stać. Zarobki są dużo niższe niż u nas, a ceny dosyć podobne. Warto tam pojechać. Przecież to tak blisko.

Marek Biziuk

Dziękujemy za przysłany tekst - redakcja Babci Polki


Poprawiony: wtorek, 07 stycznia 2014 16:01