Narty w Andorze Drukuj Email
Wpisany przez Zofia Zubczewska   
poniedziałek, 13 lutego 2012 16:16

Narty w Andorze

Babcia Polka otarła się o slalom gigant kobiet podczas tegorocznego alpejskiego Pucharu Świata. 10 lutego byłam bowiem w Andorze i z kolejki gondolkowej popatrzyłam sobie na trasę tego zjazdu. Mówię wam, na nic więcej nie mogłabym się zdobyć. Trasa nazywa się Avet, jest czarna, szeroka, prawie bez zakrętów ale spada na łeb na szyję. Uff…
 

alt

Byliśmy w Andorze przez siedem dni. Wykupiliśmy narciarski pakiet w infoski.pl . Z Warszawy do Barcelony (tanie latanie liniami WizzAir) wylecieliśmy o szóstej rano w sobotę, czwartego lutego, wróciliśmy w następną sobotę o 12.45.  Lot w jedną stronę trwał trzy godziny. Na lotnisku czekał autokar, który zawiózł nas najpierw do Barcelony, gdzie mogliśmy przez trzy godziny zwiedzać miasto, a następnie do naszego hotelu. Powrót odbywał się bez przystanku w Barcelonie. W pakiecie opłaconą mieliśmy podróż w obie strony (samolot i autokar), pobyt w hotelu czterogwiazdkowym Euro Esqui  z dwoma posiłkami (śniadanie i obiadokolacja), skipas na cały region Grandvalira (110 tras narciarskich, 200 km do przejechania) ubezpieczenie z rozszerzoną ochroną o sporty zimowe (ale bez OC – odpowiedzialności cywilnej). Kosztowało nas to niemało bo 3760 złotych od osoby.

Wędrówki po górach

alt alt alt
Nie trafiliśmy z pogodą... ...nieźle "wdepnęliśmy" - pomyśleliśmy... ...ale się polepszyło!

Nie trafiliśmy najlepiej z pogodą, lecz zima w tym roku płata figle i wyjazd gdziekolwiek stanowi pewną loterię. Przez pierwsze dwa dni padał gęsty śnieg, było mroźnie  i wiało tak mocno (ponad 60 km/h), że mogliśmy jeździć tylko po jednej trasie dochodzącej do gondolki. Po za nią w całym ośrodku  El Tarter (jeden z sześciu w Grandvalira), do którego dowoził nas hotelowy ski-bus były tylko wyciągi krzesełkowe, nie zadaszone. Nie sposób było z nich korzystać. Jeździliśmy więc w kółko po niebieskiej  trasie, schowanej w dolince i zastanawialiśmy się jak też wyglądają Pireneje? Czy różnią się bardzo od Alp?  Zobaczyliśmy je dopiero we wtorek, gdy wreszcie mogliśmy wyjechać krzesełkami na najbliższy szczyt, Riba Escorxada, wysokość 2100 m. Tam otworzyła się przed nami rozległa dolina, naprzeciwko nas zamknięta następnym pasmem szczytów.  Cała biała, błyszcząca w słońcu tak, jakby została polukrowana. Gdzie nie spojrzeć, to widać szerokie, wyratrakowane   trasy zjazdowe, a na zboczach pełznące do góry wyciągi. Ludzi jak na lekarstwo.

alt alt alt
Trasy świetnie przygotowane... ...zimno, nic dziwnego, bo zima... ...co za tą górą? Następna góra!


Ruszyliśmy naprzód w dół, przejechaliśmy dolinę i wjechaliśmy na przeciwległy szczyt – Tosa de la Llosada, 2560 m. A z niego podobny widok – ogromna przestrzeń, znów poprzecinana trasami i kolejkami krzesełkowymi, zamknięta kolejnymi szczytami. No to my na te szczyty… Jadąc do góry wyciągiem z krzesełek widzieliśmy już tylko niebo. Czyżby to był koniec tras zjazdowych? Nie. Czarną trasą lub niebieską można zjechać do następnej doliny, a z niej wspiąć się na następne pasmo gór.  Jak daleko można tak jechać? Gdzie kończy się mapa? Nam kończył się czas. Wyciągi chodzą tylko od 9.00 do 16.30 – trzeba było wracać do domu, do El Tarter. Ten dzień spędziliśmy wysoko w górach, poruszając się powyżej czarnej trasy Avet, na której w dniach 10-12 lutego odbył się slalom gigant kobiet. FIS – owska, czarna trasa Avet jest tym dla narciarzy w Pirenejach czym dla nas - Polaków  zjazd z Kasprowego. Po prostu miejscem legendarnym i kultowym.

alt alt alt
Kolejne puste, świetnie przygotowane trasy Stok Avet w Soldeu - tu odbyły się zawody Udajemy się "na koniec świata"


Następnego dnia, znów wybraliśmy się na wędrówkę po górach, pragnąc dotrzeć do „końca świata”, do granicy za którą , jak niegdyś pisano na starych mapach morskich, mieszkają już tylko potwory. Znając trochę stoki szybciej dotarliśmy do Grau Roig, ośrodka z którego wiodła droga na najwyższą, dostępną dla narciarzy górę  -  Pic Blanc – 2639 m.  Naprawdę warto tam dotrzeć. Po drugiej stronie góry widać rumowisko skał, głęboki wąwóz, a za nim następne szczyty, może z potworami? Może zasnęły one na zimę?.... Zjazd z Pic Blanc jest bardzo ostry, lecz tak gładki, tak szeroki i dobrze przygotowany, że nie sprawia większych kłopotów nawet zrzędliwemu dziadkowi...

alt alt alt
Widok z Coll Blanc... ...a to z Pic Blanc na Coll Blanc... ...a to Babcia Polka przy pamiątkowej tablicy informacyjnej. Zimno ale pięknie.
alt alt alt
Pic Blanc z dołu wygląda bardzo łagodnie Babcia Polka z przyjaciółmi na tle najwyżej położonej knajpki pomiędzy Pic i Coll Blancami Babcia Polka i Zrzędliwy Dziadek (rzadko na zdjęciu) w drodze "ku dołowi"

Trochę o regionie Grandvalira
Region ten jest największy z narciarskich regionów położonych poza Alpami. Jest rajem dla osób które lubia rekreacyjne, super bezpieczne narciarstwo, oraz wędrówki po górach. Zjazdy sa długie, przeważnie łagodne, doskonale przygotowane, sezon trwa od końca listopada do kwietnia. Wszędzie stoją armatki śnieżne. Są też oczywiście i dzikie zjazdy, czyli zbocza nieprzygotowane jakby lecz wytyczone do przedzierania się przez muldy, jary, nawet kamienie. Czarne trasy na których można dać sobie nieźle w kość i tory przeszkód dla deskowiczów. Wszystko to jest bardzo dobrze widoczne. Jeździ się z dużym poczuciem bezpieczeństwa, które sprawia, że narciarze suszują ponad swe możliwości. Naprawdę bardzo łatwo jest  się rozpędzić na tych gładkich, długich i szerokich trasach, toteż co dziennie widzieliśmy tobogany zwożące z gór „połamańców”. Grandvalira składa się z sześciu stacji. My mieszkaliśmy w El Tarter.

alt alt alt
Hotel nasz, Euro Esqui podzielony był potokiem... ...a łącznikiem szło się na basen... ...i w ulubione nasze miejsce po nartach

Z Barcelony jedzie się do niej przez stolicę Andory (Andorra la Vella) i miejscowości Encamp i Canillo (z których wyjeżdża się w góry kolejkami gondolkowymi). Dalej na północ leży Soldeu, najbardziej modna obecnie stacja, gdzie odbyły się tegoroczne zawody Pucharu Świata w narciarstwie alpejskim, a za nią następne miejscowości już bez gondolek. Grandvalira działa właściwie dopiero od sześciu lat i widać, że intensywnie rozbudowuje się. Podobno ma przekroczyć granice z Francją, przelewając się na francuska stronę Pirenejów. Cały ten region jest bardzo rozległy, dzięki czemu  nigdzie nie ma tłoku. Nie trafiliśmy na niechlujnie przygotowane trasy choć jest 36 niebieskich, 32 czerwonych, 22 czarnych i 18 zielonych - widokowych. Naturalnie, nie przejechaliśmy nawet połowy z tych tras.

alt alt alt
Knajpka i hotel IGLO na stoku Jedyny moment kiedy się widziało więcej niż 5-6 ludzi na raz. Lunch. Tu jedliśmy wspaniałą pizzę


Zaliczyliśmy restauracje, bary z przyjemną obsługą i cenami takimi jak w Austriackich i Włoskich Alpach, wypiliśmy także herbatkę w igloo – barze wykopanym w śniegu, bardzo reklamowanym. No cóż była to ciekawostka, na pewno sprawiająca więcej przyjemności przy dobrej pogodzie. My trafiliśmy na kilkanaście stopni mrozu. W iglo było zimno, herbata ledwie ciepła, a kelner przemarznięty do szpiku kości. Naszym ulubionym miejscem na lunch okazała się restauracja przy górnej stacji gondolki wywożącej nas z El Tarter. Zamawialiśmy tam jedną pizzę na cztery osoby, herbatę, wino lub piwo. Obsługiwał nas stale ten sam ładny i wesoły kelner, który już drugiego dnia pamiętał, że lubimy herbatę z cytryną. Jedzenie było pyszne, a ceny przystępne. Płaciliśmy około 15 euro od pary. 
Mieliśmy tylko dwa dni nieprzyjemnej pogody. Od wtorku do soboty świeciło słońce, z którego Andora słynie. Jest tam aż 300 dni słonecznych w ciągu roku.
Mieszkliśmy w hotelu położonym nad potokiem, który miło szemrał przez całą noc. Warunki były dobre – szwecki stół z bardzo dużym wyborem potraw od owoców morza, poprzez różne mięsiwa, duszone warzywa po dania dla wegetarian i desery. W naszym hotelu był basen, sauna, pokoje codzienne były sprzątanie, na dole działała wypożyczalnia sprzętu narciarskiego.
 
Zakupy

alt alt alt
To kolorowe z tyłu to sole do kąpieli a poza tym rozmaite perfumy i mydełka Litr tego trunku kosztował 7,89 euro, tak samo litr naszej Żubrówki czyli ok. 34 złotych Papierosy 20 paczek + np. zestaw kosmetyków, w promocji trochę ponad 20 euro czyli pniżej 5 zł za paczkę. Straszne!!!

Wybraliśmy się też na zakupy do stolicy, gdyż Andora reklamuje się jako raj tanich zakupów. Kiedyś zapewne tak było, gdy istniały strefy wolno cłowe. Teraz naprawdę tani jest tylko alkohol. Pozostałe produkty czyli perfumy, elektronika, ciuchy są tańsze niż u nas ale w niewielkim stopniu. Płaci się w euro, choć Andora nie należy do Unii Europejskiej.

alt alt alt
Widząc tyle toboganów czuliśmy się bezpiecznie...   ...czasem jednak były niestety w użyciu.

Zgrzyt
Nasz pobyt zakończył się nieprzyjemnym zgrzytem. Wyjeżdżaliśmy z hotelu o czwartej rano. Wcześniej kilka razy zapewniano nas, że na drogę zamiast śniadania (opłaconego w pakiecie) dostaniemy suchy prowiant – Picnic Bag. Prowiantu jednak nie było, a rezydentka pilotująca naszą grupę na lotnisko, pani Anna Bober, w ogóle się tym nie przejęła. Powiedziała to co już wiedzieliśmy, że hotel został poiformowany o wydaniu dla nas kanapek i nie wywiązał się z tego. Była zdziwiona, gdy powiedziałam jej, że mnie to nie obchodzi. Z mojego punktu widzenia – turysty, który zapłacił za konkretne usługi w jej firmie – ona odpowiada za wpadkę. Mogłaby jej uniknąć, gdyby przykładała się do pracy, czyli wcześniej sprawdziła, że wszystko jest w porządku.  Ona jednak czuła się zwolniona z odpowiedzialności do tego stopnia, że nawet nie uznała za stosowne przeprosić nas – 10 osób mieszkających w Euro Esqui. Gdyby to zrobiła, zrozumiałabym, wpadki zdarzają się, śniadanie można kupić na lotnisku czy nawet w samolocie (cienka herbata 2 euro, niezbyt świeża kanapka od 3 euro). Moja współtowarzyszka podróży, Bożena powiedziała, że nie było sensu psuć sobie przyjemnego pobytu upominaniem się o tego rodzaju drobiazg, jak knapki. Ja jednak uważam inaczej. Biura turystyczne dobrze na nas zarabiają, mają więc obowiązek wywiązywać się z uwów.  Nie lubię, gdy ktoś mnie kiwa choćby nawet na kanapkę. Poniżej zdjęcie które pokazuje, że ..... nie tylko w Kieleckiem

alt

Tekst - Zofia Zubczewska
Zdjęcia – Stefan Zubczewski


Poprawiony: wtorek, 07 stycznia 2014 15:12