Kayah i Rinke Rooyens pojednani po latach. Poruszające wyznania byłych małżonków
Wpisany przez S.Z.   
sobota, 13 czerwca 2026 10:35

Kayah i Rinke Rooyens pojednani po latach. Poruszające wyznania byłych małżonków

W najnowszym odcinku podcastu „Kayah Zaprasza” w RMF Classic doszło do spotkania, na które wielu czekało od lat. Gościem Kayah został jej były mąż Rinke Rooyens. W niezwykle osobistej rozmowie para wraca do swojej historii miłości, wychowywania syna Rocha, trudnych doświadczeń rodzinnych, walki z uzależnieniem, śmierci bliskich i relacji, którą mimo rozwodu udało im się ocalić. To opowieść o dojrzałości, wzajemnym szacunku i tym, że niektóre więzi są silniejsze niż życiowe zakręty.

To jedna z tych rozmów, które wymykają się prostym definicjom. Choć Kayah i Rinke Rooyens od lat nie są już małżeństwem, w podcaście „Kayah Zaprasza” pokazują, że można zakończyć związek, nie tracąc wzajemnej życzliwości, szacunku i bliskości.

Byli partnerzy wracają do początków swojej relacji, wspominają wspólne życie i wychowywanie syna Rocha, ale przede wszystkim opowiadają o tym, jak udało im się przejść od rozstania do prawdziwej przyjaźni. W rozmowie nie brakuje wzruszeń, szczerości i zaskakujących wyznań.

„Ja cię zawsze kocham. Jesteś w moim sercu teraz i zawsze” – mówi do Kayah Rinke Rooyens.

Producent telewizyjny po raz pierwszy tak otwarcie opowiada także o swojej przeszłości. Wspomina trudne dzieciństwo w Holandii, skomplikowane relacje rodzinne, samobójczą śmierć matki oraz wieloletnią walkę z uzależnieniem od alkoholu. Nie ukrywa, że przyjazd do Polski i spotkanie Kayah były jednym z najważniejszych momentów jego życia.

Jednym z najmocniejszych tematów rozmowy jest jednak to, co wydarzyło się już po zakończeniu ich związku. Oboje przyznają, że dobro syna zawsze było dla nich najważniejsze, a czas pozwolił zbudować nową jakość relacji.

„Gdzie jest tak, że była żona jest zapraszana na ślub swojego byłego męża? To jest bardzo rzadkie, naprawdę” – mówi Kayah.

W podcaście pojawia się również wiele osobistych wspomnień o rodzicielstwie, rodzinnych kryzysach, marzeniach i życiowych lekcjach. Rinke opowiada także o projektach społecznych, które realizował przez lata, pomagając osobom w kryzysie bezdomności, więźniom czy podopiecznym hospicjów.

„Jeśli mogę coś komuś dać, to chcę to robić. W tym widzę sens” – podkreśla.

Choć rozmowa dotyka trudnych tematów, pozostawia słuchaczy przede wszystkim z poczuciem nadziei. To historia o tym, że nawet po największych życiowych zakrętach można odnaleźć spokój, odbudować relacje i nauczyć się patrzeć na przeszłość bez żalu.

RINKE ROOYENS GOŚCIEM KAYAH W PODCAŚCIE RMF CLASSIC

Kayah: Hej kochani. Witam w moim autorskim programie „Kayah zaprasza”. Dzisiaj moim gościem jest człowiek, który zrewolucjonizował telewizję w Polsce, wizjoner, producent i człowiek o wielkim sercu. Rinke Rooyens, dziękuję, że znalazłeś dla mnie czas.

Rinke Rooyens: Dziękuję. Właśnie wróciłem z Holandii, gdzie realizuję „The Floor”. To dla mnie wyjątkowy czas, bo mogę znów pobyć w rodzinnym domu i spędzić więcej czasu z tatą.

Kayah: Twój tata, Bob Rooyens, był legendą telewizji.

Rinke Rooyens: Tak. Był jednym z najważniejszych reżyserów telewizyjnych w Holandii. Tworzył programy także w Niemczech i Rumunii, zdobywał nagrody w Montreux. Był artystą z prawdziwego zdarzenia. Ostatnio przygotowaliśmy projekt oparty na kadrach z jego dawnych programów. Powstała wystawa i materiał wideo przypominający jego dorobek. To było bardzo wzruszające.

Kayah: Wasza relacja nie zawsze była łatwa.

Rinke Rooyens: Kiedy wyjechałem do Polski, przez trzy lata praktycznie nie mieliśmy kontaktu. Tata uważał, że porzucam karierę w Holandii. Dziś patrzę na to inaczej. Ostatecznie ten wyjazd okazał się jedną z najlepszych decyzji w moim życiu, a nasza relacja bardzo się odbudowała.

Kayah: Polska była obecna w twoim życiu jeszcze zanim tu zamieszkałeś. Fascynowała cię Solidarność.

Rinke Rooyens: To prawda. Był początek lat osiemdziesiątych. W holenderskim radiu bardzo dużo mówiło się o Polsce. Pamiętam dyskusje o stanie wojennym, obrazy czołgów na ulicach i ogromne napięcie związane z sytuacją w Europie Wschodniej. W tamtym czasie oglądałem też „Gandhiego” i w pewnym sensie postrzegałem Lecha Wałęsę jako podobny symbol walki o wolność.

Kayah: Spotkałeś go później osobiście.

Rinke Rooyens: Tak, pojechałem z tatą na uroczystość, podczas której miałem okazję go poznać. Najbardziej zależało mi wtedy na autografie dla ojca. Wałęsa okazał się niezwykle serdeczny.

Kayah: Dużo mówimy o twoim tacie, ale była też twoja mama, Maria Sigrid Habraken. Aktorka, wielka gwiazda.

Rinke Rooyens: Była bardzo piękną kobietą i świetną aktorką. Rodzice po rozstaniu często nie potrafili się ze sobą porozumieć, ale wcześniej tworzyli bardzo intensywny związek. Nie powiedziałbym, że tata był zazdrosny o jej sukcesy zawodowe. Raczej o to, że była po prostu niezwykle atrakcyjną kobietą.

Kayah: Twoje dzieciństwo nie należało do najłatwiejszych.

Rinke Rooyens: Było trochę życiem między dwoma światami. Mama pracowała jako aktorka, więc raz miała dużo pracy, a raz mniej. Często opiekowali się nami znajomi. W dużej mierze zajmowałem się też młodszą siostrą, Rucią. Dziś widzę, jak pewne schematy potrafią się powtarzać w życiu. To doświadczenie bardzo mnie ukształtowało.

Rinke Rooyens: Mama później związała się z Hugo Clausem, jednym z najwybitniejszych belgijskich pisarzy. I wtedy w naszym życiu zaczął się kolejny bardzo ważny rozdział.

Kayah: Mama związała się później z Hugo Clausem, belgijskim pisarzem.

Rinke Rooyens: Tak. Jeżdżąc do niego do Belgii miała poważny wypadek samochodowy. Zasnęła za kierownicą. Po tym wypadku nie wróciła już do pracy. Żyła z zasiłku, wpadła w depresję i zaczęła mieć problemy z alkoholem.

Kayah: Czyli żyliście w dwóch różnych światach.

Rinke Rooyens: Trochę tak. Z mamą często było skromnie, a u taty w weekendy panował zupełnie inny świat. Miał pieniądze, sukces i wygodne życie. Paradoksalnie jednak mama zawsze mówiła o nim dobrze. Na moje urodziny opowiadała, jaki był wspaniały. To było dla mnie ważne.

Kayah: Byłeś też świetnym ojcem dla Rocha. Mam mnóstwo pięknych wspomnień z tamtego czasu.

Rinke Rooyens: Zależało mi, żebyśmy mieli dobre relacje, nawet jeśli nam jako parze nie wyszło.

Kayah: I mamy. W końcu byłam nawet na twoim ślubie.

Rinke Rooyens: Bo zawsze będziesz ważną częścią mojego życia.

Kayah: Ale z mamą wiąże się też najtrudniejszy moment w twoim życiu.

Rinke Rooyens: Tak. Mimo problemów mieliśmy też wiele szczęśliwych chwil. Dziś doceniam tamten czas. Może dlatego, że bieda uczy dostrzegać rzeczy ważniejsze niż pieniądze. Brałem jednak na siebie za dużo odpowiedzialności za mamę. Moja siostra do dziś ma do taty o wiele spraw pretensje. Ja już dawno wybaczyłem.

Kayah: Macie dziś kontakt?

Rinke Rooyens: Niewielki. Zawsze był raczej ograniczony. To także efekt tego, co wydarzyło się później.

Kayah: Mówisz o samobójstwie mamy.

Rinke Rooyens: Tak. To był dla mnie gigantyczny cios. Mama miała wcześniej próby samobójcze i problemy psychiczne. Łączyła leki z alkoholem. Tego dnia dzwoniła do mnie kilka razy, ale byłem w pracy i nie odebrałem. Wieczorem zadzwonił tata i powiedział, że nie żyje.

Kayah: Przez lata obwiniałeś się za to.

Rinke Rooyens: Bardzo długo. Pojawiło się ogromne poczucie winy. Zawsze byłem przeciwny alkoholowi, a potem sam zacząłem pić. Wpadłem w złe towarzystwo i przez lata zmagałem się z nałogiem.

Rinke Rooyens: Właśnie wtedy pojawiła się Polska. Pracowaliśmy nad „To było grane”. Przyjechałem tutaj, poznałem ciebie i zakochałem się. Dziś myślę, że ten wyjazd uratował mi życie.

Kayah: Bo nie wiadomo, jak potoczyłoby się dalej.

Rinke Rooyens: Dokładnie. Nasze spotkanie wszystko zmieniło. Byłem w Polsce trochę kosmitą.

Kayah: Totalnym. Inna energia, inny styl. Pamiętam twoje kolorowe ubrania i wielkie buty Buffalo.

Rinke Rooyens: A potem wszyscy tak chodzili.

Kayah: Uczyłeś nas stylu.

Rinke Rooyens: Mieliśmy wtedy niesamowity flow. Do dziś pamiętam podróż pociągiem do Krakowa.

Kayah: Wtedy dowiedzieliśmy się, że jestem w ciąży.

Rinke Rooyens: Tak. Pamiętam ten test i naszą radość.

Kayah: A wcześniej Ida Nowakowska powiedziała mi, że będę miała blondwłosego chłopca z loczkami. Do dziś mnie to zadziwia.

Rinke Rooyens: Ida jest wyjątkowa.

Kayah: A pamiętasz poród Rocha? Biegłeś po kamerę VHS i wpadłeś w zamknięte szklane drzwi.

Rinke Rooyens: Pamiętam. To było bardzo bolesne.

Kayah: Za to potem zaimponowałeś wszystkim pielęgniarkom. Sam wykąpałeś noworodka.

Rinke Rooyens: Wszystko wtedy było bardzo spontaniczne. Byliśmy zakochani, zdecydowałem się zostać w Polsce i zacząć tutaj nowe życie.

Kayah: Pamiętasz żarty z programu? „Jest pani w ciąży”. „O Holender!”.

Rinke Rooyens: Tak, pamiętam.

Kayah: Wróćmy jeszcze do twoich początków. Bardzo wcześnie zacząłeś pracę w telewizji.

Rinke Rooyens: Wszystko zaczęło się od mamy. Najpierw wysyłała mnie na castingi, choć nie miałem na to ochoty. W końcu dostałem rolę w wielkim projekcie Roberta Wilsona. Miałem trzynaście lat. Graliśmy w Rotterdamie i Paryżu.

Kayah: Mama była dumna.

Rinke Rooyens: Bardzo. I chyba właśnie wtedy zrozumiałem, jak bardzo potrzebuję uznania rodziców. Chciałem, żeby byli ze mnie dumni.

Kayah: I dokładnie to samo widzę dziś u Rocha. Tak jak ty zabiegałeś o uwagę taty, tak on zabiega o twoją.

Rinke Rooyens: Wiem.

Kayah: Jesteście trudnymi ojcami.

Rinke Rooyens: Być może trochę powielamy rodzinne schematy. Dziś mam bardzo dobre relacje z tatą, ogromnie go szanuję i staram się o niego dbać. Wiem też, że z Rochem będzie podobnie, choć musi jeszcze przejść przez własne doświadczenia.

Kayah: Ale Roch też miał swoje trudne momenty. Bardzo przeżywał rozstanie rodziców, jest niezwykle wrażliwy. Jako matka zawsze będę stała po jego stronie.

Rinke Rooyens: Oczywiście. Chodzi mi bardziej o coś innego. Ty dorastałaś w czasach, kiedy marzyło się o rzeczach, których nie można było mieć od razu. Dziś wiele dzieci dostaje wszystko natychmiast. Mam wrażenie, że czasem odbieramy im możliwość marzenia.

Rinke Rooyens: Kiedy zaczynałem pracę w Polsce, wszyscy wokół mieli ogromny głód działania. Ludzie chcieli realizować marzenia. Dziś często widzę, że praca jest tylko sposobem na zarabianie pieniędzy. Brakuje mi pasji.

Kayah: Pasji przede wszystkim.

Rinke Rooyens: Dokładnie. Kiedy jestem w studiu, nie czuję, że pracuję. To mój plac zabaw.

Kayah: Mówi się, że jeśli praca jest pasją, to właściwie nigdy nie pracujesz.

Rinke Rooyens: Tak. Dziś wszyscy tworzą content, ale brakuje rozmów, które naprawdę coś znaczą. Dlatego tak ważne były dla mnie projekty społeczne, choćby „Bądźmy razem” o osobach w kryzysie bezdomności.

Kayah: To była też forma autoterapii?

Rinke Rooyens: W pewnym sensie tak. Byłem gotowy na taką podróż. Miałem poczucie, że jeśli uda się pomóc choć jednej osobie, to warto. Do dziś mam kontakt z Pawłem z programu. Ułożył sobie życie, ma rodzinę, dzieci. To ogromna satysfakcja.

Kayah: Bardzo się w ten program zaangażowałeś.

Rinke Rooyens: Bo wierzyłem, że można komuś coś dać. Nie chodziło o ratowanie świata, tylko o pokazanie ludziom, że nie są sami.

Kayah: Byłeś już wtedy trzeźwy?

Rinke Rooyens: Tak. I to było dla mnie ważne. Wiedziałem z własnego doświadczenia, że można wyjść z uzależnienia. Dzięki temu byłem bardziej wiarygodny dla bohaterów programu.

Kayah: Podobnie było później z „Rinke za kratami”.

Rinke Rooyens: Tak. Pisałem listy do więźniów i opowiadałem im o swoim życiu. Chciałem stworzyć relację opartą na zaufaniu. Nie interesowała mnie sensacja. Bardziej ciekawiło mnie, jak wygląda codzienność po obu stronach więziennych murów.

Kayah: Jakie było twoje pierwsze wrażenie, kiedy wszedłeś do więzienia?

Rinke Rooyens: Oczywiście ciekawość. Spędziliśmy tam miesiące, dzień po dniu. Dzięki temu można było naprawdę poznać tych ludzi. Na początku budowaliśmy zaufanie, później rozmowy stawały się coraz bardziej szczere.

Rinke Rooyens: Właśnie takich programów trochę mi dziś brakuje. Nie chodziło o pokazywanie problemów dla samego problemu, ale o szukanie rozwiązań. Nie chciałem mówić: „zobaczcie, ilu jest bezdomnych”. Chciałem pokazać, że można z nimi rozmawiać, próbować pomóc, dawać szansę.

Kayah: Czyli bardziej wędka niż ryba.

Rinke Rooyens: Dokładnie. Oczywiście nie zawsze się udaje. Każda historia jest inna. Ale czasem wydarzały się rzeczy niezwykłe. W Warszawie wielu bohaterów programu naprawdę wyszło na prostą.

Rinke Rooyens: Ważne było też to, że spotykałem się z nimi poza kamerami. Jeździłem do nich po pracy. Pamiętam, jak Paweł pytał: „A gdzie ekipa?”. Odpowiadałem: „Nie ma ekipy. Przyjechałem do ciebie”. Wtedy wiedział, że nie chodzi tylko o telewizję.

Rinke Rooyens: Dużo nauczyłem się wtedy o wstydzie. Wstyd i poczucie winy to najtrudniejsze emocje. Widziałem to u wielu ludzi. Paweł był dobrym człowiekiem, ale życie bardzo go doświadczyło.

Kayah: Przy okazji odczarowałeś też wiele stereotypów. Pokazałeś, że bezdomny czy więzień to przede wszystkim człowiek.

Rinke Rooyens: Właśnie o to chodziło. Później marzył mi się kolejny projekt. Chciałem zabrać więźniów do Puszczy Białowieskiej i przez cały rok realizować tam film przyrodniczy. Budować schronienia dla operatorów, obserwować naturę, uczyć pracy zespołowej.

Kayah: Pamiętam, jak zakochałeś się w Białowieży. Żubry, łosie, kuligi...

Rinke Rooyens: Bo to niezwykłe miejsce. Wierzyłem, że część tych ludzi mogłaby dzięki takiemu projektowi zdobyć nowe umiejętności i po wyjściu z więzienia znaleźć pracę. Chodziło o prawdziwą resocjalizację, a nie tylko karę.

Kayah: Mówisz o projektach społecznych, a przecież miałeś jeszcze pomysł związany z resocjalizacją więźniów i Puszczą Białowieską.

Rinke Rooyens: Tak. Marzyło mi się, żeby więźniowie z półotwartych zakładów przez rok uczestniczyli w realizacji filmu przyrodniczego w Białowieży. Budowaliby schronienia dla operatorów, pomagali przy zdjęciach, pracowali przy projekcie. To byłby piękny program resocjalizacyjny. Żałuję, że nigdy nie udało się go zrealizować.

Kayah: Ale może jeszcze wszystko przed tobą. Był też projekt „Odnawiamy nadzieję” dla Centrum Zdrowia Dziecka.

Rinke Rooyens: Tak. Wszystko zaczęło się od wizyty w Centrum Zdrowia Dziecka. Byłem poruszony warunkami, jakie tam zobaczyłem. Pomyślałem, że trzeba coś zrobić.

Rinke Rooyens: Trafiliśmy wtedy do Jolanty Kwaśniewskiej. Opowiedziałem jej pomysł wielkiej akcji charytatywnej dla szpitala. W trakcie rozmowy bardzo się wzruszyła i od razu postanowiła nas wesprzeć.

Kayah: Potem udało się zaangażować TVN.

Rinke Rooyens: Tak. Przedstawiłem projekt Mariuszowi Walterowi. Powstał wielki koncert na Służewcu. Na początku padał deszcz i wszyscy się martwili, ale ostatecznie przyszły dziesiątki tysięcy ludzi. To była jedna z najpiękniejszych rzeczy, jakie zrobiłem w telewizji.

Rinke Rooyens: Pamiętam też zabawną historię z Piotrem Walterem. Powiedział do mnie: „Rinke, ty jesteś zdolny”, a ja przez długi czas byłem przekonany, że mówi „dolny” i zastanawiałem się, co to właściwie znaczy.

Kayah: Do dziś utrzymujesz kontakt z Bożeną Walter.

Rinke Rooyens: Tak. To wspaniała osoba. Zresztą cały tamten okres wspominam bardzo ciepło. Dostałem od TVN ogromną szansę.

Kayah: Jest jeszcze jeden temat, którego większość ludzi unika – hospicja.

Rinke Rooyens: A mnie właśnie takie tematy zawsze interesowały. W hospicjum nauczyłem się przede wszystkim nadziei.

Kayah: To zaskakujące.

Rinke Rooyens: Wiem. Gdy przyjechałem tam po raz pierwszy, ktoś właśnie umierał. Postawiłem sobie wtedy jedno zadanie: przez kilka dni mojego pobytu nikt nie może odejść. Organizowaliśmy koncerty, spotkania, drobne atrakcje. Chciałem, żeby ten czas był jak najbardziej żywy.

Rinke Rooyens: Poznałem tam między innymi Bogdana. Mieliśmy fantastyczną relację, dużo rozmawialiśmy i żartowaliśmy. To były niezwykle ważne doświadczenia.

Rinke Rooyens: Od dawna marzy mi się program o osobach śmiertelnie chorych. Chciałbym towarzyszyć im w ostatnim etapie życia i pomóc spełnić ich marzenia. Nie skupiać się na śmierci, tylko na życiu.

Kayah: Myślę, że ludzie po prostu boją się śmierci.

Rinke Rooyens: Być może. Ja sam zetknąłem się z nią bardzo blisko i wiem, że największym problemem jest często samotność. Ludzie nie wiedzą, jak rozmawiać z kimś, kto odchodzi.

Rinke Rooyens: Kiedy zmarła moja mama, wielu znajomych nie zadzwoniło. Nie dlatego, że byli obojętni. Po prostu nie wiedzieli, co powiedzieć. Tego właśnie najbardziej się boimy – kontaktu z cierpieniem i przemijaniem.

Rinke Rooyens: Kiedy zmarła moja mama, większość ludzi nie wiedziała, jak się zachować. Pamiętam jednak chłopaka, którego właściwie prawie nie znałem. Przyjechał pod mój dom, zabrał mnie do lasu. Zapaliliśmy dwie świeczki i siedzieliśmy razem w ciszy. To było bardzo ważne.

Rinke Rooyens: Później podobnie zrobiłem dla Filipa Chajzera po śmierci jego syna. Pojechaliśmy nad Wisłę, usiedliśmy razem. Opowiedziałem mu o swoich doświadczeniach. Nie znaliśmy się wtedy szczególnie dobrze, ale wiem, że ten moment był dla niego ważny.

Kayah: Ludzie po prostu potrzebują wsparcia.

Rinke Rooyens: Tak, tylko często boimy się je okazać.

Rinke Rooyens: Są dwa projekty, które wciąż bardzo chciałbym kiedyś zrobić. Pierwszy dotyczyłby osób śmiertelnie chorych i pokazywał życie z perspektywy ludzi, którzy wiedzą, że odchodzą. Nie śmierć, tylko życie, radość, relacje i spełnianie marzeń.

Rinke Rooyens: Drugi temat to coming out. Chciałbym pokazać historie ludzi, którzy przez lata ukrywają swoją orientację przed rodziną. Znam wiele takich osób. Często rodzice domyślają się prawdy od dawna, ale wszyscy żyją w jakimś niepotrzebnym lęku.

Kayah: To bywają rodzinne tragedie.

Rinke Rooyens: Tak. Rozumiem, jak trudno jest czasem być sobą. To temat, który bardzo mnie porusza.

Rinke Rooyens: Dziś jednak skupiam się przede wszystkim na odbudowie Rockstara po pandemii i mojej chorobie. Mamy dużo nowych projektów. „The Floor” świetnie się rozwija, pracujemy nad nowymi formatami, programem „Omnibus”, projektami reklamowymi i krótkimi formami fabularnymi. Najbardziej zależy mi na młodych ludziach z pasją.

Rinke Rooyens: A prywatnie jestem spełniony. Mam Asię, mamy dom, sześć psów i bardzo dobre życie.

Kayah: Ja też próbuję się spełniać. Nagrywam właśnie płytę jazzową.

Rinke Rooyens: Słyszałem fragmenty. Bardzo mi się podobają.

Kayah: Jesienią zagram też na Polish Jazz Festival w Londynie.

Rinke Rooyens: To ja tam będę.

Kayah: Trochę autopromocji nie zaszkodzi.

Rinke Rooyens: Zasłużenie. Zakochałem się kiedyś w twoim głosie, a do dziś nagrywasz piękne rzeczy. Masz niezwykły talent do współpracy z różnymi artystami i tworzenia wielkich przebojów.

Rinke Rooyens: Chciałbym tylko, żebyś częściej dawała sobie prawo do radości. Nie musisz tworzyć wyłącznie z bólu czy samotności. Można tworzyć także ze szczęścia.

Kayah: Nie każdy jest Jamesem Brownem. Niektórzy są po prostu melancholikami.

Rinke Rooyens: To prawda. Ale wierzę, że można znaleźć równowagę. Ja sam od lat nie piję, mam szczęśliwe życie, kochającą żonę, Rocha i ludzi wokół siebie. Marzenia naprawdę mogą się spełniać.

Kayah: Myślisz, że to jest też efekt dobra, które dawałeś innym?

Rinke Rooyens: Tak. Wierzę, że to wraca.

Kayah: Chciałabym zakończyć tę rozmowę pewnym pytaniem. Pisałeś listy do bezdomnych i więźniów. Napiszesz kiedyś list do mnie?

Rinke Rooyens: Oczywiście.

Kayah: Naprawdę?

Rinke Rooyens: Tak. Ale pod jednym warunkiem. Najpierw ty napisz list do samej siebie. O swoich marzeniach, tęsknotach i o tym, czego naprawdę chcesz. Potem porozmawiamy, jak to wszystko spełnić.

Kayah: Piszę takie listy.

Rinke Rooyens: I bardzo dobrze. Bo właśnie od tego wszystko się zaczyna.

Rinke Rooyens: Wiesz, bardzo chciałbym zobaczyć cię także w nowych rolach. Na przykład jako mentorkę młodych artystów. Niewiele osób w Polsce potrafi pracować z młodymi talentami tak jak ty.

Kayah: Dziękuję.

Rinke Rooyens: Naprawdę. Masz wyjątkowy dar wspierania ludzi.

Kayah: Bardzo dziękuję ci też za wsparcie po śmierci mojej mamy.

Rinke Rooyens: To było naturalne. I zawsze będę obok, kiedy będziesz tego potrzebowała. Tak jak życzę ci szczęścia, którego sam dziś doświadczam.

Kayah: Chciałabym tego.

Rinke Rooyens: I wierzę, że to przyjdzie.

Kayah: Moja puenta jest prosta. Twoja mama miała rację. Jesteś kotem. Masz dziewięć żyć i zawsze spadasz na cztery łapy.

Rinke Rooyens: Może coś w tym jest. Żałuję tylko, że nie mogła zobaczyć wszystkiego, co wydarzyło się później. Ale czuję, że cały czas jest ze mną. Tak samo jak ważne jest dla mnie dziś odbudowanie relacji z tatą.

Kayah: Bardzo ci za tę rozmowę dziękuję.

Rinke Rooyens: Ja również. To był piękny dzień.

Kayah: Dziękuję za kwiaty i pozdrów Asię.

Rinke Rooyens: Na pewno. A ty przyjmiesz nasze zaproszenie na ślub?

Kayah: Oczywiście, choć muszę jeszcze znaleźć odpowiednią kreację.

Rinke Rooyens: Twoja wartość nie zależy od stroju.

Kayah: To poproszę Asię o pomoc.

Rinke Rooyens: Załatwione.

/źródło -  /

Poprawiony: sobota, 13 czerwca 2026 11:05